Kategoria artykułu: Sport

Nawrocki na tarczy Pacquiao, Solberg na piasku w Sardynii, LeBron na liście płac Polymarketu

Kierowca rajdowy Elfyn Evans nosił już pseudonim: „Wiecznie drugi”, a dziś jest mistrzem świata. Klub SV Elversberg kilka lat temu występował na czwartym szczeblu niemieckich rozgrywek, teraz gra z Bayernem. Karol Nawrocki w przeszłości bił się… no dobrze, zostawmy to… Dziś jako prezydent trenuje z Mannym Pacquaio.

Loading the Elevenlabs Text to Speech AudioNative Player...

Audio generowane przez AI. Może zawierać błędy.

Top story

W rajdowych mistrzostwach świata (WRC) Elfyn Evans zajmował drugie miejsce w latach 2020, 2021, 2023, 2024 i 2025. Zyskał pseudonim: „Wiecznie drugi”, a brytyjscy fani pewnie już tracili nadzieję – a czekają na mistrza WRC od czasów Colina McRae’a (1995) i Richarda Burnsa (2001).

W sezonie 2026 Elfyn Evans uzyskał w klasyfikacji mistrzostw wielką przewagę, ale w drugiej połowie sezonu zaczęła ona szybko topnieć. A w ostatnim rajdzie – na Sardynii – bardzo szybko. Oliver Solberg pędził jak szatan i kilka zakrętów przed końcem rywalizacji było niemal pewne, że „połknie” Evansa i zostanie mistrzem. Tak jak jego ojciec – słynny Petter Solberg.

Evans już niemal widział przed sobą dobrze znane drugie miejsce. Solbergowi zostały zaledwie dwa zakręty. I właśnie wtedy wypadł z trasy, tracąc bezcenne sekundy. Evans po raz pierwszy w karierze został mistrzem świata.

Elfyn Evans, rajdowy mistrz WRC 2026
Elfyn Evans świętujący swoje pierwsze mistrzostwo świata WRC.
Fot. McKlein Photography/LAT Images/Getty Images

Dwa zakręty przed metą? Historia jak z filmu. Chociaż zapewne niejeden scenarzysta odrzuciłby taki pomysł jako zbyt mało prawdopodobny.

Jest w tej historii także polski wątek. Z 25-letnim Solbergiem kontrakt podpisała jakiś czas temu marka 4F, polski producent odzieży sportowej, który coraz śmielej wchodzi w świat motorsportu.

– Następnym razem [się uda]! – odpisał nam Igor Klaja, założyciel firmy, zapytany o wrażenia z Rajdu Sardynii.

Evans odpowiedziałby zapewne, że z tymi następnymi razami różnie bywa…

Polskich załóg w mistrzostwach świata nie mieliśmy, ale w mistrzostwach Europy startowało w tym sezonie kilka. Najwyżej sklasyfikowani są Miko Marczyk i Szymon Gospodarczyk, którzy bronią wywalczonego przed rokiem tytułu.

Miko Marczyk opowiadał nam kiedyś, że jego rajdówka pali nawet 60 litrów na 100 km. Ale kiedy nie walczy o sekundy, potrafi jeździć „trochę” oszczędniej. Swego czasu osiągnął spalanie na poziomie 2,6 l na 100 km, bijąc rekord najdłuższego dystansu pokonanego na jednym tankowaniu – przejechał niemal 3000 km. Teraz pokonał ponad 1300 km samochodem elektrycznym na jednym ładowaniu. Podpytaliśmy go, jak mu się to udało i czy każdy może jeździć tak oszczędnie. A przy okazji sprawdziliśmy kondycję najpopularniejszych nad Wisłą elektryków.

Zdjęcie tygodnia

Pisuar historyczny, ale drogi i dość nietypowy. Nie pomylić z umywalką! Fot. Nebraska Rare Goods

Są tu prawdziwi kibice? Tacy, którzy kupiliby używany pisuar ze stadionu ukochanej drużyny? I to za cenę używanego samochodu?

