Kategoria artykułu: Sport

Wielkie roszady sponsorów, wysyp polskich medalistów i stadion w parku narodowym

Chociaż ostatnio Polacy zdobywali medale nawet w siłowaniu na rękę, to bohaterem tygodnia zostaje u nas Amerykanin, gracz ligi NFL. No bo kto przyjeżdża do Las Vegas i uczy odpowiedzialnego zarządzania pieniędzmi? I wszyscy w mieście muszą być cicho, żeby nie stracić sportowego megatalentu.

Loading the Elevenlabs Text to Speech AudioNative Player...

Audio generowane przez AI. Może zawierać błędy.

Top story

Od samego mieszania herbata nie staje się słodsza. Ale może to, o czym piszemy, nie jest tylko „mieszaniem” i w jakiś sposób wpłynie na wyniki polskiego sportu? Od pewnego czasu obserwujemy bowiem czasu coś w rodzaju karuzeli na krajowym rynku umów sponsorskich.

Z piłkarską reprezentacją Polski rozstała się najpierw firma InPost, która zdecydowała się mocniej wspierać Ekstraklasę. Następnie pożegnała się z nią Biedronka – po 16 latach. Na jej miejsce wskoczył Lidl, czyli wielki biznesowy rywal. Szczebelek wyżej w drabinie sponsorskiej weszła bukmacherska firma STS. Jak to wszystko czytać? Powiemy nieskromnie, że nie ma lepszej niż nasza analizy obecnej sytuacji Polskiego Związku Piłki Nożnej.

Idziemy dalej. Stadion Narodowy w Warszawie rozstaje się z PGE (Polską Grupą Energetyczną). W jej miejsce w nazwie obiektu pojawi Orlen. PGE zostanie za to sponsorem tytularnym Polskiego Związku Koszykówki oraz Polskiej Ligi Koszykówki. Ligowe rozgrywki wcześniej odbywały się pod egidą Orlenu, a jeszcze wcześniej – Energii.

Z kolei Grupa Tauron bierze pod skrzydła niemal całą polską siatkówkę klubową, cztery ligi: dwie pierwsze męskie i dwie pierwsze żeńskie. To spora zmiana. Bo chociaż najlepsza liga kobiet była od lat nazywana „Tauronką”, to najlepsze polskie kluby męskie grały w PlusLidze – a ta nazwa utrwaliła się nie mniej niż zbitka „PGE Narodowy”. Grupa Plus bynajmniej nie odchodzi z siatkówki, pozostaje głównym sponsorem reprezentacji – za sobotnie złoto siatkarzy na mistrzostwach Europy przygotowała dla kadry premię w wysokości miliona złotych.

Grzegorz Lot i Artur Popko
Prezes Tauron Polska Energia Grzegorz Lot i prezes Polskiej Ligi Siatkówki ogłosili czteroletnią współpracę. Fot. Polska Liga Siatkówki

Gdy jedna wielka firma zmienia inną, nie jest łatwo ocenić, czy zmiana przyniesie wymierne korzyści czysto sportowe (czy polscy piłkarze przegrają ze Szwedami już nie 1:3, lecz ledwie 0:1…). O wiele łatwiej o ocenę w przypadku umów na linii: firma – sportowiec.

Najbardziej jaskrawo brak wielkiego sponsorskiego wsparcia objawia się w świecie motorsportu. Porozmawialiśmy o tym z 20-letnim Tymkiem Kucharczykiem, który sezon 2026 spędził w Stanach Zjednoczonych. O samym ściganiu się w USA opowiadał z wielką pasją („Na niektórych torach można stracić zęby!”), głos miał jednak mniej radosny wtedy, gdy mówił o tym, ile pieniędzy kierowca musi wnosić do budżetu zespołu w Formule 2, by dostać w niej angaż. Często są to kwoty wynoszące 10 mln złotych lub więcej. On walczy, ale wie, że bez większego wsparcia któregoś z polskich gigantów cała operacja na pewno się nie uda.

