Tajwan sprzeciwia się USA ws. relokacji produkcji chipów. "To niemożliwe"
Wicepremier Tajwanu Cheng Li-chiun przyznała w wywiadzie dla tamtejszej telewizji, że rząd z Tajpej dał jasno do zrozumienia USA, że nie da się przenieść do ich kraju znacznej części produkcji nowoczesnych chipów. Taki warunek Amerykanie mieli postawić w ramach zawartej umowy handlowej.
Jak wskazuje CNBC, Cheng Li-chiun jest główną negocjatorką ws. umowy handlowej z USA. Wicepremier przyznała w rozmowie ze stacją telewizyjną CTS, że niemożliwe jest, aby Tajwan przeniósł do 40 proc. produkcji chipów na teren Stanów Zjednoczonych. Podkreśliła, że ekosystem branży był budowany przez lata i nie da się od tak przenieść go w inne miejsce.
Taka deklaracja przeczy słowom sekretarza handlu USA Howarda Lutnicka, który w styczniu powiedział, że w czasie kadencji Donalda Trumpa 40 proc. tajwańskiego łańcucha dostaw ma zostać przeniesione właśnie do Stanów Zjednoczonych. Miał to być warunek podpisanej na początku 2026 r. umowy handlowej, która zwieńczyła długotrwałe negocjacje.
W myśl porozumienia amerykańska administracja obniżyła cła nałożone na towary sprowadzane z Tajwanu z 20 do 15 proc. oraz zniosła taryfy z m.in. leków i podzespołów dla branży lotniczej. W zamian rząd z Tajpej zobowiązał się zapewnić do 250 mld dolarów gwarancji kredytowych dla tamtejszych firm na inwestycje w USA, a ponadto spółki technologiczne z tego kraju zainwestują drugie tyle w sektorach produkcji układów scalonych i AI.
Produkcja najnowocześniejszych chipów w Tajwanie ma nie tylko znaczenie ekonomiczne, ale też obronne. Eksperci od geopolityki sformułowali nawet twierdzenie, że wyspa, która w opinii Chińskiej Republiki Ludowej jest jej autonomicznym terytorium, posiada "Tarczę Krzemową". Tak określają kluczową rolę Tajwanu w globalnym łańcuchu dostaw podzespołów.
Przeczytaj również: Chiny kontynuują presję na Japonię. Ile traci czwarta gospodarka świata?