Nebraska Cornhuskers, drużyna futbolowa Uniwersytetu Nebraski, planuje renowację legendarnego Memorial Stadium, otwartego ponad 100 lat temu. Przebudowa, która ma rozpocząć się w grudniu, będzie częściowo finansowana ze sprzedaży starego wyposażenia obiektu mogącego pomieścić ponad 85 tys. kibiców.

Handel już ruszył na specjalnie stworzonej na ten cel stronie internetowej. Dużą popularnością cieszą się krzesełka sprzedawane parami. Ich ceny wahają się od 599 do 799 dolarów. Najwygodniejsze, z sekcji VIP, już się wyprzedały. Dostępne są też ławki z najwyższych rzędów trybun. Jak znalazł do męskiej jaskini – podobnie jak fotele i kanapy z sal konferencyjnych oraz restauracji.

Sprzedawane jest dosłownie wszystko. Niezliczone tabliczki z zakazem palenia lub numerami sektorów. Portrety legendarnych trenerów i zawodników, które dotychczas wisiały na stadionowych korytarzach. Drzwi do gabinetów i szatni, szafki zawodników. Kupić można nawet poidełka z wodą pitną i umywalki. I w tym momencie zbliżamy się do nieuchronnego.

Ogromnym zainteresowaniem cieszą się wielostanowiskowe pisuary, które przez dziesięciolecia dzielnie przyjmowały mocz kibiców. Jeszcze przez dwa miesiące będą wiernie pełnić swoją służbę, ale potem, już umyte, trafią do nowych właścicieli. Kosztują po 3 tys. dolarów za sztukę, a sprzedano ich już siedem. Obłęd. Ale spójrzmy na to od strony biznesowej: klub zarobił około 80 tys. zł na starych pisuarach. Warto się inspirować.

Nasze hity

  • Błąd laboratorium. Zanieczyszczony suplement. Kontakt z maścią na psie rany. To tylko przykłady tego, co mogło zrujnować kariery i wizerunki sportowców, którzy nie przeszli testów antydopingowych.
    „Pozytywny wynik testu antydopingowego” . Dla sportowca takie zdanie brzmi jak wyrok– zarówno sportowy, jak i wizerunkowy. Z tymi, którzy nie przestrzegają reguł, nikt nie chce rywalizować. Nikt nie chce ich sponsorować ani im kibicować.
    Tyle że pozytywny wynik nie zawsze oznacza oszustwo. Pokazują to przypadki Mikołaja Sawickiego, Doroty Borowskiej czy Igi Świątek. U całej trójki wykryto zabronione substancje, ale ostatecznie sportowcy zostali – nomen omen – oczyszczeni z zarzutów, gdy okazało się, że nie ponoszą winy za ich obecność w organizmie.
    Świat (anty)dopingu nie jest czarno-biały. Nauka się rozwija, ale nadal nie jest nieomylna. Do tego dochodzą drobiazgowe, a czasem nieintuicyjne przepisy. Bo okazuje się, że zawodowy tenisista może przyjąć kokainę i zostać zdyskwalifikowany na kilka lat. Można ją też przyjąć i... po miesiącu wrócić na kort.
  • Trudno o klub, który mniej pasowałby do współczesnej Bundesligi niż SV Elversberg. Miejscowość, w której gra, liczy około 13 tys. mieszkańców, stadion mieści zaledwie 10 tys. kibiców (choć w zestawieniu z populacją miasteczka to AŻ 10 tys.), a jeszcze kilka lat temu zespół występował na czwartym poziomie rozgrywkowym w Niemczech. Dziś mierzy się z Bayernem Monachium, Bayerem Leverkusen czy Borussią Dortmund – i wcale nie zamierza przepraszać za to, że znalazł się w ich towarzystwie.
    Wyniki Elversbergu nie są efektem fanaberii miliardera, któremu zamarzył się podbój Bundesligi. Klub konsekwentnie stawia na skauting, rozwój młodych zawodników i rozsądne zarządzanie. Zamiast kupować gotowe gwiazdy, szuka piłkarzy, których można wypromować. Tak było z Nickiem Woltemade, który trafił tu na wypożyczenie, gdy Elversberg grał jeszcze w trzeciej lidze. Dziś Woltemade jest piłkarzem Juventusu. Chciałoby się, żeby podobną drogą poszedł Łukasz Poręba. Polak rozpoczął sezon w podstawowym składzie ekipy z Kraju Saary.
  • Po polskim internecie krąży nagranie, na którym Karol Nawrocki trenuje z Mannym Pacquiao, wybitnym filipińskim pięściarzem. Prezydent przebywa w tym kraju z oficjalną wizytą państwową, a „po godzinach” miał okazję pouderzać w tarcze trzymane przez legendarnego boksera.
    Nie pierwszy to i zapewne nie ostatni polityk, który potrenował z wybitnym sportowcem. Emmanuel Macron biegał z mistrzem olimpijskim Eliudem Kipchogem, George Bush odbijał piłkę na korcie z Petem Samprasem, a Recep Erdoğan grał w koszykówkę z Shaquille’em O’Nealem.
    Karol Nawrocki uwielbia boks i widać, że wyprowadza ciosy z niemałą wprawą. Gdy wygrał wybory prezydenckie, pisaliśmy z przymrużeniem oka, że Jarosław Kaczyński postawił na niego właśnie ze względu na bokserską pasję – bo sam ją podziela (choć niewiele wiadomo o jego walkach…).
    Manny Pacquiao również kocha boks – być może aż za bardzo. Choć niebawem skończy 48 lat, prawdopodobnie stoczy jeszcze prawdziwą walkę ze znacznie młodszym rywalem. Gdy walczył przed rokiem, pisaliśmy, jak wiele ryzykuje. Bo rękawice bokserskie, wbrew pozorom, mogą być bardzo niebezpieczne. Niektórzy twierdzą wręcz, że walki na gołe pięści byłyby bezpieczniejsze dla mózgu. Dlaczego? Argumenty zwolenników tej teorii znajdziesz tutaj.

