Władze polskiej spółki, z którą zerwali kontrakt Ukraińcy, mają poważne zarzuty

Władze spółki Control Process mają zarzuty doprowadzenia do niekorzystnego rozporządzenia mieniem przez pięć spółek miejskich oraz usiłowania wyłudzenia od nich ponad 16 mln zł – potwierdziła Prokuratura Regionalna w Łodzi. Spółka miała m.in. usiłować wyłudzić pieniądze za prace, których nie wykonała. Control Process to ta sama spółka, z którą ostatnio kontrakt zerwały władze Lwowa, co stało się punktem zapalnym w relacjach polsko-ukraińskich.

Sprawę zarzutów dla Control Process w Polsce jako pierwsza opisała Wirtualna Polska. Z jej ustaleń wynika, że prezes i wiceprezes spółki Control Process mieli startować w publicznych przetargach i wygrywać je dzięki nieprawdziwym informacjom, a potem żądać nienależnych pieniędzy.

Jak potwierdził PAP rzecznik Prokuratury Regionalnej w Łodzi Krzysztof Kopania, przedmiotem prowadzonego w niej śledztwa jest „usiłowanie doprowadzenia jednostek samorządu terytorialnego oraz innych podmiotów korzystających z funduszy Programu Operacyjnego Infrastruktura i Środowisko na lata 2014–2020 do niekorzystnego rozporządzenia mieniem” przez zamieszczenie w przedstawianych w toku prowadzonych w trybie zamówień publicznych postępowań ofertach informacji wprowadzających w błąd.

Podejrzani mieli informować w ofertach o zamiarze i możliwości korzystania z podwykonawców mających wiedzę i doświadczenie wymagane do realizacji wskazanego w zamówieniu przedsięwzięcia. Dzięki temu zawierano z nimi umowy obejmujące projektowanie i budowę obiektów. Zdaniem prokuratury nie zostały one wykonane.

Według Wirtualnej Polski pierwsze zarzuty jeszcze w lipcu 2022 r. postawiła wiceprezesowi spółki Control Process Prokuratura Okręgowa w Ostrowie Wielkopolskim, natomiast 4 marca Prokuratura Regionalna w Łodzi przedstawiła mężczyźnie kolejne pięć zarzutów czynów przestępczych, które miały być realizowane według tego samego schematu: spółka z grupy Control Process składała w przetargu finansowanym z unijnego Programu Infrastruktura i Środowisko fałszywe oświadczenia o dysponowaniu wykwalifikowanym personelem i podwykonawcami, wygrywała przetarg, a potem usiłowała wyłudzić zapłatę za prace, których nie wykonała.

Inwestycje objęte śledztwem Prokuratury Regionalnej w Łodzi miały być realizowane w Kole, Łowiczu, Jarocinie/Cielczy, Świętym Wojciechu/Międzyrzeczu i Starachowicach w latach 2017–2021.

Prok. Kopania poinformował, że w toku dotychczasowego śledztwa zarzuty usłyszeli prezes i wiceprezes zarządu spółek, które przedstawiały oferty wprowadzające w błąd zamawiających.

Prezes usłyszał zarzuty dotyczące złożenia – w celu uzyskania przez spółki zamówienia publicznego – nierzetelnych pisemnych oświadczeń, które miały istotne znaczenie dla wyboru ich oferty. Wiceprezesowi przedstawiono w trzech przypadkach również zarzuty usiłowania doprowadzenia zamawiających do niekorzystnego rozporządzenia mieniem.

Zdaniem śledczych spółki, które reprezentowali podejrzani, usiłowały wyłudzić od zamawiających ponad 16 mln zł.

Podejrzani nie przyznali się do zarzucanych im czynów i złożyli obszerne wyjaśnienia, które będą podlegały weryfikacji w toku dalszego śledztwa” – zaznaczył rzecznik Prokuratury Regionalnej w Łodzi.

Control Process to spółka, którą w obrone w sporze z władzami Lwowa wzięli polscy politycy

Control Process to ta sama spółka, o której zrobiło się głośno, gdy w maju 2026 r. władze Lwowa jednostronnie zdecydowały się zerwać z nią kontrakt na budowę kompleksu przetwarzania odpadów.

Obie strony tego konfliktu oskarżają się wzajemnie o niedopełnienie zobowiązań. Control Process – jak pisał m.in. Business Insider – ma w tej sprawie argumenty w postaci wygranych przed sądem arbitrażowym.

W tym sporze polską spółkę wzięli w obronę również polscy politycy. Opozycja zarzucała rządowi Donalda Tuska brak skuteczności w obronie interesów polskiego biznesu. Przedstawiciele rządu krytykowali z kolei mera Lwowa Andrija Sadowego, który nie został zaproszony na Konferencję na rzecz Odbudowy Ukrainy (URC) w Gdańsku.

M.in. pytany przez WP o sprawę Control Process minister energii Miłosz Motyka miesiąc temu stwierdził, że „jeżeli sprawa tej firmy trafiłaby do arbitrażu, wygrałaby”. Jak dodał, po to też są wzajemne spotkania, żeby zwracać stronie ukraińskiej uwagę „na takie przypadki". Teraz, w odpowiedzi na pytanie WP, Miłosz Motyka przyznał, że stając w obronie tej spółki, nie wiedział o polskich zarzutach wobec niej.

Inni zabierający głos w sprawie politycy, m.in. minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski, na obecną chwilę nie skomentowali sprawy polskich zarzutów wobec Control Process.

Czytaj więcej: Lwów kontra polska firma. Spór o dużą inwestycję robi się coraz ostrzejszy

Źródło: PAP, XYZ