Kolejny dzień wojny w Iranie. Europa krytykuje decyzję USA o złagodzeniu sankcji na rosyjską ropę

Obrona powietrzna NATO zestrzeliła trzeci irański pocisk balistyczny wystrzelony w kierunku Turcji. Jednocześnie w Europie narasta sprzeciw wobec decyzji USA o czasowym zwolnieniu rosyjskiej ropy z sankcji, co – zdaniem europejskich przywódców – może wzmocnić finansowo Moskwę.

NATO przechwytuje irański pocisk

Obrona powietrzna NATO przechwyciła w piątek trzeci pocisk balistyczny wystrzelony przez Iran w kierunku Turcji. Informację potwierdziła rzeczniczka Sojuszu Allison Hart, podkreślając, że NATO pozostaje w pełnej gotowości do ochrony państw członkowskich.

Według przedstawicielki Sojuszu systemy obrony przeciwrakietowej zareagowały natychmiast, neutralizując zagrożenie jeszcze przed osiągnięciem celu. NATO zapewniło, że będzie „stanowczo bronić wszystkich sojuszników”.

W tym samym czasie w centrum Teheranu słychać było potężne eksplozje w rejonie, gdzie odbywał się doroczny antyizraelski i propalestyński wiec Al-Kuds. Irańska telewizja Press TV poinformowała o jednej ofierze śmiertelnej.

Konflikt na Bliskim Wschodzie trwa od 28 lutego, kiedy Stany Zjednoczone i Izrael przeprowadziły atak na Iran, w którym zginął najwyższy przywódca kraju ajatollah Ali Chamenei oraz inni wysocy przedstawiciele władz.

Teheran odpowiedział serią ataków na cele w regionie, w tym amerykańskie bazy wojskowe i cywilne lotniska, co doprowadziło do gwałtownej eskalacji konfliktu.

Rosnące napięcia militarne w regionie

Szef Pentagonu Pete Hegseth zapowiedział kolejny „rekordowy dzień” amerykańskich ataków na Iran. Według niego nowy przywódca kraju Modżtaba Chamenei jest ranny, osłabiony i pozbawiony politycznej legitymacji.

Hegseth przekonywał, że sytuacja w irańskim kierownictwie to „katastrofa dla władz w Teheranie”. Dodał, że ostatnie oświadczenie nowego przywódcy było – jak stwierdził – „słabe i pozbawione autorytetu”.

W Europie część polityków i analityków sceptycznie ocenia jednak deklaracje Waszyngtonu o militarnych sukcesach. Niemiecki tygodnik „Der Spiegel” podał, że w rządzie w Berlinie rosną wątpliwości co do strategii USA w konflikcie z Iranem.

Według relacji gazety demonstracyjna pewność zwycięstwa prezentowana przez prezydenta USA budzi w Niemczech coraz większy sceptycyzm.

Jednocześnie konflikt rozszerza się na kolejne państwa regionu.

Kolejne ofiary i ataki w regionie

Arabia Saudyjska poinformowała, że jej systemy obrony powietrznej zestrzeliły w piątek rano niemal 50 dronów. Nie podano szczegółów dotyczących ich pochodzenia.

W Omanie zginęły dwie osoby, a kilka zostało rannych, gdy jeden z dwóch zestrzelonych dronów spadł w strefie przemysłowej Al Awahi w prowincji Suhar. Ofiarami byli migranci zarobkowi.

Równocześnie izraelskie ataki na Liban od 2 marca pochłonęły już 773 ofiary, w tym 103 dzieci – poinformował rząd w Bejrucie.

Według władz libańskich ponad 800 tys. mieszkańców kraju zostało zmuszonych do opuszczenia domów. Izrael prowadzi w Libanie ofensywę przeciwko wspieranemu przez Iran Hezbollahowi.

Sekretarz generalny ONZ Antonio Guterres zaapelował o 325 mln dolarów pomocy humanitarnej, która ma zostać przeznaczona na podstawowe usługi dla ludności, w tym wodę, żywność i opiekę medyczną przez najbliższe trzy miesiące.