Bohater tygodnia

Adrian Meronk zwyciężył w turnieju Alfred Dunhill Links Championship, organizowanym m.in. na legendarnym polu w szkockim St. Andrews, miejscu uznawanym za kolebkę golfa. Było to jego piąte w karierze zwycięstwo w ramach rozgrywek DP World Tour, czyli europejskiego odpowiednika PGA Tour. I zapewne najbardziej emocjonalne.

Dokładnie dziesięć lat temu Polak zadebiutował jako zawodowiec w tym samym turnieju. Teraz uczcił jubileusz z przytupem. Do finałowej rundy przystępował ze stratą dwóch uderzeń do lidera. Mimo przeszywającego, zimnego wiatru zakończył rywalizację z przewagą dwóch uderzeń.

Do pozowanych zdjęć z pucharem Adrian Meronk porzucił czapkę z pomponem i postawił na klasyczną z daszkiem. Na lewym ramieniu zawodnika nadal widzimy logo LIV Golf. Fot. David Cannon/Getty Images

Na pewno pomógł mu przemyślany dobór garderoby – zamiast czapki z daszkiem założył ciepłą zimową czapkę z pomponem. Przydało się też wsparcie legend golfa, do których nasz najlepszy zawodnik zwrócił się o pomoc, przechodząc przez słynny most prowadzący do ostatniego dołka.

„Rozmawiałem sam ze sobą i w pewnym momencie, idąc po moście, pomyślałem o takich zawodnikach jak Tiger Woods czy Jack Nicklaus. Zacząłem ich prosić o dobre momentum, dobrą energię i nagle mój spacer stał się bardzo przyjemny” – przyznał Polak w wywiadzie telewizyjnym zaraz po triumfie.

Opowiedział też, że przez cały rok codziennie zapisywał w notesie, jak bardzo jest wdzięczny za zwycięstwa w turniejach DP World Tour w tym sezonie. Choć do tej pory nie wygrał ani jednego. Uważa, że dzięki tej pozytywnej afirmacji jego marzenie wreszcie się spełniło.

Adrian Meronk naprawdę potrzebował tego sukcesu. Dwa lata temu, zamiast dołączyć do PGA Tour, wybrał saudyjski LIV Golf. Początkowo szło mu nieźle – wygrał nawet pierwszy turniej sezonu 2025 – ale później było już tylko gorzej. Spadł do drugiej setki klasyfikacji LIV Golf i na 527. miejsce w światowym rankingu golfowym.

