Rząd wycofuje reformę PIP. KPO zagrożone nowymi negocjacjami z Brukselą
Reforma Państwowej Inspekcji Pracy była kamieniem milowym Krajowego Planu Odbudowy. Decyzja premiera Donalda Tuska o jej wstrzymaniu oznacza konieczność nowych rozmów z Komisją Europejską.
Reforma Państwowej Inspekcji Pracy (PIP) zastąpiła w Krajowym Planie Odbudowy (KPO) wcześniejszy kamień milowy zakładający obowiązkowe oskładkowanie każdej umowy zlecenia. Jak poinformował wiceminister funduszy i polityki regionalnej Jan Szyszko, decyzja premiera o niekontynuowaniu prac nad reformą zmienia sytuację Polski wobec Komisji Europejskiej.
„Reforma PIP znalazła się w Planie na mocy decyzji Rady Ministrów. Po trudnych, ale skutecznych negocjacjach zastąpiła przymusowe oskładkowanie umów zlecenia” – napisał Szyszko na platformie X. Dodał, że nowa decyzja rządu oznacza konieczność wypracowania nowego kamienia milowego.
Wiceminister zapowiedział, że rozmowy z Brukselą będą „granicznie trudne”. Podkreślił jednocześnie, że Polska dotąd unikała kar za niewywiązanie się z kamieni milowych KPO. Poinformował także, że wartość projektów zrealizowanych w Polsce z pieniędzy KPO przekroczyła już 165 mld zł.
Decyzja premiera i założenia reformy
Premier Donald Tusk we wtorek oświadczył, że prace nad reformą PIP nie będą kontynuowane. Uzasadnił, że nadanie inspektorom zbyt szerokich uprawnień byłoby destrukcyjne dla firm i mogłoby skutkować utratą pracy przez wielu ludzi.
Projekt reformy został przyjęty na początku grudnia przez Stały Komitet Rady Ministrów, jednak – według doniesień medialnych – premier zakwestionował go podczas posiedzenia rządu w ubiegłym tygodniu.
Reforma zakładała m.in. możliwość przekształcania przez okręgowych inspektorów pracy umów o dzieło, umów zlecenia i kontraktów B2B w umowy o pracę. Od decyzji inspektora przysługiwałoby odwołanie do Głównego Inspektora Pracy, a następnie do sądu pracy.
Projekt przewidywał także podwyższenie kar grzywny za wykroczenia przeciwko prawom pracownika, aby wzmocnić ochronę zatrudnionych i pełnić funkcję odstraszającą wobec pracodawców łamiących prawo pracy.
Stanowisko resortu pracy i spór polityczny
Do decyzji premiera odniosła się ministra rodziny, pracy i polityki społecznej Agnieszka Dziemianowicz-Bąk, zapowiadając rozmowy z koalicjantami o skutecznych narzędziach walki z „patologią umów śmieciowych”. Przypomniała, że reforma PIP jest wpisana do KPO, a jej celem jest ochrona pracowników.
Ministra podkreśliła, że problem dotyczy milionów osób, w tym kobiet w ciąży, które przy umowach cywilnoprawnych mogą z dnia na dzień stracić pracę. Jak zaznaczyła, Lewica będzie dążyć do zwalczania tego zjawiska, choć forma narzędzi ma być jeszcze negocjowana.
Projekt reformy przewidywał również wymianę danych między ZUS, PIP i KAS, wprowadzenie kontroli zdalnych, elektronizację dokumentacji oraz analizę ryzyka naruszeń prawa pracy.
Propozycje wzbudziły silne kontrowersje. Przedsiębiorcy sprzeciwiali się możliwości przekształcania umów, natomiast związki zawodowe popierały reformę. Negatywną opinię wydało także Rządowe Centrum Legislacji, wskazując na możliwe naruszenie konstytucyjnych zasad swobody działalności gospodarczej i wyboru formy pracy.
Resort pracy odpowiadał, że projekt nie narusza swobód, lecz ma przeciwdziałać nadużywaniu umów cywilnoprawnych zamiast etatu, co – zdaniem ministerstwa – jest zjawiskiem masowym i wymaga zdecydowanej reakcji państwa.
Źródło: PAP, PAP Biznes