Mistrzowskie młoty z Polski, wariaci na skałach i piłkarz, który postawił się kibolom
Jeremy Sochan zostaje w NBA. Uff, ale… dostał w Portland niepewny kontrakt, i to z ręki „teksańskiego króla chwilówek”, który chyba nawet w interesach z Donaldem Trumpem wyszedłby na plus. A skoro o rekinach finansowych mowa, mamy też sporo o Giannim Infantino. Czy zachowa posadę szefa FIFA?
Ten tekst jest częścią Pierwszego składu – newslettera dla tych, którzy chcą rozumieć sport szerzej niż przez wyniki.
Top story
Jeremy Sochan podpisał nowy kontrakt z Portland Trail Blazers. To dobra wiadomość, ale warunki umowy pozostawiają wiele do życzenia. Opiewa ona na minimalną kwotę 2,6 mln dolarów (tak, też nie pogardzilibyśmy takim „minimum”, ale w realiach NBA to nie jest dużo), jest tylko roczna oraz niegwarantowana. To oznacza, że Polak nie ma zapewnionego miejsca w składzie na przyszły sezon i będzie musiał przekonać do siebie sztab trenerski podczas meczów przedsezonowych.

Niezwykle ironiczne jest to, że ostateczna decyzja będzie należała do trenera, który kilka miesięcy temu podpisał z klubem trzyletni kontrakt, ale tylko pierwszy rok z trzech jest gwarantowany. Tym samym Micah Nori jest pierwszym trenerem w historii NBA z częściowo niegwarantowanym kontraktem. Po roku pracy będzie mógł zostać zwolniony bez żadnych konsekwencji i prawa do pieniężnej.
Właściciel Trail Blazers wykorzystał desperację Sochana i Noriego na swoją korzyść. Polak nie miał wielu innych ofert, a Amerykanin bardzo chciał zostać głównym trenerem. W klubie z Portland rządzi skąpy biznesmen, teksański król chwilówek Tom Dundon. W świecie sportu pozytywnie zapisał się jako właściciel Carolina Hurricanes, aktualnych mistrzów NHL. Ostatnio jednak mówi się o nim przede wszystkim negatywnie.
Kupił klub NBA raptem pół roku temu i cały ten okres spędził na walce z władzami Portland. Wykorzystuje desperację polityków, by utrzymać Trail Blazers w mieście, i wymusza całkowite pokrycie kosztów renowacji hali drużyny z pieniędzy publicznych. Nie przychodzi na spotkania i rozpuszcza plotki o wyprowadzce klubu do innego stanu, by wywrzeć presję. Władze miasta, hrabstwa i stanu zebrały 600 mln dolarów na remont, ale to go nie zadowoliło. Sylwetkę właściciela Trail Blazers oraz jego konflikt z miastem opisywaliśmy na XYZ.

Fot. Sobuum Im/Getty Images
O skąpstwie Dundona krążą legendy. Pomijając gigantyczne zwolnienia w każdym dziale, sięgające w sumie blisko 100 osób, koszty tnie też na bardziej kreatywne sposoby. Gdy Trail Blazers grali mecze domowe w zeszłorocznej fazie play-off, kibice nie dostali tradycyjnych koszulek ani ręczniczków, bo byłby to zbędny wydatek. Na mecze wyjazdowe nie zabierano zawodników z końca ławki i niektórych pracowników, by zmieścić cały zespół w jednym samolocie i nie musieć dopłacać za bilety. Nikogo nie zaskoczy, że nie zdobył żadnej biznesowej nagrody biznesowej przyznawanej przez NBA klubom za najlepsze pomysły strategiczne i marketingowe.
Jeden z październikowych meczów przedsezonowych, w których Sochan będzie walczył o swoją przyszłość, Trail Blazers rozegrają u siebie z London Lions. Spotkanie zapowiada się ciekawie z kilku powodów. Będzie to pierwszy w historii mecz brytyjskiej drużyny z klubem NBA. Sochan zagra przeciwko drużynie z państwa, w którym spędził dzieciństwo. Trenerem Lions jest Tautvydas Sabonis, syn legendy Trail Blazers Arvydasa Sabonisa. Ponadto Lions wkrótce mogą stać się częścią NBA Europe i są nietypową drużyną należącą do intrygującego właściciela.
Walka o klub europejskiej NBA w Londynie jest wyjątkowo zacięta. Jedno konsorcjum zaoferowało amerykańskiej lidze nawet 1 mld dolarów za możliwość utworzenia klubu od podstaw. Inna grupa wpadła na pomysł, że jeśli dostanie prawa do stworzenia zespołu, zbuduje halę sportową na terenie Battersea Power Station, dawnej elektrowni węglowej, która dziś jest jednocześnie centrum handlowym i kompleksem mieszkaniowym. O przyszłości NBA Europe i miastach, w których się pojawi, mówił nam niedawno komisarz FIBA.