Jakby tego było mało, kilka tygodni temu LIV Golf złożył wniosek o ochronę przed wierzycielami w ramach postępowania upadłościowego po wycofaniu finansowania przez głównego inwestora, saudyjski fundusz majątkowy PIF. Rozgrywki szukają nowego partnera finansowego i pojawił się już potencjalny inwestor. Przyszłość ligi pozostaje jednak niepewna. Podobnie jak wynagrodzenia zawodników.

Kolejni golfiści – ostatnio niezwykle popularny Hiszpan Jon Rahm – odchodzą z tonącego statku. Zrywają kontrakty z LIV Golf w nadziei na odbudowanie reputacji w DP World Tour i ewentualny powrót do przeżywającego odrodzenie PGA Tour. Amerykański cykl odsunął od swoich rozgrywek zawodników, którzy przeszli do LIV Golf. Również Polaka, odbierając mu kartę PGA Tour.

Ciekawe, jaką drogę wybierze teraz Adrian Meronk. Być może triumf na europejskiej ziemi pomoże mu dokonać dobrego wyboru. Niech o pomoc w tej sprawie znowu szepnie do Woodsa i Nicklausa.

Liczba tygodnia

208

Na tylu meczach zatrzymał się licznik Leo Messiego w barwach reprezentacji Argentyny. W nocy z wtorku na środę Messi po raz ostatni wybiegł na boisko w reprezentacyjnej koszulce. W spotkaniu z Beninem strzelił gola i zaliczył dwie asysty, kończąc reprezentacyjną karierę z imponującym dorobkiem 126 bramek i 67 asyst.

Mecz miał wyjątkową oprawę. Adidas przygotował okolicznościowe koszulki, a w 10. minucie kibice nagrodzili Messiego owacją, której towarzyszył pokaz fajerwerków.

Śmiało można zazdrościć piłkarzom Beninu, że przypadł im udział w takim wydarzeniu. Zresztą mieli tego świadomość. Gdy argentyńscy reporterzy pytali przed meczem obrońcę Mohameda Tijaniego jak Benińczycy zamierzają zatrzymać Leo, odpowiedział:

– Zatrzymać? Messiego? Przecież to Bóg.

Ciężaru tego wydarzenia nie udźwignęły jednak Argentyńska Federacja Piłkarska i popularna w Ameryce Południowej firma ubezpieczeniowa Sancor Seguros. Po spotkaniu, gdy wzruszeni piłkarze ustawili się za swoim kapitanem, a na stadionie rozbrzmiewała emocjonalna muzyka, na niebie pojawiły się drony. Wszyscy – łącznie z Messim – podnieśli głowy, by obejrzeć pokaz. Zapewne spodziewali się podobizny piłkarza lub słów podziękowania. Tymczasem drony ułożyły nazwę wspomnianej firmy.

Na stadionie rozległy się gwizdy. Reklama zamieniła się w antyreklamę. Ktoś najwyraźniej nie pomyślał, że to nie czas ani miejsce na taki marketing.

Czy wiesz, że…

...LeBron James za reklamę rynków predykcyjnych Polymarket dostaje prawie cztery razy więcej pieniędzy niż za grę w NBA?

Minionego lata wszyscy z niecierpliwością czekaliśmy na to, jaki nowy klub wybierze jeden z najlepszych koszykarzy w historii. Opcji było wiele, podobnie jak przesłanek na temat tego, na którą z nich ostatecznie padnie. Jednym z murowanych kandydatów był klub Cleveland Cavaliers, a potem New York Knicks.

Spekulacje podsycały zarówno media, jak i sam zawodnik podczas spotkań z kibicami. W wypowiedziach używał zwrotów stosowanych przez zawodników danej drużyny, sugerując potencjalne dołączenie do ich składu. W międzyczasie zdarzały się dziwne sytuacje, jak rzekomo przypadkowa publikacja planowanego filmiku Miami Heat z prezentacją LeBrona Jamesa jako nowego zawodnika.