Nie udało się, gdy kilka tygodni temu otrzymał od jednego z zespołów ofertę testowania ich bolidu. Musiał odmówić, ponieważ nie mógł zapłacić należnej sumy. Mimo że otrzymał niemałą zniżkę.

Zdjęcie tygodnia

Grand Teton National Park leży bardzo blisko parku Yellowstone. Fot. Ronen Tivony/NurPhoto via Getty Images

Tak, nadal jesteśmy w newsletterze sportowym. W miejscu, gdzie pasie się konik, może stanąć... stadion baseballowy. Z jednej strony może i trudno się dziwić: piękne widoki, świeżo podgryziona trawa – nic, tylko grać albo oglądać, jak grają inni. Jest jednak jeden problem i nie mamy na myśli braku dojazdu komunikacją miejską.

To ściśle chroniony teren Parku Narodowego Grand Teton w stanie Wyoming. Mieszkają tu bizony, łosie i niedźwiedzie, a także wiele zagrożonych gatunków zwierząt. Dlatego grupy środowiskowe już się mobilizują, by protestować przeciwko pomysłowi MLB.

Liga bejsbolowa chce zorganizować jednorazowe wydarzenie, którego kulminacją będzie mecz rozegrany na tymczasowym stadionie w Grand Teton. Tłumaczy, że w ten sposób zamierza celebrować piękno kraju i historię dyscypliny, w którą u jej zarania grano na polach i w lasach.

Taką argumentację przedstawiono nie tylko agencji odpowiedzialnej za ochronę terenów zielonych w USA, ale także samemu Donaldowi Trumpowi. Żadne zgody na organizację imprezy nie zostały jeszcze wydane, jednak wkrótce może się to zmienić. Pomysł podobno zaintrygował prezydenta USA.

Po dogłębnej analizie MLB wytypowała już trzy lokalizacje na terenie parku narodowego, które nadawałyby się do budowy stadionu. Nie zraża się, że jeszcze nikt nigdy nie wpadł na pomysł organizacji eventu sportowego na terenie chronionym. Nie mówiąc już o jego realizacji.

Grand Teton to ósmy pod względem popularności park narodowy w USA. Ciekawe, czy awansuje w tym rankingu, gdy „odwiedzą” go robotnicy oraz operatorzy koparek i dźwigów.