Zdjęcie tygodnia

Fot. Foto Olimpik/NurPhoto via Getty Images
Australijczyk Brady Kurtz podczas Grand Prix Polski na żużlu dogonił w klasyfikacji generalnej mistrzostw świata Bartosza Zmarzlika. W weekend w Łodzi zajął trzecie miejsce, Polak zaś był szósty i na pięć wyścigów przed końcem sezonu obaj mają po 109 punktów. A rywalizacja jest jeszcze bardziej zacięta, ponieważ 101 pkt ma Brytyjczyk Robert Lambert, triumfator GP Polski.
Słowem – Bartosza Zmarzlika czeka ciężka walka o rekord wszech czasów. Polak próbuje zdobyć siódme indywidualne mistrzostwo świata w karierze, czego wcześniej nie dokonał nikt. Kolejne Grand Prix już w sobotę w Rydze.
Kibice Polaka mogą być nieco zaniepokojeni, ale z drugiej strony tworzy się okazja, by Zmarzlik pokazał pełnię swoich niezwykłych umiejętności. W maju podczas Kongresu Impact w Poznaniu mówił, że momenty dużego napięcia wyzwalają w nim dodatkowe moce.
– Stres może blokować, ale zauważyłem u siebie, że pod jego wpływem jestem czasami w stanie działać w sposób, który zaskakuje nawet mnie. W jakimś sensie stres wyzwala dodatkowe możliwości. Zauważyłem, że doświadczam tego w tzw. „stykowych” sytuacjach na torze. W decydujących momentach, gdy bardzo czegoś chcę – opowiadał Zmarzlik.
A zatem: zacieramy ręce.

Fot. Impact CEE

Nasze hity
- Najlepsi lekkoatleci Europy powalczą o medale mistrzostw kontynentu. Wielu z nich pomoże w tym sprzęt z Polski. Polanik, rodzinna firma z Piotrkowa Trybunalskiego, od lat współpracuje z European Athletics i dostarcza skocznie, płotki oraz szereg innego wyposażenia stadionów lekkoatletycznych. Polanik produkuje też kule, młoty i oszczepy. O kulisach tej produkcji, pracy przy najważniejszych wydarzeniach w świecie lekkoatletyki i historii Polanika opowiedział nam prezes firmy. Rozmowę znajdziesz tutaj.
- Okazuje się, że to nie mundial może być najważniejszym piłkarskim wydarzeniem roku. Przebić go może niespodziewany koniec rządów Gianniego Infantino w FIFA.
Jeszcze kilkanaście dni temu wydawało się, że Szwajcar jest nie do ruszenia. Przez 10 lat k̶u̶p̶i̶ł̶ zjednał sobie piłkarskich działaczy z całego świata i pewnym krokiem szedł po wygraną w przyszłorocznych wyborach piłkarskiej centrali. Poślizgnął się jednak na banknotach, które... sam rzucił sobie pod nogi.
W porozumieniu z amerykańskimi biznesmenami z kręgów Donalda Trumpa chciał częściowo oddać komercyjne prawa do kolejnych mundiali w prywatne ręce. Tego było za dużo. Najpierw działacze z Europy, a potem także z Ameryki Północnej i Azji powiedzieli: „pas”. Zapędzony w kozi róg Infantino wycofał się ze swojego pomysłu, ale to może być już za mało. Coraz więcej głosów ze świata piłki domaga się jego głowy. Czytaj tutaj. - Z dala od działaczowskich walk na szczycie batalię o grę w europejskich pucharach toczą polskie drużyny. Na razie wciąż są w komplecie. Po ponad 20 latach przerwy w naszej europejskiej delegacji znalazł się GKS Katowice, który w ubiegłym tygodniu uporał się ze słowacką Żyliną. Nigdy wcześniej polski zespół nie rywalizował w Europie z rywalem z tak bliska – do Żyliny katowiczanie mieli 114 km.
Teraz czeka ich nieco dalszy wyjazd – na Węgry. Zmierzą się tam z trzecią drużyną ligi... izraelskiej. Kluby z Izraela grają w europejskich rozgrywkach, bo z powodów politycznych i światopoglądowych zostały wykluczone z turniejów w Azji. A ponieważ z uwagi na wojnę w Strefie Gazy nie mogą rozgrywać międzynarodowych spotka u siebie, GKS zagra z Hapoelem Tel Awiw w Miszkolcu.
Oby tym razem zajmowały nas jedynie boiskowe wydarzenia, bo gdy w ubiegłym roku Raków Częstochowa grał z Maccabi Hajfa, najgłośniej było o ekscesach na trybunach i obraźliwym transparencie wywieszonym na sektorze izraelskiej drużyny. O nadchodzącym meczu przeczytasz tutaj.

