Negocjacje nie przynoszą efektów. Ameryka gotowa do uderzenia na Iran
Amerykanie przenoszą z Bliskiego Wschodu do Europy i USA część personelu, obawiając się irańskiego kontrataku. Do tego doradcy Donalda Trumpa powiedzieli mu, że wojsko USA będzie gotowe już w weekend do uderzenia na Teheran. Sam Iran rozmieścił zaś miniaturowe okręty podwodne w Zatoce Perskiej.
Przemieszczenie personelu, który nie jest kluczowy do działania amerykańskich baz wojskowych, to standardowa taktyka Pentagonu przed uderzeniem. Amerykanie w ten sposób minimalizują liczbę celów dla ewentualnego irańskiego kontrataku.
Doradcy ds. bezpieczeństwa Donalda Trumpa powiedzieli mu, że wojsko USA będzie gotowe do potencjalnych uderzeń na Iran już w sobotę. Jak jednak podaje stacja CBS, prezydent jeszcze nie podejmie decyzji o ataku. Wciąż bowiem trwają rozmowy między Waszyngtonem a Teheranem, dotyczące programu nuklearnego Iranu. Jak jednak mówił zarówno wiceprezydent J.D. Vance, jak i rzeczniczka Białego Domu Karoline Leavitt, stanowiska obu stron są bardzo rozbieżne i nie ma mowy o szybkim porozumieniu.
Jednocześnie jednak Biały Dom wciąż analizuje polityczne i militarne skutki ataku. Zwłaszcza że – jak dodaje portal Axios – Donald Trump nie myśli już o jednorazowym ataku lotniczym. Razem z Izraelem planowane są działania wojenne na dużą skalę.
Trump uważa reżim w Teheranie za słaby
Obecna sytuacja na rynku ropy – dodaje Axios – może dać Trumpowi strategiczną okazję do uderzenia. Rynki są dobrze zaopatrzone, a ceny ropy są niskie. Nawet więc jeśli atak na Iran podniesie ceny, wzrost ten byłby ograniczony.
Trump uważa też, że reżim w Teheranie jest słaby. Osłabiły go bowiem masowe protesty, które wybuchły na początku stycznia w proteście przeciw wysokiej inflacji i szybko przyjęły charakter polityczny. Reżim stłumił je brutalnie – według wyliczeń śmierć poniosło kilkadziesiąt tysięcy ludzi. USA już wtedy rozważały atak na Teheran, nie miały jednak w regionie odpowiednich sił. Teraz, po ściągnięciu na Bliski Wschód dodatkowych żołnierzy, myśliwców oraz dwóch grup bojowych lotniskowców, Ameryka jest gotowa do wojny.
USA i Izrael uważają też, że Iran nie odbudował jeszcze swojego potencjału militarnego, zniszczonego w lipcu ubiegłego roku, gdy Jerozolima uderzyła na Teheran. Izraelskie samoloty zniszczyły wtedy m.in. większość systemów przeciwlotniczych Iranu oraz fabryki rakiet. Amerykanie zaś uderzyli przy użyciu pocisków Tomahawk i bombowców B-2 w irańskie ośrodki atomowe.
Iran z kolei rozmieścił w Zatoce Perskiej około 30 miniaturowych okrętów podwodnych klasy Ghadir. To jednostki stworzone na podstawie północnokoreańskich okrętów podwodnych, przygotowane do działań na płytkich wodach zatoki. Teheran umieścił je przy samych brzegach, gdzie szum powodowany przez sprzęt wiertniczy oraz lokalne jednostki ogranicza skuteczność systemów sonarowych. Według portalu ArmyRecognition, ich zadaniem jest sparaliżowanie jednego lub dwóch większych okrętów, by zdezorganizować flotę amerykańską i wystawić ją na atak irańskich rakiet. Władze w Teheranie rozważają też zaminowanie cieśniny Ormuz, by zablokować główny szlak transportu ropy z Zatoki Perskiej na Zachód.