Wyższe ceny, gorsza jakość sprzętu... Boom na AI uderza w rynek smartfonów
Boom na AI, który podniósł ceny pamięci do niewiarygodnych poziomów, uderza w rynek smartfonów. Zdaniem analityków z Counterpoint Research, w górę pójdą nie tylko ceny telefonów. Możemy się też spodziewać gorszych aparatów czy systemów audio.
Counterpoint Research przedstawia dość ponurą prognozę dla rynku telefonicznego. Zdaniem ekspertów, w przyszłym roku dostawy smartfonów do sklepów spadną o około 2,1 proc. Jednocześnie ceny telefonów pójdą w górę średnio o 6,9 proc., choć początkowo analitycy wieszczyli wzrosty o około 3,6 proc.
To efekt tego, że boom na AI wysysa z rynku praktycznie całą pamięć DRAM. Do tego wszelkie moce produkcyjne – trzy firmy (SK hynix, Samsung i Micron), które mają 95 proc. rynku pamięci – przeznaczają na produkcję serwerowej pamięci DDR5 oraz pamięci o wysokiej przepustowości HBM3. Na tych modułach mają bowiem największy zysk. Jak tłumaczyli XYZ analitycy z Mordor Intelligence, prace nad zwiększeniem mocy wytwórczych potrwają nawet do 2028 roku. Ceny poszły tak w górę, że zestaw 32 GB DDR5, który kosztował około 500 zł, teraz kosztuje ponad 1000 zł.
Rośnie koszt produkcji smarfonów
Jak pisze CNBC, te podwyżki oznaczają, że dla najtańszych smartfonów ceny samych materiałów wzrosły od 20 do 30 proc. za sztukę. Koszt wytworzenia telefonów z najwyższej i średniej półki wzrósł od 10 do 15 proc. A to dopiero początek. Jak sugeruje Counterpoint, ceny pamięci mogą wzrosnąć w pierwszych dwóch kwartałach 2026 roku nawet o 40 proc.
O ile takie firmy jak Samsung czy Apple mogą pozwolić sobie na przełknięcie kosztów produkcji i niepodnoszenie cen przez kilka kwartałów, o tyle mniejsi chińscy producenci nie mają takiego luksusu. Jak uważa MS Hwang, dyrektor badań w Counterpoint, najbardziej dotknie to smartfonów z niskiej i średniej półki cenowej.
A to nie koniec niekorzystnych zmian. Jak twierdzą analitycy, wzrost kosztów pamięci pchnie firmy do cięć kosztów w innych miejscach. Najnowsze i najlepsze komponenty, takie jak procesory czy nowe moduły kamer, trafiać więc będą jedynie do flagowców, na których firmy mają największą marżę. W pozostałych modelach mniejsi producenci będą używać gorszych części, których wciąż jeszcze mają zapasy. Ma to z jednej strony obniżyć koszty produkcji, a z drugiej skłonić konsumentów do kupowania najdroższych modeli.