Podwyżki dla piłkarzy, wypowiedzenia dla pracowników, kara dla Cristiano Ronaldo
Nie zdziwią Cię ruchy Twojej firmy, jeśli poznasz, co dzieje się w Arsenalu. Nie zdziwi Cię na siłowni paker podnoszący wielką sztangę, jeśli zerkniesz, ile dźwigają młodzi polscy ciężarowcy. „Pierwszy Skład” to nie tylko przyjemność czytania – dbamy też o Wasz dobrostan.
Audio generowane przez AI. Może zawierać błędy.
Ten tekst jest częścią Pierwszego składu – newslettera dla tych, którzy chcą rozumieć sport szerzej niż przez wyniki.
Top story
Arsenal w zeszłym sezonie zdobył upragnione mistrzostwo Premier League, ponownie zameldował się w finale Ligi Mistrzów i zanotował najwyższe przychody ze wszystkich klubów piłkarskich w Anglii. Naturalnie za takie sukcesy należy się nagroda ich autorom. Zawodnikom wypłacono bonusy zgodnie z zapisami w kontraktach, a trener Mikel Arteta dostał nową umowę, czyniącą go najlepiej zarabiającym szkoleniowcem na Wyspach.
Intuicja podpowiada, że chociaż trochę powinno skapnąć też pracownikom niższego szczebla. Oprócz pensji wypłacanej na czas, owocowych czwartków i satysfakcji z pracy dla znanego klubu piłkarskiego, na pewno mile widziana byłaby premia za świetne wyniki. Tak to wygląda przecież w większości dużych spółek, gdy wyniki są dobre. Nagrodę dostaje nie tylko prezes, ale i szeregowi pracownicy. Chociażby po to, by podtrzymać morale.
Kanonierzy mają jednak inne podejście. W tym tygodniu pracownicy klubu dostali niepokojącą wiadomość. Dowiedzieli się, że w najbliższych miesiącach pracę straci około 60 osób, których wkład w działalność Arsenalu zostanie uznany za najmniej istotny. Decydować w tej sprawie będą specjaliści z Boston Consulting Group (BCG).

Arsenal zatrudnił Boston Consulting Group (BCG), by poprawić efektywność, zoptymalizować procesy, zwiększyć elastyczność biznesu, uwolnić budżet, bla, bla, bla… Znacie ten schemat. Wydaje się, że zawsze kończy się tak samo – zwolnieniami. Po przeglądzie działalności klubu zapowiedziano redukcję 60 stanowisk. Wszystko po to, by Arsenal przestał notować straty. Mimo 691 mln funtów przychodów w sezonie 2024/25 (rok przed zdobyciem mistrzostwa) klub zakończył rok na minusie, po raz siódmy z rzędu. Sprawozdanie za kolejny rok zapowiada się podobnie.
Wizerunkowo nie wygląda to najlepiej. Szczególnie interesujące jest tutaj słowo „konieczność”, którym tak chętnie uzasadnia się zwolnienia. Klub miał stratę, to fakt, ale wynoszącą zaledwie 1,4 mln funtów. Dwa lata wcześniej przekraczała ona 50 mln funtów i nikt specjalnie się tym nie przejmował. Kanonierzy, korzystając z pożyczek i pieniędzy właściciela, przeznaczali setki milionów na transfery zawodników i ich kontrakty. Dziś wydatki na wynagrodzenia pochłaniają połowę przychodów klubu.
Warto przedstawić szerszy kontekst, który pozwoli lepiej zrozumieć te liczby. W zeszłym sezonie aż 94 proc. klubów z pięciu najwyższych lig w Anglii poniosło straty. Większość drużyn jest na minusie, bo agresywnie inwestuje, przede wszystkim w skład. Przychody klubów Premier League wzrosły ponad 30-krotnie na przestrzeni ostatnich trzech dekad, a mimo to ich wyniki finansowe wcale nie poprawiły się proporcjonalnie. Razem z przychodami rosną bowiem pensje piłkarzy.
To właśnie one są jednym z największych problemów angielskiej piłki. W zeszłym sezonie 20 klubów przeznaczało na wynagrodzenia zawodników ponad 80 proc. swoich przychodów, a w sześciu przypadkach wydatki te przekraczały nawet 100 proc. wpływów. Oznacza to, że niektórym klubom nie wystarczają bieżące przychody nawet na opłacenie zawodników, nie mówiąc już o pozostałych kosztach. Muszą więc szukać zewnętrznego finansowania. Często kończy się to sprzedażą aktywów, która daje szybką gotówkę.
Wypisaliśmy tego typu patologie finansów angielskiej piłki w ostatnim tekście z serii „Wyspa Futbolu”. Oparliśmy się na najnowszych danych IFR, nowego państwowego regulatora piłkarskiego, który nie zostawił na klubach suchej nitki.