Nasze hity

  • Siatkarze wygrali w weekend mistrzostwa Europy, Katarzyna Niewiadoma została wicemistrzynią świata w kolarstwie szosowym, a Bartosz Zmarzlik w jeździe na innym dwukołowcu. Klaudia Zwolińska wywalczyła w kajakach złoto, srebro i brąz mistrzostw kontynentu. W takim deszczu sukcesów łatwo było przeoczyć, że motocyklista Milan Pawelec obronił mistrzostwo Europy w klasie Moto 2 (rok temu wygrał jako debiutant). Chcemy podkreślić ten sukces, bo 19-letni Pawelec chyba zdradza talent, który może go doprowadzić do motocyklowej Formuły 1, czyli serii MotoGP. Jak dużo mu brakuje? Wyścigi, które wygrywa, możemy określić jako trzecią ligę w motocyklowym świecie. Do drugiej – czyli mistrzostw świata Moto2 – Milan Pawelec już sporadycznie zagląda, gdy trzeba kogoś zastąpić. Może w przyszłym sezonie zagości tam na cały rok? Pierwsza liga to wspomniana seria MotoGP (wygrywał w niej np. Valentino Rossi). W XYZ młody motocyklista opowiadał m.in. o tym, jak droga jest jego pasja. Którą nie zachwiały ani wstrząśnienie mózgu, ani złamana noga, ani wybite barki. Jego wyścigi bywają szalone – mowa o prędkościach dochodzących do 300 km/h. – Może nie wypowiadam tego na głos, ale czasem czuję się tak, jakbym po prostu wiedział, że trafię do MotoGP – mówił nam Pawelec.
  • No dobrze, może byli tacy, którzy nie przeoczyli w weekend sukcesu Milana Pawelca. Ale mamy jeszcze coś. W Japonii odbywały się mistrzostwa świata w siłowaniu na rękę, a Polacy zdobyli tam w różnych kategoriach aż 32 medale. W klasyfikacji łącznej lepsi od naszych reprezentantów byli tylko Japończycy i Amerykanie. Zajrzeliśmy do świata polskiego armwrestlingu. Opowiedzieli nam o nim Grzegorz Nowotarski, złoty medalista z Japonii, oraz Mariusz Grochowski, dwukrotny wicemistrz (jedno srebro lewą ręką, drugie prawą…). Ten drugi na specjalnych pokazach przywiązuje do swojej ręki np. 8,5-tonowego tira… Siedzi przy stoliku do armwrestlingu i siłuje się z maszyną, aż w końcu udaje mu się ją poruszyć. Oddaliśmy też oczywiście cesarzowi, co cesarskie. Chodzi o hołd dla Sylvestra Stallone’a, w jakimś sensie ojca nowoczesnego armwrestlingu. Gdyby nie film „Więcej niż wszystko”, w którym Stallone zagrał armwrestlera, siłowanie na rękę byłoby pewnie znacznie mniej popularne na świecie. A z popularnością tego sportu jest całkiem nieźle – na mistrzostwa do Japonii przyjechali reprezentanci ponad 30 krajów.
  • Po kolejnym błysku Katarzyny Niewiadomej pada pytanie, czy wyprzedziła już Michała Kwiatkowskiego i Rafała Majkę pod względem sukcesów w kolarstwie? Niełatwo rozstrzygnąć, bo cała trójka może pochwalić się wybitnymi osiągnięciami. Michał Kwiatkowski to m.in. mistrz świata z 2014 r., a Rafał Majka… No właśnie – mamy doskonałą okazję, by spojrzeć na jego sukcesy raz jeszcze. W ubiegłym tygodniu premierę miała książka „Zawsze z przodu”, w której Majka – dwukrotny zwycięzca klasyfikacji górskiej na Tour de France – opowiada barwnie o swojej karierze. Ale ta książka to nie tylko kulisy wielkiego kolarskiego świata, lecz też Polski przełomu lat 90. i 2000. Majka wychował się w „głębokiej” Małopolsce i wodę pijał jeszcze czasami prosto ze studni. Opis jego dzieciństwa skłania do konstatacji, iż Polska w ostatnim ćwierćwieczu wykonała naprawdę niezwykły skok. Tak jak sam Majka – do Włoch wyruszył, mając w kieszeni 50 euro, a rok temu, gdy kończył karierę, do zmiany decyzji nie skusiła go nawet propozycja warta prawie milion euro.

Bohater tygodnia

Wydaje się, że niemal każdego dnia pojawia się nowa reklama, w której sportowiec promuje kolejnego bukmachera lub platformę z rynkami predykcyjnymi. Szczególnie w USA, gdzie zakłady bukmacherskie i rynki predykcyjne są legalne w całym kraju od stosunkowo niedawna, widać prawdziwy wysyp tego typu współpracy. Dlatego tak ciekawe jest to, co robi nasz bohater tygodnia – futbolista Fernando Mendoza.

Zamiast namawiać swoich fanów do wydawania pieniędzy na hazard, na swoich mediach społecznościowych uczy ich zarządzania domowymi finansami. Ponownie, to szczególnie ważne właśnie w USA, gdzie karta kredytowa jest nieodłącznym elementem codzienności.

Fernando Mendoza został wybrany z pierwszym numerem draftu, ale mimo to nie łapie się jeszcze do pierwszego składu Las Vegas Raiders. Bardzo często kluby NFL stopniowo wdrażają swoje młode gwiazdy. W lidze presja jest ogromna, dlatego kluczowe jest, by zawodnik, który ma w niej grać latami, był odpowiednio przygotowany do pierwszego startu. Przede wszystkim fizycznie. Fot. Ethan Miller/Getty Images

Na boisku Mendoza jest bezwzględnym „killerem”, ale poza nim sprawia wrażenie spokojnego i poukładanego chłopaka. Wygrał wszystkie mecze w barwach Indiana Hoosiers, zdobył mistrzostwo akademickie i nagrodę dla najlepszego zawodnika, a następnie został wybrany z pierwszym numerem draftu NFL przez Las Vegas Raiders. W międzyczasie publikował na LinkedInie i spędzał czas z rodziną. Piękny kontrast.

