Sąd w Korei Płd. skazał byłego prezydenta na 5 lat więzienia

Były prezydent Korei Południowej Jun Suk Jeol został skazany na pięć lat pozbawienia wolności. Sąd okręgowy w Seulu uznał bowiem, że polityk jest winny utrudniania jego aresztowania w związku z licznymi śledztwami dotyczącymi wprowadzenia przez niego stanu wojennego pod koniec 2024 r.

Jak relacjonuje Reuters, Jun Suk Jeol miał m.in. wykorzystać ochronę przysługującą mu z uwagi na piastowanie swojej funkcji do zablokowania swojego aresztowania. Ponadto sąd uznał byłego prezydenta winnym nadużyć przy wprowadzeniu stanu wojennego. W ustnym uzasadnieniu sędzia Bek De Hjun skrytykował postawę oskarżonego, który miał wykazać się brakiem refleksji nad popełnionymi czynami.

– Dla własnego bezpieczeństwa i prywatnych korzyści faktycznie zamienił funkcjonariuszy ochrony państwowej w prywatnych żołnierzy – oświadczył sędzia. Chodzi o sytuację ze stycznia 2025 r. Wówczas Jun Suk Jeol zabarykadował się w swojej rezydencji, utrudniając tym samym próbę jego zatrzymania. Po kilkugodzinnym szturmie służby ujęły polityka, który tym samym stał się pierwszym urzędującym prezydentem Korei Płd., który trafił za kratki.

Przeczytaj również: Nowy prezydent Korei Płd. chce „przywrócić do życia demokrację”

Drugi z potwierdzonych przez sąd zarzutów dotyczył fabrykowania oficjalnych dokumentów i niedopełnienia wymogów prawnych dotyczących wprowadzenia stanu wojennego. Jun Suk Jeol m.in. wykluczył członków południowokoreańskiego rządu z posiedzenia gabinetu bezpieczeństwa czym, zdaniem sądu, naruszył prawo.

Wyrok sądu jest nieprawomocny, a obrońcy Jun Suk Jeol zapowiedzieli apelację. Były prezydent, odsunięty ze stanowiska przez sąd konstytucyjny w kwietniu 2025 r., nie przyznaje się do zarzucanych mu czynów. Uważa on, że swoim działaniem chronił kraj przed północnokoreańskimi siłami komunistycznymi.

Opisywany wyrok jest pierwszym z ośmiu, jakie usłyszy Jun Suk Jeol. Najpoważniejszy zarzut stawiany politykowi dotyczy kierowania zamachem stanu. W tej kwestii sąd wyda decyzję 19 lutego. Najwyższy wymiar kary, jaki grozi za to przestępstwo, to kara śmierci, o którą w przypadku byłego prezydenta wnioskował specjalny zespół prokuratorów.