Steven Spielberg wrócił do formy. Jego najnowszy film stał się kasowym hitem
Steven Spielberg powrócił do kin w formie. Jego najnowszy film „Dzień objawienia" zarobił w USA i w Kanadzie 44 mln dolarów. To wynik znacznie wyższy niż sugerowali analitycy.
– To dobre otwarcie – ocenia na łamach „New York Times" konsultant filmowy David A. Gross. Przypomina on bowiem, że oryginalne historie mają większe problemy z przyciągnięciem widowni niż kolejne odcinki znanych serii. Zwłaszcza że przed premierą analitycy oceniali, że film zarobi w pierwszy weekend jedynie 35 mln dolarów.
Okazało się też, jak wynika z danych firmy PostTrak, że „Dzień objawienia" uratowała wcale nie najmłodsza widownia, a ludzie w wieku powyżej 34 lat, czyli ci, którzy najmniej chętnie wracają do kin po pandemii. To oni stanowili 59 proc. widowni.
Jak zauważa „NYT", to całkowicie inny wynik niż w przypadku horroru „Backrooms. Bez wyjścia". Zebrał on 81,4 mln dolarów w weekend otwarcia, a tylko 14 proc. widowni stanowili ludzie powyżej 34 lat.
Spielberg nie miał własnego hitu (nie licząc kolejnych części czy odświeżonych filmów) od 24 lat. Jego ostatnim filmem, który stał się hitem, był „Raport Mniejszości" (zarobił 68 mln dolarów po uwzględnieniu inflacji). Jego ostatni film „BFG – Bardzo Fajny Gigant" okazał się klapą, która zebrała (po uwzględnieniu inflacji) 27 mln dolarów. Całkiem dobrze poradził za to „Ready Player One", który przyniósł w pierwszy weekend 57 mln dolarów.
„NYT" uważa też, że Spielberg ma problem ze zmobilizowaniem młodych ludzi, bo jego nazwisko już nie stanowi magnesu. Do tego jest on dla nich już historyczną postacią, a nie takim reżyserem, jak Greta Gerwig czy Christopher Nolan.
Dlatego też siedmiomiesięczna promocja kampanijna Universalu przypominała widzom, że Spielberg nie jest eksponatem z muzeum, a wciąż czuje magię kina. Spielberg między innymi pojawiał się na TikToku czy spotykał się z młodymi ludźmi w sieci.