Teraz jako mieszkaniec „Miasta Grzechu”, zamiast grać w kasynie regularnie publikuje materiały z serii „Finance with Fernando”. Wspierany przez US Bank, opowiada o tym, jak odkładać pieniądze na emeryturę i jaką część wypłaty przeznaczać na rozrywkę.

To ważna sprawa. Ostatnie badanie Instytutu TIAA oraz Global Financial Literacy Excellence Center (GFLEC) na Uniwersytecie Stanforda wykazało, że tylko połowa dorosłych Amerykanów potrafiła odpowiedzieć na osiem podstawowych pytań dotyczących finansów osobistych.

Najgorzej wypadli najmłodsi, czyli przedstawiciele pokolenia Z, do którego należy Fernando Mendoza. Teraz więc zawodnik wykorzystuje swoje zasięgi i wiedzę – ukończył Uniwersytet Kalifornijski w Berkeley – by to zmienić. Szacun! Za inicjatywę, ale też za to, że skończył tę samą uczelnię co nowy współwłaściciel Legii Warszawa.

Liczba tygodnia

10 groszy

Do gry w europejskich pucharach po raz pierwszy w historii wystawiliśmy w tym roku pięć klubów. Ostały nam się dwa, ale cała piątka dostanie od UEFA mniejsze lub większe przelewy w euro. Dla klubowych budżetów to zawsze gratka, ale jej wielkość zależy nie tylko od wybieganych przez piłkarzy sukcesów. Znaczenie ma także kurs euro. Jeśli ten wahnie się o 10 groszy, na premii w wysokości 10 mln euro oznacza to milion złotych zysku albo straty.

To samo dotyczy transferów. Według doniesień medialnych Widzew Łódź zapłacił za Osmana Bukariego 5,5 mln euro. A że zespoły najczęściej rozliczają się w transzach, jakieś zobowiązanie Widzew zapewne jeszcze posiada. Gdyby całe 22,93 mln euro pozostawało otwartym zobowiązaniem w tej walucie, ruch EUR/PLN o 10 groszy oznaczałby zmianę jego złotowej wartości o 2,293 mln zł.

Podobne rachowanie dotyczy np. klubów angielskich, dla których podstawową walutą jest funt. Manchester United do tematu podchodzi bardzo poważnie i jest doskonale przygotowany na różnice kursowe. Jakie lekcje mogą z tego wyciągnąć polskie kluby? Sprawdził to Jakub Szlendak.

Czy wiesz, że…

...wyceny klubów NHL rosną jak na drożdżach? Średnia wartość drużyny z ligi hokejowej wynosi już 2,43 mld dolarów – wynika z wyliczeń firmy Sportico. To wynik o 16 proc. lepszy niż rok temu i aż o 140 proc. wyższy niż w 2022 r. Wówczas za klub NHL trzeba było średnio zapłacić niewiele ponad 1 mld dolarów.

Hokej stał się za oceanem nową ulubioną dyscypliną dużych inwestorów. Kilka dni temu nowych akcjonariuszy pozyskali New York Islanders. Konsorcjum, w którego skład wchodzi David Shuman, twórca funduszu venture capital Lateralus Holdings, kupiło 15 proc. udziałów przy wycenie klubu wynoszącej 3 mld dolarów. Jeszcze rok temu wartość Islanders szacowano na niespełna 2 mld.