Zdjęcie tygodnia

Kojarzycie tego pana ze zdjęcia, choć zapewne z nieco innej roli. Amar’e Stoudemire, były koszykarz NBA i członek Koszykarskiej Galerii Sław, zostanie policjantem. Ukończył akademię policyjną Miami Dade College, otrzymując przy okazji specjalne wyróżnienie, a teraz czeka go dalsze szkolenie w Miami-Dade Schools Police Department. O tej pracy marzył od dzieciństwa. Nic dziwnego – jego wujkowie i kuzyn są policjantami, a siostra również przechodzi szkolenie.
Na rozpoczęcie regularnej służby były koszykarz będzie musiał jeszcze trochę poczekać. Szkoda, bo wyobrażaliśmy go sobie jako funkcjonariusza pilnującego porządku podczas debiutu Giannisa Antetokounmpo w barwach Miami Heat. Stoudemire występował w klubie z Miami pod koniec kariery, po latach spędzonych w Phoenix Suns i New York Knicks.
Ale może zamiast pilnować porządku na meczach 43-latek będzie wolał rozkręcić karierę aktorską? Znawcy dobrego kina w redakcji XYZ mówią, że na zdjęciu były koszykarz przypomina Mosesa Hightowera z filmu „Akademia Policyjna”. Kto wie, ten wie.

Nasze hity
- Żużlowe mistrzostwo Polski drugi rok z rzędu powędrowało do Torunia. Kibice powiedzą, że do Apatora, oficjalne komunikaty – że do Pres Grupy Deweloperskiej Toruń. Obecność sponsorów w nazwach klubów to w polskim żużlu codzienność: Orlen Oil Lublin, Fogo Unia Leszno, Betard Sparta Wrocław… Fani nieszczególnie zaprzątają sobie tym głowę. Klubowi księgowi – przeciwnie, bo te nazwy oznaczają konkretne wpływy. Finansom polskiego żużla przyjrzał się Jakub Szlendak. Sprawdził zarobki najlepszych zawodników, przychody z umów telewizyjnych i sposoby zarabiania na organizacji Grand Prix. Wniosek? Pieniędzy w polskim żużli przybywa, ale...
- Były czasy, nie ma czasów… A może wracają? W poniedziałek zakończyły się młodzieżowe mistrzostwa Europy w podnoszeniu ciężarów i mogliśmy się poczuć niemal jak dawnych lat. Reprezentacja Polski zdobyła pięć medali, w tym cztery złote. Przyjemna wiadomość, zwłaszcza że na igrzyska w Paryżu w 2024 r. wysłaliśmy tylko jedną sztangistkę (żadnego sztangisty…). Może kończą się chude lata i niebawem nowe pokolenie również w rywalizacji seniorskiej nawiąże do sukcesów sprzed dekady i dwóch? W latach 2006, 2009 i 2010 mistrzem świata w podnoszeniu ciężarów był Marcin Dołęga, dziś na podeście błyszczy jego córka Martyna. Na młodzieżowych ME 21-letnia zawodniczka zdobyła złoty medal w kategorii U-23 i wadze 69 kg. Wyrwała 104 kg, podrzuciła – 128. Taki wynik w dwuboju – 232 kg – mógłby dać jej na zeszłorocznych mistrzostwach świata piąte miejsce. W seniorską karierę wkracza nowe pokolenie. Wspiera ich w końcu nowoczesna technologia. W 2025 r. Polski Związek Podnoszenia Ciężarów zatrudnił trenerkę Paulinę Szyszkę, która dzięki specjalnej aplikacji sprawdza, jakie partie mięśniowe muszą udoskonalać poszczególni zawodnicy. – Liczymy na cztery kwalifikacje do igrzysk w Los Angeles – powiedział nam Zdzisław Żołopa, prezes PZPC.
- Polskie piłkarki walczą o awans na swój pierwszy mundial, a ich młodsze koleżanki właśnie na mundialu grają. Konkretnie na organizowanym w Maroku mundialu do lat 17. Zaczęły bardzo dobrze: od pokonania delikatnie faworyzowanej Nigerii. W drugim meczu przegrały 1:6 z Koreą Północną. I choć wysoka porażka zawsze boli, akurat w tym przypadku nie ma co załamywać rąk: Koreanki wygrały dwie ostatnie edycje MŚ i znów są faworytkami do wygranej. W Korei Północnej piłka nożna kobiet – zwłaszcza w wydaniu młodzieżowym – od lat traktowana jest bardzo poważnie. Prężnie działają skauting i centralna szkoła piłkarska w stolicy. Kluby mają patronaty państwowych instytucji. Nie ma się co dziwić, że Koreanki seryjnie zdobywają medale mistrzostw świata – ostatnio srebro rozgrywanych w Polsce MŚ do lat 20. O fenomenie północnokoreańskiej piłki kobiet przeczytacie tutaj. A na osłodę po wysokiej porażce, naszej młodej kadrze pozostaje przepiękna bramka Nicoli Gałuszki.