Oczywiście, to wszystko można było obstawiać na rynkach predykcyjnych. Wybierać, który klub pozyska koszykarza i stawiać na to pieniądze. Każda nowa narracja powodowała napływ nowych predykcji. Tylko na platformie Polymarket użytkownicy przeznaczyli w sumie 46 mln dolarów na spekulacje wokół przyszłości LeBrona Jamesa. Część z tych pieniędzy poprzez prowizje naturalnie trafiła do firmy.

Ostatecznie LeBron James podpisał kontrakt z Philadelphią 76ers, gwarantujący mu stosunkowo skromne 3,9 mln dolarów rocznie. Niedługo później koszykarz został ambasadorem Polymarket, podpisując umowę gwarantującą 15 mln dolarów na rok.

Wizerunkowo wygląda to co najmniej słabo. Koszykarz, ku zaskoczeniu wielu, wybiera malutki kontrakt w NBA, ale zyskuje gigantyczny zastrzyk gotówki od firmy, która na tym zaskakującym wyborze się wzbogaciła. Nie ma tu żadnych dowodów na działanie w złej wierze, a promowanie rynków predykcyjnych i obstawiania sportów innych niż koszykówka jest jak najbardziej zgodne z zasadami NBA.

W obecnym klimacie to jednak na pewno sytuacja, której włodarze ligi woleliby uniknąć. Bezlitośnie ukarali właśnie Los Angeles Clippers, od których Kawhi Leonard dostawał pieniądze pod stołem. Teraz muszą się mierzyć z nowym wizerunkowym problemem. O szkodliwości hazardu i predykcji coraz głośniej mówią sami zawodnicy NBA.

Victor Wembanyama podczas przedsezonowego spotkania z mediami stwierdził, że nigdy nie będzie reklamował tego typu działalności i chociaż szanuje wolność wyboru swoich kolegów po fachu, to smuci go, że oni nie mają takiego podejścia. Kevin Durant zdążył już przyznać, że nie myślał o moralności, gdy przyjmował pieniądze za reklamę bukmachera FanDuel.

A jaka jest w ogóle różnica między rynkami predykcyjnymi a zakładami bukmacherskimi? Nas nie pytajcie, bo to temat bardzo gorącej dyskusji prawnej za oceanem. Letitia James, prokurator generalna stanu Nowy Jork, pozwała właśnie Polymarket o prowadzenie nielegalnej działalności bukmacherskiej. O to samo kilka miesięcy temu oskarżyła Kalshi. Platformę, która korzystała na zamieszaniu wokół transferu Giannisa Antetokounmpo. Koszykarza, który... ma jej udziały.

Posłuchaj podcastu

Co odróżnia rekreacyjnego biegacza od medalistki mistrzostw Europy? Gdy przychodzi zmęczenie, ten pierwszy idzie odpocząć. A druga… bije rekord Polski.

Na finiszu sezonu lekkoatletycznego Kryscina Cimanouska najpierw wybiegała z koleżankami ze sztafety 4x100 metrów – Ewą Swobodą, Pią Skrzyszowską i Magdaleną Stefanowicz – brąz mistrzostw Europy, a potem dorzuciła jeszcze rekord Polski na mało popularnym sprinterskim dystansie 150 metrów.

– Jak jechałam na ten start, to trener od razu mi powiedział, że będzie rekord Polski. Ja w to nie wierzyłam, bo byłam zmęczona. Ale gdy jestem zmęczona, po prostu nie myślę o wynikach. Wychodzę na start z myślą, że mam luz i jak pobiegnę, tak pobiegnę. I zawsze wychodzi mi najszybszy wynik w takich sytuacjach – mówiła Kryscina Cimanouska w podcaście „Sport to pieniądz”.

Kryscina Cimanouska

Opowiedziała też, jak łatwo, choć trochę nietypowo, można trenować wspólnie z nią, a także o tym, czy tęskni za Białorusią, którą nie z własnej woli musiała kilka lat temu opuścić.

To wydanie newslettera Pierwszy Skład. Chcesz otrzymywać kolejne prosto na swoją skrzynkę? Zarządzaj zapisem na newslettery XYZ tutaj.