Chaos w światowym lotnictwie

Skutki wojny odczuwa także globalny transport lotniczy. Według firmy analitycznej Cirium od początku konfliktu anulowano ponad 52 tys. lotów z 98 tys. planowanych.

Przy średnim obłożeniu samolotów na poziomie 80 proc. i średnio 242 miejscach, oznacza to, że ponad 6 mln pasażerów zostało dotkniętych odwołaniami lotów.

Najbardziej ucierpiały linie Qatar Airways, które anulowały 93 proc. swoich rejsów. Linie Etihad odwołały 81,7 proc. lotów, a Emirates – 56,5 proc. połączeń z Dubaju.

W pierwszych dniach marca w regionie anulowano ponad 65 proc. wszystkich lotów, a w kolejnych dniach odsetek spadł do około 50 proc.

Chaos w lotnictwie wynika m.in. z paraliżu głównych hubów przesiadkowych w Dubaju i Dosze, które przed konfliktem należały do najważniejszych lotnisk świata dla połączeń między Europą, Azją i Ameryką.

Spór o rosyjską ropę i sankcje

Szerokim echem w Europie odbiła się decyzja amerykańskiego resortu finansów o czasowym zwolnieniu rosyjskiej ropy z sankcji. Nowa licencja dotyczy surowca załadowanego na tankowce przed 12 marca.

Specjalny przedstawiciel Władimira Putina ds. inwestycji Kiriłł Dmitrijew ocenił, że decyzja obejmie około 100 mln baryłek ropy.

Decyzję skrytykował kanclerz Niemiec Friedrich Merz, który uznał ją za błąd mogący wzmocnić rosyjską machinę wojenną. Podobne stanowisko zajęła niemiecka ministra gospodarki Katherina Reiche.

Brytyjski wiceminister bezpieczeństwa energetycznego Michael Shanks zapewnił, że Wielka Brytania nie planuje łagodzenia sankcji, mimo wzrostu cen ropy spowodowanego wojną na Bliskim Wschodzie.

Szef Rady Europejskiej Antonio Costa ostrzegł, że jednostronna decyzja USA może osłabić bezpieczeństwo Europy, a presja na Rosję jest kluczowa dla rozpoczęcia negocjacji pokojowych.

Presja na Rosję i skutki blokady Ormuzu

Krytykę decyzji Waszyngtonu wyraził także premier Norwegii Jonas Gahr Støre, który podkreślił, że presja na Rosję powinna być zwiększana, a nie łagodzona.

Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski ostrzegł, że osłabienie sankcji może przynieść Rosji nawet 10 mld dolarów dodatkowych środków na prowadzenie wojny przeciwko Ukrainie.

Decyzja USA jest związana z sytuacją w Zatoce Perskiej. Iran zablokował cieśninę Ormuz – jeden z najważniejszych szlaków transportu ropy i gazu na świecie.

Według informacji CNN zarówno Pentagon, jak i Rada Bezpieczeństwa Narodowego USA nie doceniły gotowości Iranu do zamknięcia tego kluczowego szlaku energetycznego.

Eksperci ostrzegają, że dalsza eskalacja może zagrozić także drugiej strategicznej arterii morskiej regionu – cieśninie Bab al-Mandab między Jemenem a Rogiem Afryki.

USA wysyłają dodatkowe wojska

W odpowiedzi na rosnące napięcie Pentagon zdecydował o wysłaniu na Bliski Wschód jednostki ekspedycyjnej piechoty morskiej. Według „Wall Street Journal” zgrupowanie ma liczyć około 5 tys. marines oraz kilka okrętów wojennych.

Decyzję zatwierdził sekretarz obrony Pete Hegseth po wniosku Dowództwa Centralnego USA.

W skład sił wchodzi m.in. okręt desantowy USS Tripoli, który wraz z żołnierzami piechoty morskiej wcześniej stacjonował w Japonii.

Według amerykańskich urzędników część marines już wcześniej wspierała operacje przeciwko Iranowi.

Wysłanie dodatkowych sił może – zdaniem analityków – sygnalizować możliwość przygotowań do potencjalnej operacji lądowej w regionie, choć prezydent USA Donald Trump nie potwierdził takich planów.

Źródło: PAP