20 lat więzienia dla Łukasza Żaka, sprawcy śmiertelnego wypadku na Trasie Łazienkowskiej

20 lat więzienia dla Łukasza Żaka, sprawcy śmiertelnego wypadku na Trasie Łazienkowskiej – karę wymierzył sąd. Wyrok nie jest prawomocny.

Sprawca będzie mógł ubiegać się o warunkowe zwolnienie po 15 latach i otrzymał dożywotni zakaz prowadzenia pojazdów mechanicznych.

To najwyższy możliwy wymiar kary.

Żak musi jeszcze zapłacić na rzecz Funduszu Pomocy Pokrzywdzonym oraz Pomocy Postpenitencjarnej 10 tys. zł oraz wypłacić zadośćuczynienia dla rodziny zmarłego w wypadku po 300 tys. zł dla każdej z osób, a dla poszkodowanej w wypadku znajomej Pauliny 150 tys. zł.

Na początku procesu sąd zgodził się na publikację wizerunku i danych osobowych oskarżonego, powołując się przy tym na ważny interes społeczny.

To szósty dożywotni zakaz prowadzenia pojazdów dla Łukasza Żaka

Łukasz Żak miał już pięć zakazów prowadzenia pojazdów w chwili, gdy spowodował wypadek, w którym zginął jadący prawidłowo kierowca.

Oprócz Żaka na ławie oskarżonych zasiadło jego sześciu kolegów. Sprawa jednego z nich – Kacpra D. – została wyłączona do odrębnego procesu.

Współoskarżeni w procesie Łukasza Żaka zostali skazani za pomoc w próbie uniknięcia przez niego odpowiedzialności karnej. Otrzymali wyroki od 5 do 2 lat więzienia. Muszą też zapłacić zadośćuczynienie rodzinie ofiary wypadku.

Jeden z nich to właściciel wypożyczalni aut, z której pochodził pojazd kierowany przez Żaka.

Łukasz Żak oskarżony był m.in. o spowodowanie wypadku, kierowanie samochodem w stanie nietrzeźwości, przekroczenie prędkości i niedostosowanie prędkości do warunków na drodze, a także kierowanie samochodem przy aktywnym zakazie prowadzenia pojazdów.

Żak przyznał się do dwóch zarzutów – kierowania volkswagenem oraz przekroczenia prędkości.

Obrona twierdziła, że jej „klient błądził” i wnosiła o „sprawiedliwy wyrok”.

Straszny wypadek na Trasie Łazienkowskiej. Dochodzenie ujawniło szokujące okoliczności

Żak zbiegł z miejsca zdarzenia, ale śledczym udało się ustalić, że tuż przed spowodowaniem wypadku wypił osiem kieliszków wódki.

Do wypadku doszło 15 września 2024 r. na Trasie Łazienkowskiej w Warszawie. W wyniku zderzenia volkswagena arteona i forda na miejscu zginął 37-letni pasażer drugiego auta.

Łukasz Żak w chwili uderzenia w tył prawidłowo jadącego samochodu prowadził volkswagena z prędkością ponad 200 km/h w miejscu, gdzie ograniczenie wynosiło 80 km/h. Równocześnie wszystko nagrywał telefonem. Następnie uciekł z miejsca zdarzenia.

Z relacji i dowodów przedstawionych w sądzie wynika, że Łukasz Żak po wypadku nie tylko nie udzielił nikomu pomocy, ale wręcz chwalił się śmiercią kierowcy forda, mówiąc m.in., że „zdjął łeb” lub „up...ł mu łeb”.

Łukasz Żak starał się też zrzucić winę na nieprzytomną partnerkę Paulinę K., która jechała z nim samochodem. Inni oskarżeni odganiali osoby próbujące udzielić jej pomocy.

Po wypadku na miejsce zdarzenia dojechali znajomi Żaka, którzy pomogli mu uciec. Zatrzymano go w Lubece w Niemczech na podstawie europejskiego nakazu aresztowania.

Do szpitala trafiły trzy osoby z drugiego samochodu: kierująca nim 37-letnia żona zmarłego mężczyzny oraz ich dzieci w wieku czterech i ośmiu lat. Do szpitala trafiła także Paulina K., która podróżowała volkswagenem.

Czytaj także: Na norweskich drogach nie ginie prawie nikt. Polska wciąż czarną plamą

Sędzia o 20 latach więzienia dla Łukasza Żaka: tym wyrokiem chronię społeczeństwo

Tym wyrokiem chronię społeczeństwo przed panem – powiedział w czwartek sędzia Maciej Mitera.

– Co trzeba mieć w głowie, żeby rozpędzić volkswagena arteona – to „mały czołg” – do 200 km/h? Wtedy nie ma szans na reakcję, nikt nie miałby szans z tym arteonem – powiedział sędzia.

– Uważam, że tylko ta kara zabezpieczy społeczeństwo przed takimi kierowcami jak pan – podkreślił sędzia Mitera.

Dodał raz jeszcze: – Tym wyrokiem chronię społeczeństwo przed panem.

Stwierdził, że na tę karę Żak „pracował latami”, a jest ona „wypadkową całej jego działalności”.

Odniósł się też do zachowania skazanego podczas kolejnych rozpraw.

– Obserwowałem pana podczas procesu (...) – zero refleksji – podkreślił sędzia Mitera.

Czytaj także: Zabójstwo drogowe w kodeksie karnym. W Niemczech działa, w Polsce są wątpliwości

Źródło: PAP, XYZ