Problemy niemieckiej ikony motoryzacji. Porsche musi zwolnić 20 proc. załogi.
Porsche szykuje restrukturyzację. Po miesiącach negocjacji, niemiecki koncern zawarł ugodę ze związkowcami. Do 2035 r. pracę straci aż 9 tysięcy ludzi.

Związkowcy w Porsche zgodzili się na dodatkowe cięcia zatrudnienia pod warunkiem, że nie będą to zwolnienia przymusowe. Pięć tysięcy ludzi ma zrezygnować z pracy z własnej woli, choćby za pomocą programu dobrowolnych odejść – pisze CNBC.
Początkowo bowiem związkowcy – w lutym 2025 r. – zgodzili się na zwolnienie 3900 pracowników. W tym roku pozwolili zarządowi zwolnić kolejne 500 osób. Na koniec 2024 r. firma zatrudniała 42 600 pracowników.
Cięcia to sposób nowego szefa Michaela Leitersa na zrestrukturyzowanie Porsche. Producent luksusowych aut sportowych jest bowiem w tarapatach – załamał się bowiem rynek aut tego typu w Chinach, zatrzymała się też elektryfikacja aut koncernu.
Zresztą analitycy nie mają złudzeń co do przyszłości niemieckiej motoryzacji. – Cięcia zatrudnienia są nie do uniknięcia, by zredukować koszty. Powrót do silnego wzrostu w Chinach nie jest bowiem możliwy – tłumaczy Daniel Schwarz, analityk motoryzacyjny banku inwestycyjnego Metzler.
Ugoda ze związkami zawodowymi gwarantuje też, że Porsche nie zamknie fabryk w Niemczech do końca 2035 r. Zainwestuje też 2,1 miliarda euro w swoją główną fabrykę w Zuffenhausen (dzielnicy Stuttgartu) i w centrum badawcze w Weissach. Porozumienie już zaakceptowała rada nadzorcza firmy.
Problemy mają wszystkie niemieckie koncerny motoryzacyjne
Te zmiany to też element wielkich cięć, które były prezes Porsche, a obecny szef Volkswagena Oliver Blume zamierza wdrożyć w największym europejskim koncernie motoryzacyjnym. Cała grupa ma bowiem zwolnić do stu tysięcy pracowników. Możliwe jest też zamknięcie czterech niemieckich fabryk, w tym jednej należącej do Audi.
Problemy ma nie tylko zresztą Volkswagen. W tarapatach są też Mercedes i BMW, które także planują ciąć koszty i zatrudnienie.
Firmy te są w kłopotach na chińskim rynku. Przez krach w nieruchomościach, gwałtownie spadł popyt na luksusowe auta. A w tańszych segmentach, zwłaszcza na rynku elektryków, chińskie koncerny i startupy wygrywają tam z niemieckimi ceną i oferowanym wyposażeniem.
Podobna sytuacja powtarza się na rynku europejskim. Ofensywa chińskich marek staje się coraz silniejsza, a klienci – zwłaszcza ci, którzy kierują się głównie ceną – sięgają chętniej po znacznie tańsze auta z Dalekiego Wschodu.
Niemieckie firmy zostały też mocno ugodzone taryfami Donalda Trumpa. Cła te mocno podniosły koszty i obniżyły zyski firm, które muszą na amerykański rynek sprowadzać zarówno części, jak i gotowe samochody.