Kanclerz Niemiec jedzie do Chin. Ekspert: Pekin nie zaoferuje Berlinowi atrakcyjnego nowego ładu międzynarodowego
Kanclerz Friedrich Merz rusza z wizytą do Chin. Ma tam mówić o „partnerstwach strategicznych”. Jednak według dr. Piotra Andrzejewskiego z Instytutu Zachodniego Pekin wcale nie zaoferuje Berlinowi nowego, atrakcyjnego ładu międzynarodowego.
Niemiecki przywódca mówił, jak pisze „Deutsche Welle”, że chce rozmawiać w Pekinie o partnerstwach strategicznych. Zwłaszcza że – jak mówił na konferencji w Monachium – nie widzi już niezawodnego partnera w USA pod rządami Donalda Trumpa. Tymczasem usłyszał nową ofertę od szefa chińskiego MSZ Wang Yi, który mówił o świecie multilateralnym, światowym porządku i wolnym handlu.
Merz będzie starał się też o zakończenie wsparcia Chin dla Rosji w konflikcie z Ukrainą. Eksperci nie wierzą jednak w sukces tych apeli, porażka Moskwy nie jest bowiem do zaakceptowania dla Pekinu.
Nie chodzi jednak tylko o politykę. Chiny stały się najważniejszym partnerem handlowym Niemiec, a w ubiegłym roku wymiana handlowa osiągnęła 250 mld euro. Niestety bilans handlowy nie wygląda dobrze dla Berlina. Deficyt handlowy wzrósł o 30 mld euro i osiągnął aż 90 mld euro. Widać to choćby po rynku motoryzacyjnym, gdzie Chińczycy przestali kupować za drogie auta niemieckie, za to z powodzeniem eksportują swoje samochody do Europy.
Eksperci tłumaczą, że Merz będzie za późno w Pekinie. Przed nim byli już w Chinach inni zachodni liderzy. Wizyta kanclerza została jednak przełożona, mimo że miała się odbyć w październiku 2025 r. To choćby efekt krytyki polityki zagranicznej Chin przez szefa MSZ Niemiec Johanna Wadephula. Sam Merz też ostatnio krytykował podejście Chin wobec Tajwanu.
„Chiny są wyzwaniem strategicznym Niemiec”
Katarzyna Mokrzycka, XYZ: Czy kanclerz Niemiec jedzie do Chin, żeby się ukorzyć, czy żeby stawiać żądania? Jego wizyta może się skończyć jeszcze większym uzależnieniem od Pekinu? Chiny są głównym partnerem handlowym Niemiec. Obroty w handlu w 2025 r. przekroczyły 250 mld euro, ale do rekordowych poziomów wzrósł niemiecki deficyt handlowy – wg Instytutu Gospodarki Niemieckiej wyniósł około 90 mld euro, czyli o 30 mld więcej niż rok wcześniej.
Dr Piotr Andrzejewski, Instytut Zachodni: Chiny są wyzwaniem strategicznym Niemiec. Są partnerem, ale i rywalem, a ich rola jako rywala rośnie. Nie spodziewam się jednak po kanclerzu Merzu postawy uległej. Myślę, że będzie chciał subtelnie nakreślić zamiar rewizji stosunków Niemcy–Chiny.
Niemcy nie mają zbyt wielu kart, ale jakieś mają i starają się nimi grać. Najważniejszym elementem tej rozgrywki jest pokazywanie Chinom, że niemiecka gospodarka dywersyfikuje się – Chiny nie są ani jedyne, ani niezastąpione w perspektywie 10–15 lat. Jest cały świat, jest Ameryka Południowa, są Indie – rosnący rynek, gdzie, jak się szacuje, za kilkanaście lat klasa średnia będzie bardziej liczna niż liczba mieszkańców UE.
Czy niemieckie negocjacje z Chinami oznaczają, że cała Unia Europejska zacznie luzować restrykcyjne podejście do współpracy z Chinami? Niemieckie media piszą, że Merz szuka w Chinach równowagi, którą przestały gwarantować USA.
Ja się z tym nie zgadzam. Chiny są państwem rewizjonistycznym – chcą dokonać zmiany obecnego porządku. Niemcy były zaś największym beneficjentem ładu ostatnich kilkudziesięciu lat i chcą go jak najdłużej utrzymać. Tracą na tym, co się dziś dzieje w polityce handlowej. Mogą szukać możliwości przesuwania inwestycji czy zmian w handlu, ale nie są zainteresowane układem, w którym to Chiny mówią Europie, jak żyć.
Unia Europejska właśnie po to szuka nowych partnerów gospodarczych na całym świecie, żeby zmniejszyć uzależnienie od Chin, a nie po to, żeby im teraz dawać jeszcze więcej. Po to podpisano umowę handlową UE z Indiami i z Mercosur, żeby zdywersyfikować źródła dostaw i rynki sprzedaży.
I to zapewne będzie chciał manifestować także kanclerz Niemiec. Niemcy chcą pokazać, że mają też jakieś inne opcje. Co nie oznacza, że nagle niemieckie firmy przestaną inwestować w Chinach. Nadal będą to robić, nawet bez rządowych dopłat, bo to jest ogromny, rosnący rynek. Nawet jeśli więc Merz pokaże asertywność polityczną dotyczącą chińskiej pomocy dla Rosjan walczących na Ukrainie, to niemieckie firmy wciąż będą zwiększać swoje zaangażowanie na tym rynku.
Czego Chiny chcą od Niemiec? No i czy Niemcy mają jeszcze Chinom coś do zaoferowania? Pekin nadal chce kupować niemieckie firmy czy ten moment w historii już minął?
Oczywiście, że chce. Wciąż są obszary, w których Niemcy mają przewagi – np. w inżynierii, w optyce, w przemyśle chemicznym. Chińczycy chętnie wykupywaliby udziały w kolejnych niemieckich firmach i pozyskiwali know-how. UE i Niemcy bronią się przed tym, wprowadzając mechanizm „screeningu” – czyli prześwietlania inwestycji.
Nie uważam, żeby kanclerz Merz chciał zaoferować jakieś atrakcyjne firmy. Wręcz przeciwnie, spodziewam się prezentacji większej asertywności Niemiec w stosunku do Chin. Przedsmakiem tego była krytyka wyrażona przez ministra spraw zagranicznych Niemiec odnośnie coraz bardziej agresywnej postawy Chin wobec Tajwanu.
Liczne media chciałyby przedstawić wizytę niemieckiego kanclerza w Chinach jako sposób na rozwiązanie problemów wywołanych polityką celną prezydenta USA Donalda Trumpa. Jestem radykalnie przeciwny takiemu widzeniu sprawy. Napięcia na linii Niemcy–Chiny są poważniejsze, niż się wydaje. Chiny nie zaoferują „nowego ładu międzynarodowego”, który mógłby być w jakikolwiek sposób atrakcyjny dla Niemiec.