Największe reformy na Kubie od rewolucji Fidela Castro. Władze ugięły się po naciskach USA

Kuba ugięła się pod presją USA. Parlament wyspy przyjął pakiet wolnorynkowych reform, które stanowią największy zwrot w polityce gospodarczej wyspy od rewolucji Fidela Castro w 1959 r.

Prezydent Miguel Diaz-Canel tłumaczy, że ten kryzysowy pakiet opracowano na podstawie historii Wietnamu i Chin. Państwa te wprowadziły u siebie wolny rynek, u władzy pozostała jednak partia komunistyczna.

– To, o czym tu rozmawiamy, to dylemat, jak kontynuować proces budowy socjalistycznej, który cierpi z powodu najdłuższej blokady w historii ze strony największej światowej potęgi – mówił, nawiązując do amerykańskich sankcji. – Nie rezygnujemy z socjalizmu – dodał Diaz-Canel.

Plan zmian umożliwia wejście na rynek finansowy i otwiera rynek dla prywatnych deweloperów. Dopuszcza też sprzedaż państwowego majątku obywatelom i firmom krajowym, jak i zagranicznym. Do tego ma doprowadzić do zmiany państwowych firm w prywatne. Władze nie podały tylko, kiedy i jak te reformy zostaną wprowadzone.

Przyjęte reformy zakładają otwarcie rynku dla prywatnych deweloperów, proponują przekształcenie państwowych firm w przedsiębiorstwa prywatne i umożliwiają wejście prywatnych banków na kubański rynek finansowy. Dopuszczają też sprzedaż własności państwowej krajowym i zagranicznym osobom i firmom.

Poważne problemy kubańskiej gospodarki

Kubańska gospodarka miała poważne problemy od upadku ZSRR. Ostatnio działała tylko dzięki pomocy Wenezueli, która dostarczała m.in. na wyspę paliwo. Po obaleniu przez USA prezydenta Nicolasa Maduro te dostawy jednak się zakończyły. Do tego Donald Trump nałożył na wyspę surowe sankcje – m.in. na wyspie przestały działać płatności kartami. Brak paliwa doprowadził zaś do wielogodzinnych braków zasilania, co z kolei wywoływało masowe protesty.

Do tego prezydent USA sugerował, że – po zakończeniu wojny z Iranem – Ameryka zaatakuje Kubę. Od miesięcy w regionie Pentagon zwiększa liczbę żołnierzy i sprzętu.

Według portalu Politico Pentagon od miesięcy rozmieszcza żołnierzy i uzbrojenie, by USA mogły przeprowadzić atak na Kubę. Trump sugerował, że interwencja wojskowa nie będzie konieczna, choć jednocześnie zapowiadał „wzięcie" wyspy lub zmianę rządzącego tam reżimu.

Wiceprezydent USA J.D. Vance stwierdził, że na razie Waszyngton obserwuje planowane zmiany. – Jeśli podejmą mądre decyzje, będziemy mieć z wyspą o wiele lepsze stosunki – podsumował.