Ekspert o Zondacrypto: nadzór w Estonii ułomny, w Polsce praktycznie niemożliwy

Zdaniem prof. SGH adwokata Tomasza Siemiątkowskiego nadzór nad giełdą kryptowalut Zondacrypto miał w Estonii bardzo ograniczony charakter, natomiast w Polsce był w praktyce niemożliwy. Ekspert stwierdza też w rozmowie z PAP, że brak odpowiednich ram prawnych uniemożliwiał skuteczne działania polskich instytucji wobec podmiotu posiadającego zagraniczną licencję.

Siemiątkowski wskazuje, że odzyskanie środków przez klientów Zondacrypto zależy przede wszystkim od tego, czy giełda nadal dysponuje aktywami możliwymi do zlokalizowania i objęcia egzekucją. Wśród realnych scenariuszy wymienia dokapitalizowanie spółki przez inwestora, restrukturyzację albo upadłość. Zaznacza jednak, że przy braku płynnych środków oraz rozproszonej strukturze spółek zarejestrowanych w kilku jurysdykcjach szanse klientów mogą być ograniczone.

Ekspert odnosi się również do kwestii portfela bitcoinów, do którego – według deklaracji władz giełdy – klucze miał posiadać zaginiony w 2022 r. były założyciel BitBaya Sylwester Suszek. W jego ocenie rodzi to poważne pytania o sposób zarządzania giełdą w ostatnich latach oraz o reakcję instytucji nadzorczych. Zwraca uwagę, że przenoszenie działalności z Polski na Maltę, a następnie do Estonii, następowało w warunkach braku spójnych regulacji dla rynku kryptoaktywów.

Czytaj także: Prokuratura: będzie strona internetowa z instrukcją składania zawiadomień w sprawie Zondacrypto

Siemiątkowski wskazuje, że do 2025 r. nadzór nad giełdami kryptowalut w Estonii sprawował Financial Intelligence Unit, czyli organ zajmujący się głównie przeciwdziałaniem praniu pieniędzy, a nie klasycznym nadzorem finansowym porównywalnym z polską Komisją Nadzoru Finansowego. Jego zdaniem mechanizmy nadzorcze FIU nie zadziałały skutecznie w przypadku Zondacrypto. Dopiero od 2025 r. nadzór ten przejęła Financial Supervision Authority, jednak – jak zaznacza – współpraca informacyjna z polskimi instytucjami była ograniczona.

Ekspert ocenia, że w ramach obowiązujących w UE przepisów AML estońskie instytucje powinny były poinformować GIIF i KNF o ryzyku niewypłacalności spółki prowadzącej giełdę. Jednocześnie podkreśla, że nie każda przejściowa utrata płynności automatycznie oznacza konieczność uruchomienia procedur alarmowych.

Odnosząc się do działalności Zondacrypto w Polsce, Siemiątkowski wskazuje na ograniczenia wynikające ze swobody świadczenia usług w UE. Podkreśla, że krajowe organy nadzorcze mają bardzo ograniczone narzędzia wobec podmiotów licencjonowanych w innych państwach członkowskich. Zwraca też uwagę, że zawetowana ustawa o rynku kryptoaktywów miała przyznać KNF szersze kompetencje także wobec takich firm.

W ocenie eksperta wdrożenie unijnego rozporządzenia MiCA poprzez krajową ustawę jest niezbędne, nawet kosztem początkowego przeregulowania rynku. Podkreśla, że rynek kryptoaktywów przez lata funkcjonował w UE w warunkach bardzo słabego nadzoru, a obecne regulacje mają charakter eksperymentalny, ale konieczny z punktu widzenia bezpieczeństwa uczestników rynku.

Jak zauważa ekspert, nawet po wprowadzeniu nowych przepisów giełdy kryptowalut pozostaną działalnością obarczoną wysokim ryzykiem. Są jednak pewne sygnały ostrzegawcze, takich jak agresywny marketing, brak przejrzystych sprawozdań finansowych, niewystarczające rezerwy czy skomplikowane struktury właścicielskie.

Czytaj więcej: Media: Rafał Zaorski mógł mieć dług u zaginionego założyciela BitBaya