NASA uznała nieudaną misję Starlinera za jedną ze swoich największych wpadek
NASA przygotowała raport dotyczący nieudanej misji kapsuły Starliner. Po jej awarii dwoje astronautów utknęło na orbicie przez miesiące. Zdaniem amerykańskiej agencji kosmicznej to była jedna z najgorszych wpadek w historii i została tak samo sklasyfikowana jak eksplozje Challengera czy Columbii.
Obecny szef NASA Jared Isaacman ostro krytykował Boeinga, który wyprodukował wadliwą kapsułę. Przyznał, że jednostka miała problemy we wcześniejszych, bezzałogowych misjach, jednak wciąż zdecydowano się jej użyć. – Naprawiamy nasze błędy. Dziś oficjalnie uznajemy tę misję za wpadkę klasy A. Przyznajemy też, że odpowiedzialne za nią jest kierownictwo tak, by to się nigdy więcej nie powtórzyło – mówił szef NASA podczas prezentacji raportu - pisze BBC.
Agencja przyznała w oświadczeniu, że o ile nie było rannych, a statkowi udało się zadokować do Międzynarodowej Stacji Kosmicznej, to jego awarie, które zakończyły się tym, że Starliner wrócił na Ziemię pusty, a astronauci czekali około 9 miesięcy na misję ratunkową, muszą mieć przyznane najwyższe kategorie błędów w planowaniu misji.
Raport przygotowali niezależni eksperci
Zespół niezależnych ekspertów przygotował bowiem ponad 300-stronicowy raport, który nie zostawił suchej nitki na agencji. Śledczy nie tylko opisali każdą awarię sprzętu, ale także problemy z kulturą organizacji czy problemy wśród kierownictwa agencji, które doprowadziły do wpadki i uwięzienia Suni Williams oraz Butcha Willmore'a na orbicie.
Dostało się też Boeingowi – raport wymienia wpadki inżynierów firmy oraz brak jakiegokolwiek nadzoru nad Starlinerem.
NASA przyznaje jednak, że najbardziej odpowiedzialna jest agencja. – Tak, to Boeing odpowiada za jakość wykonania Starlinera. Ale to NASA zdecydowała się użyć tej kapsuły, by wysłać dwoje astronautów na orbitę – mówi Isaacman. – By podjąć misje, które mają zmienić świat, musimy być transparentni zarówno ws. sukcesów, jak i porażek. Musimy ponieść odpowiedzialność za nasze porażki, naprawić je i sprawić, by nigdy się nie powtórzyły – podsumował.
Starliner wystartował na ISS w czerwcu 2024 r. To miała być rutynowa misja i ostatni załogowy test kapsuły. Astronauci mieli trafić na Międzynarodową Stację Kosmiczną na tydzień i powrócić na Ziemię. Jednak po starcie przestały działać silniki manewrowe. Załoga nie mogła przerwać misji, bo te same silniki były potrzebne do powrotu na Ziemię. Inżynierom Boeinga udało się zdalnie ponownie uruchomić napęd. Podczas lotu wykryto też pięć wycieków helu. Mimo zapewnień Boeinga, że powrót na Ziemię jest bezpieczny, NASA zdecydowała się zdalnie sprowadzić pustego Starlinera z orbity. Załoga zaś wróciła kilka miesięcy później na pokładzie Dragona firmy SpaceX.