Bohater tygodnia
Maja Chwalińska wygrała w niedzielę w Chinach turniej rangi WTA 1000. Nawet jeśli w tym tygodniu słyszeliście to zdanie kilkanaście razy dziennie, nie mogliśmy się powstrzymać. Czarodziejsko grająca Polka znów zakręciła tenisowym światem. Wspomina, że jej celem na ten rok było wejście do pierwszej setki rankingu, a tymczasem po wicemistrzostwie Rolanda Garrosa i wygraniu w Wuhan jest już 11.

Boimy się trochę o Gdańsk – bo to tam 11 grudnia Chwalińska ma rozegrać pokazowy mecz z Czeszką Lindą Noskovą, tegoroczną mistrzynią Wimbledonu. Oby nie skończyło się szturmem kibiców na trójmiejską halę…
Mecz Chwalińskiej z Noskovą odbywa się pod patronatem marki Lotto oraz Polskiego Związku Tenisowego. Zapytaliśmy prezesa PZT, Dariusza Łukaszewskiego, o kulisy przedsięwzięcia. Zainteresował nas bowiem nie tylko sam mecz, lecz także komunikat przypominający o polsko-czeskiej współpracy tenisowej. W przyszłym roku wspólnie z sąsiadami zorganizujemy sześć turniejów dla zawodników do lat 12.
– Wszyscy myślą, że wspólne imprezy to nowa sprawa? W żadnym razie. Ba, Maja Chwalińska i Linda Nosková jako młode tenisistki grywały w polsko-czeskich turniejach – zaczął odpowiadać Dariusz Łukaszewski.
Poruszyliśmy też sprawę tenisowej wyższości Czechów nad Polakami. Skąd się wzięła? Przeczytacie tutaj.