Bohater tygodnia
Łukasz Zjawiński. Ale nie dlatego, że w niedzielę strzelił dla Legii kluczowego gola w wygranym meczu z Zagłębiem Lubin. Zostaje naszym bohaterem, ponieważ potrafił sprzeciwić się... no właśnie, kibicom Legii? Wahamy się przed użyciem słowa „kibice”.
Po spotkaniu piłkarze podeszli pod Żyletę, czyli najbardziej fanatyczną trybunę na Legii. Stamtąd popłynęła „przyśpiewka” wymierzona w Polonię Warszawa, były klub Łukasza Zjawińskiego, a następnie nawoływania, by piłkarz bluzgał razem z nimi.
Zawodnik odmówił. W polskich realiach piłkarskich, gdzie modne są tzw. rozmowy wychowawcze – postawę Zjawińskiego należy docenić.

Fot. Leszek Szymański/PAP

Liczba tygodnia
9
– zakończona w weekend siatkarska Liga Narodów była dziewiątym turniejem, w którym reprezentację Polski prowadził Nikola Grbić. Statystyki serbskiego szkoleniowca są imponujące – w dziewiątym turnieju zdobył dziewiąty medal. Polacy pokonali w finale Amerykanów i do wrześniowych mistrzostw Europy przystąpią jako faworyci.
Jedne siatkarskie mistrzostwa Europy Polacy już w tym roku wygrali – w lipcu byli najlepsi w kategorii U-18. Jednym z bohaterów finału był Arkadiusz Wlazły. Tak, to syn Mariusza Wlazłego, wybitnego polskiego siatkarza.
Mariusz Wlazły zakończył już karierę, ale pozostał w sporcie w bardzo interesującej roli. Został psychologiem i chce pomagać młodym sportowcom. O swojej pasji, studiach i pomysłach opowiedział oczywiście w XYZ.

Czy wiesz, że…
...każdy może wejść na trening NFL za darmo? W lipcu i sierpniu, podczas przygotowań przedsezonowych drużyny futbolowe otwierają swoje centra treningowe dla kibiców. Wystarczy wejść na stronę internetową danego zespołu, znaleźć harmonogram, ewentualnie pobrać darmowy bilet i gotowe.

Zespoły NFL pogłębiają w ten sposób więź z fanami, ale też pośrednio zarabiają, bo w trakcie treningów sprzedawane są jedzenie, napoje i klubowe gadżety. Oczywiście treningi mają swoich sponsorów, co również przynosi dochody. O tym, jak zarabiają kluby NFL, pisaliśmy obszernie na XYZ.

Posłuchaj podcastu
Narty i lornetka. To nie ekwipunek tropicieli yeti, ale niezbędnik freeriderów, czyli narciarzy pozatrasowych, którzy właśnie dołączyli do rodziny olimpijskiej.
Lornetki potrzebują dzień przed startem, bo tylko przez nie zapoznają się ze zboczem, po którym przyjdzie im zjechać. Tyle musi wystarczyć, by ułożyć sobie trasę w głowie. Nie chodzi jednak o to, by jak najszybciej zameldować się na dole. Liczą się styl, technika, płynność i wykonywane ewolucje. To dlatego o uprawiających freeride mówi się, że są narciarzami kompletnymi.

Od 2028 roku popisy najlepszych freeriderów będziemy oglądać na igrzyskach olimpijskich. I to od razu licząc na polski medal. Do światowej czołówki od lat należy bowiem Zuzanna Witych, która kilka miesięcy temu została mistrzynią świata. Teraz nie tylko sama przygotowuje się do igrzysk, ale buduje też polską kadrę. Znalazła jednak trzy kwadranse, by opowiedzieć nam o strachu, lawinach i nadziejach na medal we Francji.
– Może dzięki igrzyskom przestaniemy być postrzegani jak banda wariatów, którzy skaczą po skałach – mówi.
To wydanie newslettera Pierwszy Skład. Chcesz otrzymywać kolejne prosto na swoją skrzynkę? Zarządzaj zapisem na newslettery XYZ tutaj.