Prokuratura chce kary śmierci dla byłego prezydenta Korei Południowej

Prokuratura domaga się kary śmierci dla Yoon Suk Yeola. Były prezydent Korei Południowej odpowiada przed sądem za nieudaną próbę wprowadzenia w kraju stanu wojennego.

Były prezydent usłyszał bowiem m.in. zarzuty bycia „przywódcą powstania zbrojnego”, a za to w Korei Południowej grozi dożywocie lub kara śmierci. Śledczy twierdzą też, że nawet jeśli nikt nie zginął w czasie nieudanego puczu, nie oznacza to, że sprawa nie była poważna.

Jednym ze świadków był m.in. oficer, który zeznał, że Yoon nakazał aresztowanie parlamentarzystów w grudniu 2024 r. Wśród dowodów była też notatka sporządzona przez jednego z planistów nieudanego przewrotu. Zawierała ona m.in. sugestie „pozbycia się” setek ludzi, w tym dziennikarzy, aktywistów i parlamentarzystów.

Proces Yoona połączono z procesami dwóch ważnych urzędników jego administracji – byłego ministra obrony Kim Yong-hyuna oraz byłego szefa policji Cho Ji-ho. Wyrok jest spodziewany w lutym.

Były prezydent przebywa w areszcie od miesięcy. Oprócz zarzutu zorganizowania powstania usłyszał kilkanaście innych. M.in. w grudniu 2025 r. prokuratura zażądała dla niego 10 lat więzienia za utrudnianie śledztwa.

Jak dodaje BBC, w Korei Południowej nie wykonano wyroku śmierci od prawie 30 lat. W 1996 r. były dyktator Chun Doo-hwan został co prawda skazany na śmierć za przejęcie władzy podczas puczu w 1979 r., jednak wyrok złagodzono do dożywocia.

Nieudany pucz Yoon Suk Yeola trwał tylko kilka godzin. Prezydent został potem odwołany przez parlament i aresztowany. Sam broni się, że wprowadzenie stanu wojennego było gestem symbolicznym, który miał zwrócić uwagę na niezgodne z prawem poczynania ówczesnej opozycji.