Liczba tygodnia
255 euro
Taką karę ma zapłacić Cristiano Ronaldo za samowolne opuszczenie zgrupowania reprezentacji Portugalii. Przypomnijmy: podczas ostatniego okienka na mecze międzypaństwowe (tego samego, w którym pogromiliśmy grającą w dziesiątkę Rumunię i przegraliśmy z Bośnią i Hercegowiną), Cristiano obraził się na selekcjonera Jorge Jesusa, który miał mu obiecać wejście na boisko w meczu z Norwegią. CR7 intensywnie się rozgrzewał, ale ostatecznie całe spotkanie obejrzał zza linii bocznej. Krótko później prywatnym samolotem odleciał z obozu reprezentacji, opuszczając dwa kolejne mecze.
W obszernym oświadczeniu Ronaldo tłumaczył, że nie godzi się na niedotrzymywanie przez trenera ustaleń. Oczekiwał publicznego wyjaśnienia sytuacji. W przygotowanym projekcie stanowiska selekcjonera znalazło się nawet porównanie statusu Portugalczyka do Pelego i Diego Maradony. Cóż, nawet jeśli sportowo takie zestawienie da się obronić, cała historia brzmi dość kuriozalnie.
W sieci pojawiły się, że już wyliczenia, że na zapłacenie 255 euro kary zarabiający w Arabii Saudyjskiej krocie Ronaldo musi pracować... 39 sekund. Dostał też miesiąc zawieszenia, który minie akurat przed kolejnym zgrupowaniem reprezentacji.
Portugalczycy obchodzą się z Cristiano jak z jajkiem, bo to ich dobro narodowe. I nawet jeśli piłkarsko nie daje już tyle co kiedyś (pojawia się coraz więcej głosów, że jest dla reprezentacji obciążeniem, a grająca bez niego Portugalia wygrała wszystkie ostatnie mecze), to pozostaje marketingową lokomotywą. Dość powiedzieć, że jego profil na Instagramie jest nie tylko najchętniej obserwowanym pośród kont wszystkich sportowców, ale drugim mającym najwięcej obserwujących na tej platformie w ogóle – przegrywa tylko z profilem samego Instagrama. Tajemnicą poliszynela jest, że po odejściu Cristiano z reprezentacji sponsorzy kadry będą renegocjować kontrakty z federacją.
Dlatego, choć trener reprezentacji być może wolałby, żeby Cristiano poszedł śladami Leo Messiego i pożegnał się z reprezentacją, szef portugalskiego Związku Piłki Nożnej trzyma kciuki, by 41-letni Ronaldo jak najdłużej przyjeżdżał na mecze kadry.

Czy wiesz, że…
...mamy Polaka w NBA? Nie chodzi jednak o Jeremy'ego Sochana, który niestety tuż przed nowym sezonem został zwolniony przez Portland Trail Blazers. Za to nasz dziennikarz Mikołaj Śmiłowski ma oficjalną akredytację NBA i przez cały najbliższy sezon będzie za oceanem oglądał na żywo mecze najlepszej koszykarskiej ligi świata.

Wrażenia z tych imprez – nie tylko z parkietów, ale także z szatni, sal konferencyjnych i korytarzy – znajdziecie w kolejnych wydaniach „Pierwszego Składu”. Na ekranie telewizora można zobaczyć wiele, ale nic nie zastąpi prawdziwej pracy w terenie. Można się dowiedzieć, że Anthony Edwards robi szalone akcje również poza boiskiem, a najmilszym trenerem w całej NBA jest Charles Lee z Charlotte Hornets.
Jeżeli nie możecie się już doczekać naszej nowej koszykarskiej sekcji newslettera, to przeczytajcie ostatni tekst z serii „Rzut za ocean”, w którym opisaliśmy nową technologię w NBA. Jest o inteligentnych zegarkach dla sędziów i interaktywnych piłkach, ale także o oprogramowaniu, które ma zwiększyć oglądalność koszykówki wśród przedstawicieli pokolenia Z.

Posłuchaj podcastu
Żeby być dobrym wioślarzem, trzeba być niezłym... narciarzem.
Władimir Semirunnij opowiadał nam kiedyś, że niezbędną w łyżwiarstwie szybkim wytrzymałość najlepiej buduje się kręcąc kilometry na rowerze (wywalczył nawet mistrzostwo Polski w jeździe na czas w parach). Teraz od Dominika Czai, naszego medalisty z Paryża, dowiadujemy się, że wioślarze pracują nad wydolnością, biegając na nartach. A kto nart nie lubi – ma problem.
Gość podcastu „Sport to pieniądz” na szczęście je lubi. A my lubimy, gdy z kolejnych mistrzowskich imprez przywozi medale. Ten najważniejszy, olimpijski, już ma. Ale że apetyt rośnie w miarę jedzenia, nie zamierza poprzestać na wywalczonym w Paryżu brązie. Za dwa lata chce walczyć w Los Angeles o złoto. Będzie to o tyle trudniejsze (a może łatwiejsze?), że na amerykańskich igrzyskach wioślarze będą ścigać się nie na 2000, lecz na 1500 metrów. A więc dystansie, którego na co dzień nie trenują i na którym nie startują.
A propos apetytu: czy wiesz, ile kalorii potrzebuje dziennie nasz olimpijski wioślarz? Posłuchajcie.

To wydanie newslettera Pierwszy Skład. Chcesz otrzymywać kolejne prosto na swoją skrzynkę? Zarządzaj zapisem na newslettery XYZ tutaj.