Lotniskowiec musi płynąć do portu. Amerykanie stracili też kilkanaście ultra drogich dronów
Amerykański lotniskowiec Gerald R. Ford, który wspiera operację zbrojną przeciwko Iranowi, zawinie na pewien czas do portu na Krecie w związku z pożarem, który niedawno wybuchł na tej jednostce – podała agencja Reutera, powołując się na dwóch urzędników USA. Media w USA piszą z kolei o tym, że amerykańskie siły zbrojne straciły na wojnie z Iranem kilkanaście dronów MQ-9 Reaper, każdy za 16 mln dolarów. Za nami niespokojna noc w całym regionie.
Nie wiadomo, jak długo Gerald R. Ford będzie cumować w Grecji.
Wojsko USA bagatelizowało usterkę, Reuters pisze o 200 poszkodowanych
W ubiegłym tygodniu wojsko poinformowało, że na lotniskowcu wybuchł pożar, który wedle oficjalnego komunikatu nie miał związku z działaniami zbrojnymi.
Zapewniono też, że napęd okrętu nie został uszkodzony i jednostka pozostaje w pełni sprawna. Wojsko przekazało wówczas, że dwóch marynarzy po pożarze, który wybuchł w pralni, otrzymało pomoc medyczną.
Reuters podał we wtorek, powołując się na źródło, że niemal 200 marynarzy wymagało pomocy w związku z obrażeniami wynikającymi z zadymienia. Z ogniem walczono przez kilka godzin. Jeden z poszkodowanych żołnierzy został zabrany z pokładu helikopterem.
Na pokładzie tego największego na świecie lotniskowca przebywa ok. 5 tys. marynarzy. Kilka tygodni temu media informowały o kłopotach z kanalizacją na okręcie.
Lotniskowiec pełni misję na morzu od ponad dziewięciu miesięcy. W październiku Pentagon zmienił jego trasę z Morza Śródziemnego na Morze Karaibskie, aby wesprzeć operacje przejmowania tankowców i amerykańską misję pojmania Nicolasa Maduro, ówczesnego przywódcy Wenezueli.
Na początku bieżącego roku załoga otrzymała wiadomość, że misja zostanie ponownie przedłużona. Zostali skierowani na Bliski Wschód, aby wesprzeć, wówczas jeszcze potencjalne, amerykańskie naloty na Iran.
Jak napisał „Wall Street Journal”, po takim okresie na morzu sprzęt zaczyna się psuć, a planowane prace konserwacyjne i modernizacje trzeba kolejny raz przekładać.
Armia straciła na wojnie z Iranem kilkanaście dronów Reaper. Każdy za 16 mln dolarów
Amerykańskie media piszą też o tym, że siły zbrojne USA straciły na wojnie z Iranem kilkanaście bezzałogowców MQ-9 Reaper. Taką informację podała we wtorek stacja ABC News, powołując się na dwóch przedstawicieli władz USA.
Cena jednej takiej maszyny to 16 mln dolarów i jest to znacznie bardziej zaawansowany technologicznie sprzęt niż irańskie Shahedy. kosztujące ok. 50 tys. dolarów za sztukę.
Drony Reaper są używane przez armię amerykańską do zbierania informacji wywiadowczych, obserwacji i precyzyjnych misji uderzeniowych. Maszyna może być uzbrojona w naprowadzane laserowo pociski i bomby.
Jak przekazały amerykańskie media, od początku wojny z Iranem, czyli od 28 lutego Amerykanie stracili kilkanaście takich bezzałogowców. Część Reaperów strąciły w powietrzu irańskie rakiety, a część została zniszczona w nalotach. Według dziennika „Wall Street Journal” jedna maszyna została też przez pomyłkę zestrzelona przez nieokreślony w artykule kraj Zatoki Perskiej.
Jak napisał „WSJ”, od początku ataków na Iran amerykańskie Reapery zaatakowały setki celów związanych z tym krajem. Były to pierwsze maszyny, które 28 lutego wleciały w irańską przestrzeń powietrzną.
Czytaj także: Think tank: jeden dzień wojny kosztuje USA 890 mln dolarów
Atak na Iran. Niespokojna noc w całym regionie
W nocy z wtorku na środę irański pocisk spadł w pobliżu bazy Al Minhad w Zjednoczonych Emiratach Arabskich, gdzie stacjonują australijscy żołnierze – poinformował premier Australii Anthony Albanese. Ataki dronowe i rakietowe odnotowano także w Arabii Saudyjskiej, Bahrajnie, Katarze i Kuwejcie.
Albanese oświadczył, że „nikt z australijskiego personelu nie został ranny” i dodał, że uderzenie wywołało pożar oraz spowodowało drobne uszkodzenia budynku mieszkalnego i placówki medycznej.
W osobnym komunikacie ministerstwo obrony ZEA poinformowało w środę nad ranem, że „obecnie reaguje na zagrożenia związane z atakami rakietowymi i dronami ze strony Iranu”.
Saudyjski resort obrony potwierdził z kolei, że zneutralizował łącznie trzynaście dronów oraz pocisk balistyczny. Odłamki spadły „w pobliżu bazy powietrznej Prince Sultan, nie wyrządzając szkód” – poinformowano. Ministerstwo zapewniło, że „wszelkie słyszalne wybuchy są wynikiem działania systemów obrony powietrznej, które przechwytują ataki”.
Na środę wieczorem zwołano w Rijadzie konsultacyjne spotkanie ministrów spraw zagranicznych krajów arabskich i islamskich, by omówić „sposoby wspierania regionalnego bezpieczeństwa i stabilności” – przekazało saudyjskie MSZ.
W Katarze „siły zbrojne przechwyciły atak rakietowy wymierzony w Katar” – napisało miejscowe ministerstwo obrony w komunikacie. Agencja AFP poinformowała o słyszalnym wybuchu w stolicy kraju, Dausze. Systemy przeciwlotnicze aktywowano również w Kuwejcie, a władze Bahrajnu nakazały mieszkańcom udanie się do schronów. Celem ataku drona była ponadto amerykańska ambasada w Bagdadzie.
Od 28 lutego Izrael i USA atakują Iran, a Teheran prowadzi ostrzał państw regionu. Celem tych ataków są m.in. bazy wojskowe powiązane z armią USA i jej sojusznikami.
Prezydent USA Donald Trump zaapelował w ubiegłym tygodniu do rządów państw sojuszniczych o pomoc w otwarciu cieśniny Ormuz po tym, jak Iran zablokował ten kluczowy dla transportu ropy i gazu ziemnego szlak wodny. Władze Australii, Japonii oraz większości państw NATO odmówiły jednak udziału w tej operacji, wskazując m.in. na fakt, że USA nie poinformowały sojuszników o planowanych działaniach oraz że NATO jest traktatem obronnym.
Czytaj więcej: Waszyngton nie ma ekspertów od kryzysów energetycznych. To efekt cięć Elona Muska
Źródło: PAP, XYZ