Szef SKW: rzekomy udział polskich służb w zamachach w Rosji to dezinformacja

Przekazywane przez Rosję doniesienia, że polskie służby miałyby być zaangażowane w organizację zamachów czy aktów dywersji w Rosji i Białorusi, to typowy przykład działań dezinformacyjnych i narracja stworzona na potrzeby wewnętrzne – ocenił w rozmowie z PAP szef SKW gen. bryg. Jarosław Stróżyk.

Agencja Reuters podała w poniedziałek za rosyjską agencją Interfax, że według rosyjskiej Federalnej Służby Bezpieczeństwa FSB polski wywiad był zaangażowany w organizację zleconego rzekomo przez służby ukraińskie zamachu na wiceszefa rosyjskiego wywiadu wojskowego GRU generała Władimira Aleksiejewa. Polskie służby miały m.in. uczestniczyć w rekrutacji zamachowca.

Czytaj także: Wiceszef GRU ciężko ranny w zamachu. Napastnik czekał na gen. Władimira Aleksiejewa przed domem

Z kolei inna rosyjska służba specjalna SWR (Służba Wywiadu Zagranicznego) wydała w poniedziałek komunikat, wedle którego państwa zachodnie, w tym Polska, mają aktywnie działać na rzecz podważenia reżimu Alaksandra Łukaszenki na Białorusi i wprowadzenia zmian politycznych w tym kraju.

Aleksiejew, szef GRU od 2011 roku, sam z kolei odpowiada za co najmniej kilka zamachów przeprowadzonych za granicą Rosji, m.in. otrucie Siergieja i Julii Skripalów w angielskim Salisbury w 2018 roku.

Chociaż hipoteza o udziale ukraińskich służb, które bronią swojego kraju przed rosyjską inwazją, może być prawdziwa, za zamachami na rosyjskich generałów kryją się też często porachunki wewnętrzne. Dochodzi do nich często. Tylko od grudnia 2024 r. w regionie moskiewskim w zamachach zginęło 4 rosyjskich generałów.

Czytaj więcej: Generał odpowiedzialny za szkolenie rosyjskiej armii zabity w wybuchu w Moskwie

Najgłośniejszym przypadkiem jest jednak śmierć szefa Grupy Wagnera Jewgienija Prigożyna, który zginął po tym, jak jego samolot został zestrzelony przez rosyjską obronę przeciwlotniczą zaledwie parę tygodni po nieudanym puczu wojskowym w 2023 r. Rosjanie twierdzą, że była to katastrofa lotnicza.

Rosja dezinformuje; są metody, by się przed tym bronić

Szef SKW ocenił, że takie komunikaty, jak ten poniedziałkowy, to typowy przykład działań dezinformacyjnych prowadzonych przez rosyjskie władze. Jak podkreślił w rozmowie z PAP, są one publikowane przy każdej nadarzającej się okazji, by budować i umacniać fałszywą narrację, wedle której Rosja i Białoruś znajdują się pod nieustającą presją ze strony państw zachodnich i NATO.

Generał zaznaczył, że jakkolwiek te przejawy dezinformacji „można by wiązać z ostatnim zatrzymaniem w MON i traktować jako swoistą ripostę”, to ta fałszywa narracja służb wschodnich tworzona jest przede wszystkim na potrzeby wewnętrzne i skierowana do rosyjskiej i białoruskiej opinii publicznej.

– W stosowaniu tej narracji przez rosyjskie władze nie widzę nic dziwnego. Zastanawiające jest jednak, jeżeli ta retoryka przebija się przez oficjalne, znane i szanowane agencje prasowe, takie jak Reuters; jest to też co najmniej niepokojące – zauważył gen. Stróżyk.

Wszystkie działania, które podejmują polskie służby, są realizowane w granicach prawa i zgodnie z wytycznymi politycznymi otrzymywanymi od przełożonych – premiera, ministra obrony narodowej i ministra-koordynatora służb specjalnych, które są zatwierdzane przez kolegium ds. służb specjalnych przy Radzie Ministrów przy udziale prezydenta – podkreślił szef SKW.

Pytany, jak należy podchodzić do pojawiającej się w polskiej czy europejskiej przestrzeni publicznej rosyjskiej propagandy, gen. bryg. Stróżyk stwierdził, że nie ma jednej sprawdzonej metody radzenia sobie z tego typu zagrożeniami.

Generał przywołał raport przygotowany przez zespół ds. dezinformacji wchodzący w skład komisji ds. badania wpływów rosyjskich i białoruskich w Polsce, na której czele stał od maja 2024 r. do lipca 2025 r.

Opublikowany w styczniu 2025 r. raport – jedyny jawny raport z prac tej komisji – wskazywał, jak przypomniał gen. Stróżyk, na różne charakterystyczne narracje stosowane w rosyjskiej propagandzie, zarówno wewnętrznej, jak i skierowanej za granicę, takie jak demonizowanie NATO czy Unii Europejskiej i przedstawianie ich jako opresyjnych i agresywnych bytów kolonizujących swoich partnerów.

W dostępnym na stronach rządowych raporcie wskazano m.in., że w Polsce w ostatnich latach brakowało systemowego przeciwdziałania szerzeniu się takich narracji; wśród rekomendacji znalazło się m.in. zacieśnienie współpracy między organami państwowymi a mediami w zwalczaniu propagandy i dezinformacji.

W rozmowie z PAP gen. Stróżyk przyznał, że jego zdaniem skuteczniejsze od ignorowania przejawów rosyjskiej propagandy jest próba jej „rozbijania”. W zwalczanie dezinformacji powinny też – ocenił – w większym stopniu zaangażować się same służby specjalne, m.in. poprzez większą obecność w przestrzeni publicznej i publikowanie okresowych raportów pokazujących np. metodologię działania Rosjan.

– Myślę, że jest to potrzebne i jesteśmy to winni społeczeństwu. Oczywiście z drugiej strony nie może być tak, że codzienna obecność w mediach i negowanie rosyjskich narracji będzie traktowane jako zadanie dla służb specjalnych – zaznaczył szef SKW.

Gen. Stróżyk podkreślił, że zagrożenie związane z obecnością rosyjskich narracji w polskiej przestrzeni publicznej istnieje od lat, a Rosja co roku wydaje na związane z tym działania około 2–4 mld dolarów. Generał dodał, że te pieniądze stanowią znaczącą kwotę, także ze względu na fakt, że prowadzenie działań polegających np. na masowym powielaniu rosyjskiej propagandy w sieciach społecznościowych jest stosunkowo tanie.

Czytaj także: Fake newsem w prezydenta. Tak Rosjanie próbują zohydzić Zełenskiego

Źródło: PAP, XYZ