Izrael zaatakował Liban. Donald Trump ostro uderza w Benjamina Netanjahu

Izrael po raz kolejny uderzył na Liban, Iran zaś zagroził odwetem. To grozi wysadzeniu w powietrze porozumienia między Waszyngtonem i Teheranem, dlatego Donald Trump ostro krytykuje Benjamina Netanjahu.

– Nie niszczysz bloku za każdym razem, gdy kogoś szukasz. Bo w tych blokach mieszka wielu ludzi, którzy nie należą do Hezbollahu – mówił Donald Trump na szczycie G7, komentując ostatnie działania Izraela w Libanie. Wezwał też Benjamina Netanjahu, by ten był „ostrożniejszy".

Po tych atakach Iran ostrzegł Jerozolimę, że podejmie „ostre działania", jeśli „agresja będzie trwać". To zaś wysadziłoby w powietrze kruche tymczasowe porozumienie pokojowe na Bliskim Wschodzie, które w ciągu 60 dni ma zostać zamienione w trwały pokój.

Dlatego też Donald Trump zgłosił kontrowersyjny pomysł. Twierdzi, że Hezbollahem powinna zająć się Syria, bo Damaszek zrobiłby „lepszą robotę" niż Izrael. To wywołało panikę w Libanie.

Zarówno bowiem wejście syryjskich oddziałów, jak i całkowite odcięcie granicy – jak podaje CNN – przypomniałoby w Libanie okupację z 1976 r., gdy syryjskie wojska weszły tam z krótką interwencją podczas lokalnej wojny domowej, zostały jednak dużo dłużej, bo aż do 2005 r.

Jak tłumaczy Michael Young, starszy redaktor z Carnegie Middle East Center, pomysł Donalda Trumpa „jest absurdalny". – To podzieliłoby Liban i byłoby katastrofą. To nowe otwarcie puszki Pandory w regionie. Prezydent Syrii popełniłby duży błąd, gdyby się na to zgodził – tłumaczy. – Jeśli do Libanu wkroczy syryjska armia, zdominowana przez salafitów, to wywołałoby panikę wśród Druzów, chrześcijan i szyitów – dodaje.

Jego zdaniem takie działania tylko wzmocniłyby Hezbollah. Bo o ile są tam arabskie czy chrześcijańskie grupy sprzeciwiające się proirańskiej milicji, to na pewno stanęłyby po stronie Hezbollahu w razie syryjskiej interwencji.