Francja w płomieniach. Straty sięgają setek milionów euro, giełda spada

Protesty przeciwko rosnącym kosztom życia we Francji przerodziły się w zamieszki, grabieże i podpalenia. Według przedstawicieli branży handlowej straty mogą sięgać setek milionów euro. Prezydent Emmanuel Macron zapowiedział zdecydowaną reakcję władz, a niepokoje społeczne zaczynają odbijać się na francuskich rynkach finansowych – informuje Bloomberg.

W miniony weekend na francuskich ulicach doszło do gwałtownych starć demonstrantów z policją. Protesty przeciwko wysokim kosztom życia zgromadziły ponad pół miliona osób. W trakcie zamieszek zniszczono sklepy, restauracje i budynki publiczne.

Prezes sieci Carrefour Alexandre Bompard oraz szef francuskiej federacji handlu i dystrybucji oszacowali, że naprawa zniszczeń będzie kosztować setki milionów euro. Według nich ucierpiało około 1,5 tys. przedsiębiorców, a kradzieży dokonano w około 20 supermarketach Carrefoura.

Polecamy również: Francja wrze. Związkowcy na ulicach, licealiści blokują szkoły, a prezydent ma najniższe w historii notowania

Francuska giełda spada. Macron zapowiada zdecydowane działania

W poniedziałek na zamieszki zareagowały rynki finansowe. Indeks CAC 40 tracił 1,2 proc., podczas gdy paneuropejski Stoxx 600 spadał o 0,6 proc. Różnica między rentownością 10-letnich obligacji Francji i Niemiec wzrosła o 7 punktów bazowych, do 145 punktów bazowych. Euro osłabiło się nawet o 0,5 proc.

Prezydent Francji Emmanuel Macron nazwał zamieszki narodową „hańbą” i zapowiedział zdecydowaną reakcję wobec przemocy na ulicach. Nie wykluczył również zakazu organizowania części zgromadzeń.

Napięcia społeczne zbiegają się z trudną sytuacją finansów publicznych kraju. Parlament rozpoczął prace nad ustawą budżetową na 2027 r., która przewiduje ograniczenie deficytu o około 43 mld euro.

Polecamy również: Francuski model socjalny jest martwy? Biznes chce go zmienić, ulica chce podpalić państwo

Szef francuskiego MSW podał się do dymisji. Macron odmówił

Po weekendowych zamieszkach minister spraw wewnętrznych Francji Laurent Nunez podał się do dymisji. Prezydent Macron nie przyjął jednak jego rezygnacji, argumentując swoją decyzję koniecznością zachowania ciągłości dowodzenia służbami bezpieczeństwa w czasie kryzysu.

Laurent Nunez przyznał, że w niektórych dużych miastach policja „straciła kontrolę” nad sytuacją. Jak wyjaśnił, służby nie doszacowały liczby uczestników zamieszek, w tym wandali i aktywistów skrajnej lewicy, a siły policyjne okazały się niewystarczające.

Prezydent Macron polecił ministrowi wyjaśnienie uchybień w przygotowaniu służb do demonstracji. Tymczasem francuskie MSW poinformowało, że w niedzielę i w nocy zatrzymano w Paryżu 350 osób, a w samej stolicy zniszczonych zostało około 30 sklepów.

Polecamy również: Francja boi się powrotu „żółtych kamizelek”. Diesel kosztuje już 2,41 euro za litr

Prasa naciska: służby mogły popełnić błędy

Francuskie media wskazują, że skala przemocy mogła wynikać również z błędów popełnionych przez służby bezpieczeństwa.

Jak zauważa „Le Figaro”, policja nie doszacowała liczby uczestników zamieszek. Część budynków publicznych, w tym siedziby lokalnych władz i urzędy, pozostawiono niemal bez ochrony.

Z kolei „Libération” stawia pytania o przygotowania policji i informacje, którymi dysponowały służby wywiadowcze. Krytykuje również polityków za wzajemne obwinianie się w obliczu zbliżających się wyborów prezydenckich w 2027 r.

Zdaniem „Le Figaro” do eskalacji przemocy przyczyniły się środowiska skrajnej lewicy oraz grupy przestępcze z przedmieść. Gazeta zarzuca także administracji Macrona polityczną słabość, która utrudnia opanowanie kryzysu.

Polecamy również: Ceuta jak Lampedusa. Czy na południowej granicy Europy właśnie rodzi się nowy kryzys migracyjny?

Francja krajem rewolucji. W ślad za nią idą inne państwa

Jak podaje Bloomberg, demonstracje przeciwko rosnącym kosztom życia odbyły się również we Włoszech, Belgii i Portugalii. W Mediolanie doszło do starć z policją i grabieży sklepów. Na listopad zapowiedziano także protesty w Hiszpanii.

Tymczasem pięć francuskich central związkowych wezwało do kolejnego strajku 5 listopada. Związkowcy domagają się wyższych wynagrodzeń oraz zwiększenia nakładów na usługi publiczne.

Źródło: Bloomberg/PAP