Biedniejsze państwa przestały doganiać bogate. Proces stanął ponad dekadę temu
Przez długi czas w ekonomii trwał spór, czy biedniejsze państwa z czasem powinny doganiać bogatsze. Taki proces jest określany mianem konwergencji bezwarunkowej i tłumaczony m.in. efektem doganiania (catch-up effect). Zakłada on, że gospodarki o niskim poziomie dochodu na osobę mogą importować technologie i imitować różne rozwiązania, a kapitał przynosi w nich wyższe zwroty. W efekcie są w stanie rozwijać się szybciej niż gospodarki najlepiej rozwinięte, a więc znajdujące się blisko tzw. granicy technologicznej. Dane z XX w. tego nie potwierdzały, ale na początku XXI w. biedniejsze kraje rzeczywiście zaczęły rosnąć szybciej.
Wszystko stanęło dekadę temu
Mniej więcej do 2012 r. tę hipotezę potwierdzały dane. W 2000 r. było 138 gospodarek, których dochód znajdował się poniżej 50 proc. poziomu Stanów Zjednoczonych, czyli najbogatszej dużej gospodarki, umownie przyjmowanej za granicę technologiczną. Dwa z nich to Chiny i Indie, którymi zajmiemy się za chwilę.
Średnie PKB per capita tej grupy 136 gospodarek, mierzone z uwzględnieniem różnic w cenach i ważone populacją, wynosiło wówczas 16,5 proc. poziomu USA. Do 2012 r. ta wartość wzrosła do 20,7 proc. Nie jest to może imponujące nadganianie, ale wyraźne. W kolejnych latach ten proces wyhamował, a później różnice ponownie zaczęły się powiększać. W 2025 r. średni dochód na osobę tej grupy państw wyniósł 19,3 proc. Według najnowszej prognozy MFW, do 2031 r. ta wartość ma tylko nieznacznie wzrosnąć – do 19,5 proc.
Istotnymi wyjątkami, które cały czas doganiają rozwinięty świat, są Chiny i Indie. Zwłaszcza chiński wzrost jest imponujący. W 2000 r. dochód na osobę w tym kraju wynosił ledwie 7,4 proc. poziomu w USA. Obecnie jest to już ponad 32 proc., a do 2031 r. MFW przewiduje, że dojdzie do 37,3 proc.
Z kolei poziom dochodu Indii wzrósł z 5,5 proc. w 2000 r. do prawie 14 proc. obecnie, a do 2031 r. ma dobić do ok. 17 proc.
Doganiających jest coraz mniej
Próbka 138 gospodarek jest oczywiście bardzo duża, to w końcu ok. dwóch trzecich łącznej liczby państw na świecie. Są tutaj zarówno kraje Europy Środkowo-Wschodniej, na czele z Polską, są liczne ludnościowo państwa, takie jak Brazylia czy Indonezja, jest także prawie cała Afryka. Siłą rzeczy zatem te dane cechują się dużym poziomem ogólności.
Aby lepiej je zrozumieć, spójrzmy jeszcze na odsetek krajów, które doganiały USA w poszczególnych okresach. W latach 2000-2009 ten współczynnik był bardzo wysoki – aż 80 proc. rosło szybciej, a ważąc liczbą populacji, to było aż 90 proc. (bez Chin i Indii). W latach 2020-2025 ten odsetek spadł już do zaledwie 47 proc. w przypadku liczby państw – niewiele, gdy weźmiemy pod uwagę populację.
MFW przewiduje, że w kolejnych sześciu latach trzy czwarte z tej grupy państw będzie rozwijać się szybciej niż USA. Jednak można się zastanawiać, czy to nie jest przejaw urzędowego optymizmu i czy faktycznie to się wydarzy.
Bez reform nie ma wyścigu
Dlaczego doganianie biedniejszych przez bogatszych się zatrzymało? Wielu ekonomistów wskazuje przede wszystkim na to, że doganianie ma charakter warunkowy. Aby kraj mógł się szybciej rozwijać, potrzebuje sprawnych instytucji, wykształconych pracowników i odpowiednio wysokich inwestycji. Bez tego sama niska baza nie wystarczy.
Na to nakłada się drugi czynnik, czyli ceny surowców. Według danych MFW indeks cen surowców wzrósł w latach 2000-2011 trzykrotnie, utrzymywał się wysoko do 2013 r., a w 2015 r. się załamał. Szczyt doganiania niemal idealnie pokrywa się więc ze szczytem surowcowej hossy. Można zatem zakładać, że spora część wzrostu w Afryce czy Ameryce Łacińskiej wynikała z drogich surowców, a nie z trwałego wzrostu produktywności. Nieprzypadkowo w ostatniej dekadzie dystans do USA zwiększyły m.in. Nigeria, Brazylia i Meksyk.
Doganiają te kraje, którym udało się przeprowadzić zmiany strukturalne. Tu idealnym przykładem jest Polska i inne kraje regionu. Spoza Europy można z kolei wymienić Wietnam czy Bangladesz, a także wspomniane Chiny i Indie. To jednak zbyt mało, by pociągnąć całą grupę. Doganianie nie jest więc procesem automatycznym, tylko wyjątkiem, na który trzeba zapracować.
