Estonia usuwa skutki wycieku po ataku na rosyjskie porty
Blisko 800 kg ciężkiego oleju opałowego zebrano z północnego wybrzeża Estonii po zanieczyszczeniu Zatoki Fińskiej. Substancja pochodzi z rosyjskiego regionu Ust-Ługa, gdzie w ubiegłym miesiącu Ukraina przeprowadziła ataki dronowe na infrastrukturę naftową.
Na estońskich plażach nad Zatoką Fińską trwa usuwanie skutków zanieczyszczenia ropopochodnego. Jak poinformowało radio ERR, dotychczas zebrano blisko 800 kg czarnej, lepkiej substancji, którą zidentyfikowano jako ciężki olej opałowy.
Źródło zanieczyszczeń zostało potwierdzone laboratoryjnie na podstawie próbek pobranych z plaż. Według estońskiego Urzędu Ochrony Środowiska, mimo ponad tygodnia prac prowadzonych głównie przez wolontariuszy, nie odnotowano przypadków śmierci ani obrażeń ptaków czy innych zwierząt.
Czytaj również: Ataki Ukrainy blokują rosyjski eksport ropy. Tankowce „floty cieni” utknęły na Zatoce Fińskiej
Służby ostrzegają jednak przed możliwym pogorszeniem sytuacji. Wzrost temperatur może sprawić, że substancja stanie się bardziej płynna i toksyczna, co zwiększy zagrożenie dla dzikiej przyrody, zwłaszcza na terenie parku narodowego Lahemaa, a także dla osób odwiedzających popularne plaże, m.in. w miejscowości Käsmu.
Zanieczyszczenie wiązane jest z rosyjskim portem Ust-Ługa, jednym z głównych punktów eksportu paliw na Bałtyku. Port leży około 25 km od estońskiej Narwy, a podczas ukraińskich nalotów dronowych mieszkańcy Estonii obserwowali kłęby dymu unoszące się nad płonącą infrastrukturą po rosyjskiej stronie.
Media wskazują także alternatywne źródło wycieku. Ropa mogła pochodzić z tankowców zakotwiczonych w pobliżu wyspy Vaindloo, około 20 km od wybrzeża Estonii. W szczytowym momencie, gdy rosyjskie porty były wyłączone po atakach, na wejście do nich czekało około 40 jednostek, w tym statki tzw. „floty cieni”.
Czytaj również: Flota cieni zmienia Bałtyk w strefę ryzyka. Tak Putin omija sankcje
Eksperci zwracają uwagę, że tankowce „floty cieni”, używane do omijania sankcji, często są w złym stanie technicznym i nie posiadają odpowiedniego ubezpieczenia, co zwiększa ryzyko awarii i wycieków ropy w regionie Morza Bałtyckiego.
Źródło: PAP