UBS Arena, hala New York Islanders zarządzana przez OVG Group
UBS Arena to jeden z najbardziej imponujących obiektów w Stanach Zjednoczonych. Swoje domowe mecze grają na niej New York Islanders. Fot. Mikołaj Śmiłowski

To nie jest odosobniony przypadek. W ciągu ostatnich 12 miesięcy wartość wszystkich klubów NHL – z wyjątkiem jednego – wzrosła dwucyfrowo. Najwięcej wart jest Toronto Maple Leafs – około 4,8 mld dolarów. Listę zamyka Columbus Blue Jackets z wyceną na poziomie 1,5 mld dolarów. Nowych współwłaścicieli, przy ogromnym wzroście wyceny, pozyskali także New Jersey Devils i Anaheim Ducks.

Spytacie, skąd ten nagły szał na NHL? Tak duży, że wyniki ligi można obstawiać nawet na giełdzie?

To nie tylko efekt rosnącej popularności klubów sportowych jako aktywów inwestycyjnych. W zeszłym roku średnia oglądalność telewizyjna NHL w USA wyniosła 543 tys. widzów i była aż o 23 proc. wyższa niż rok wcześniej. Padł również rekord oglądalności pojedynczego meczu. Spotkanie Bruins z Lightning, rozegrane na stadionie futbolowym, obejrzało ponad 2 mln Amerykanów. Na trybunach również notowano rekordy frekwencji.

Z perspektywy właścicieli klubów to idealny moment na takie sukcesy. W rozpoczętym właśnie sezonie zasadniczym 2026/27 drużyny po raz pierwszy rozegrają 84, a nie 82 mecze. Oznacza to więcej pieniędzy z biletów oraz praw telewizyjnych. Szczególnie ten drugi element będzie kluczowy, bo wkrótce NHL rozpocznie negocjacje nowej umowy medialnej. Wysoka oglądalność i większa liczba spotkań powinny przełożyć się na rekordowy kontrakt.

Większość pieniędzy z tej umowy trafi oczywiście do klubów i ich właścicieli. Na ich konta wpłyną również wpisowe, które zapłacą właściciele nowych drużyn, ponieważ liga planuje powiększyć się o dwie nowe franczyzy, w tym jedną w Teksasie. Pod względem biznesowym NHL znajduje się dziś w znakomitym momencie, a do klubów dołączają doświadczeni menedżerowie z innych lig, by pomóc jak najlepiej wykorzystać ten okres prosperity. Szkoda tylko, że choć jeden procent tych pieniędzy nie trafił do polskiego hokeja, o którego problemach pisaliśmy już wielokrotnie.

Posłuchaj podcastu

Nawet 10 tys. osób pracowało przy jednym meczu tegorocznych piłkarskich mistrzostw świata. Tak, mowa o pracujących, a nie o kibicach. Do tej grupy zaliczają się ochroniarze, stewardzi, wolontariusze, pracownicy FIFA oraz osoby zajmujące się utrzymaniem czystości czy obsługą kiosków gastronomicznych. Jedna osoba przypada średnio na 8-10 kibiców.

Mamy te informacje z pierwszej ręki, bo gościł u nas Tomasz Świerczewski, który w trakcie mundialu zarządzał obiektem w Los Angeles. Koordynował prace wszystkich zaangażowanych w obsługę spotkań, był w stałym kontakcie z FIFA i służbami bezpieczeństwa. Piłkarze przyjeżdżali na stadion na 4-5 godzin. On w dniu meczowym spędzał na nim nawet 16 godzin.

Tomasz Świerczewski

W podcaście "Sport to pieniądz" opowiedział nie tylko o tym jak ogromnym przedsięwzięciem logistycznym jest organizacja meczu mundialu, ale też uchylił rąbka tajemnicy prawdziwej operacji bezpieczeństwa, jaką była gra na turnieju reprezentacji Iranu. Na ledwie 20 minut przed pierwszym gwizdkiem jednego ze swoich meczów Irańczycy zagrozili, że nie wyjdą na boisko, jeśli z trybun nie znikną symbole sprzeciwu wobec władzy ajatollahów. Więcej zakulisowych historii usłyszysz tutaj.

To wydanie newslettera Pierwszy Skład. Chcesz otrzymywać kolejne prosto na swoją skrzynkę? Zarządzaj zapisem na newslettery XYZ tutaj.