Maja Chwalińska awansowała do finału French Open

Maja Chwalińska pokonała Dianę Sznajder i awansowała do finału French Open. Zmierzy się w nim z Mirrą Andriejewą, która pokonała Martę Kostiuk.

Polka pokonała Rosjankę w dwóch setach 7:6, 6:4 i awansowała do finału. Mecz trwał dwie godziny i 10 minut, a Chwalińska wykorzystała pierwszą piłkę meczową. Obie tenisistki pierwszy raz dotarły do tak zaawansowanej fazy prestiżowego turnieju.

Chwalińska mówiła po meczu, że ceni styl gry Diany Sznajder. Dodała też, że dziękuje wszystkim, którzy trzymali za nią kciuki od początku turnieju. Prosiła także, by kibicować jej podczas sobotniego finału.

W drugim półfinale Mirra Andriejewa z Rosji pokonała Martę Kostiuk z Ukrainy 6:1, 6:3 i także po raz pierwszy w karierze zagra w finale Wielkiego Szlema.

Maja Chwalińska pokonuje depresję

Mierzy 164 cm wzrostu i jest drobnej budowy – w nowoczesnym tenisie, opartym w tak dużej mierze na sile fizycznej i wytrzymałości, tego rodzaju atrybuty brzmią niemal jak wyrok. A w przypadku Chwalińskiej doszły do tego jeszcze bolesne kontuzje oraz depresja… O walce z nią Polka bohatersko opowiadała kilka lat temu. Problemy były duże, trwały ok. dwóch lat, w końcu urodzona w Dąbrowie Górniczej zawodniczka zawiesiła karierę – w 2021 r. Mówiła, że prawie każdy jej trening kończył się płaczem. Na szczęście udało się jej wrócić już po czterech miesiącach. Ale też szybko musiała stawić czoła innemu problemowi – bolące coraz mocniej kolano wymagało operacji.

Gra wyjątkowo inteligentnie, maskując niedobory siły, a korzystając z doskonałego talentu technicznego. Z doskonale „plastycznej” ręki, jak mówią fachowcy. Trenuje w Bielsku-Białej, gdzie klub założył polski miłośnik tenisa – Piotr Szczypka – zafascynowany słynnym czeskim systemem szkolenia (napisał nawet na ten temat doktorat). Maja Chwalińska trenuje od lat z czeskim szkoleniowcem Jaroslavem Machovskym.

Najlepsza przyjaciółka Igi Świątek

Iga Świątek mówi o Mai Chwalińskiej: „najlepsza przyjaciółka”. Są rówieśniczkami, znają się doskonale od dawna, od czasu, gdy obie miały po 10 lat. W 2015 r. – ponad dekadę temu! – zdobyły razem w deblu tytuł mistrzyń Europy młodzików. Gdy grają w reprezentacji Polski, internauci wychwytują wesołe obrazki z udziałem obu tenisistek tuż przy korcie.

Przy okazji zwycięstw Mai Chwalińskiej dostajemy też pretekst, by ukazać niezwykłe piękno przyjaźni – dwóch Polek, których tenisowe drogi potoczyły się tak odmiennie. Grały razem jako młode tenisistki, ale jedna następnie została megagwiazdą sportu, a druga walczyła z kontuzjami i depresją – i była właściwie nieobecna w światowym tenisie.

Dziś nadszedł jej wielki czas – obserwujemy, jak maksymalnie skoncentrowana dmucha charakterystycznie w dłoń przed kolejnym serwisem. Obie ręce ma w Paryżu bardzo „gorące”. Czarodziejskie zagrania następują jedno po drugim.