Pierwszy skład
Najlepszy matematyk wśród sportowców, powrót sportu do Rosji i wielki przegląd sportowego Instagrama
Byliśmy pewni, że nikt w tym tygodniu nie zaimponuje nam bardziej niż futbolista amerykański John Urschel, który rozwiązał… wielki problem matematyczny. Ale bramkarka Kinga Seweryn zagrała z Belgijkami tak, jakby też miała coś wspólnego z pierwiastkami. Boskimi.
Audio generowane przez AI. Może zawierać błędy.
Ten tekst jest częścią Pierwszego składu – newslettera dla tych, którzy chcą rozumieć sport szerzej niż przez wyniki.
Top story
Trwa niezwykle zacięta faza pucharowa bejsbolowej ligi MLB. Nie będziemy jednak Wam opowiadać o pięknych rzutach czy spektakularnych odbiciach, bo nie to jest najbardziej emocjonującym elementem rozgrywek. W tym roku największą uwagę kibiców przyciągają bowiem... pieniądze.
W grze o mistrzostwo zostały tylko cztery drużyny: jedna obrzydliwie bogata i trzy biedne. Los Angeles Dodgers w tym roku na pensje swoich zawodników przeznaczają 338 mln dolarów. To więcej niż trzy pozostałe zespoły razem wzięte.
Milwaukee Brewers, którzy w momencie pisania tego tekstu prowadzą w serii przeciwko Dodgers, mają skład zarabiający w sumie 138 mln dolarów. Tampa Bay Rays i Cleveland Guardians, rywale w drugiej parze półfinałowej, przeznaczają na płace kolejno 98 i 74 mln dolarów.

To właśnie sukcesy tych trzech drużyn, znajdujących się w trzeciej dziesiątce ligi pod względem wartości składu, mocno komplikują przyszłość MLB i mogą doprowadzić do wielomiesięcznego przerwania rozgrywek. Im lepiej im idzie, tym dłużej kibice będą musieli żyć bez meczów w przyszłym roku. Stąd te gigantyczne emocje.
Już tłumaczymy, o co chodzi. Wraz z końcem obecnego sezonu wygasa dotychczasowa umowa w ramach układu zbiorowego pracy między właścicielami ligi a zawodnikami. W najbliższą zimę, jak co kilka lat, przedstawiciele MLB i związku zawodowego zawodników będą negocjować wszelkie zasady dotyczące rozgrywek, dopuszczonych zapisów w kontraktach itd.
W tym roku MLB uparła się, by wprowadzić zarówno dolny, jak i górny limit płac dla zawodników. Liga chce, by podobnie jak w NBA, NFL czy NHL kluby nie mogły wydawać na skład ani za mało, ani za dużo.
Oficjalnie celem jest wyrównanie poziomu rozgrywek i niedopuszczenie do sytuacji, w której jeden bogaty właściciel skupuje najlepszych zawodników z innych zespołów. Chodzi jednak też o to, że zarobki zawodników urosły do kosmicznych poziomów i limit płac powstrzymałby ten proceder.
Naturalnie – zawodnicy są kategorycznie przeciwko limitowi płac. Wiadomo, w praktyce chcą po prostu zarabiać możliwie jak najwięcej. Teraz jednak dostali argument w postaci Brewers, Guardians i Rays, że pieniądze wcale nie odgrywają decydującej roli, bo biedne zespoły też mogą osiągać sukcesy. Oskarżają ligę o chciwość i chęć ograniczenia zarobków.
Zapowiada się długa batalia i nie wiadomo, kiedy uda się osiągnąć kompromis, ale raczej na pewno nie przed planowanym startem przyszłego sezonu. Liga wysłała już klubom i zawodnikom przypomnienie, jakie zasady obowiązują w trakcie lockoutu, czyli przerwania rozgrywek z powodu braku nowej umowy w ramach układu zbiorowego pracy. Kluby nie mogą nawet wysyłać swoim bejsbolistom kartek świątecznych, bo może to zostać uznane za próbę manipulacji członkami związku zawodowego zawodników.
Na koniec ciekawostka. Nowym właścicielem Tampa Bay Rays – zespołu słynącego z efektywności i osiągającego sukcesy małym kosztem – jest Patrick Zalupski, amerykański biznesmen polskiego pochodzenia. Magnat nieruchomości kupił klub za 1,7 mld dolarów. Po kilku miesiącach rządów załatwił mu publiczne pieniądze na budowę nowego stadionu, a teraz politykom, którzy głosowali w tej sprawie, wpłacił po kilkaset tysięcy dolarów na kampanie wyborcze. Tak się robi biznes w Ameryce.

Zdjęcie tygodnia

Polskie piłkarki powalczą o awans na swój pierwszy w historii mundial. W półfinale baraży pokonały Belgię, a jedną z bohaterek dwumeczu była bramkarka Kinga Seweryn.
21-latka, która przed tym sezonem przeszła z GKS-u Katowice do Paris FC, wskoczyła między słupki za kontuzjowaną Kingę Szemik. W pierwszym spotkaniu z Belgią obroniła 10 strzałów, w tym rzut karny. W rewanżu w Gdańsku ponownie kilka razy zatrzymała Belgijki w bardzo groźnych sytuacjach, by w decydującej serii jedenastek odbić dwie piłki.
Aby zagrać na przyszłorocznym mundialu w Brazylii, Polki muszą teraz pokonać Irlandki. Oprócz tego trzeba liczyć, że potknie się któraś z wyżej notowanych od nas drużyn. Jeśli to nie nastąpi – w lutym nasze piłkarki czeka jeszcze jeden baraż z drużyną spoza Europy. Ktokolwiek to będzie, Polki będą faworytkami.
Awans na mistrzostwa świata byłby kolejnym krokiem w rozwoju kobiecej piłki w Polsce. A o tym, jak coraz prężniej rozwija się na świecie i jak nadrabia czas, gdy w wielu krajach była ignorowana, a nawet zwalczana, przeczytasz tutaj.

Nasze hity
- Zakłady bukmacherskie stały się nielegalne. W Brazylii. I na razie na kilka miesięcy. Tuż przed wyborami prezydenckimi ubiegający się o reelekcję Luiz Inácio Lula da Silva podpisał rozporządzenie, którym niemal z dnia na dzień zakazał obstawiania, korzystania z kasyn online i reklamowania hazardu.
Nas najbardziej zainteresował ten trzeci wątek, bo brazylijskie kluby piłkarskie wpadły w panikę. Wszystko przez to, że 37 z 40 zespołów grających w dwóch najwyższych ligach w Brazylii ma mniejsze lub większe umowy z bukmacherami. Umowy, których teraz nie może realizować, bo z dnia na dzień trzeba było zdjąć logotypy bukmacherów z koszulek, band wokół boiska i social mediów.
Część drużyn skrzyknęła się i zamierza dowodzić w sądzie, że państwo nie może tak nagle pozbawiać istotnego strumienia finansowania. Trzeba jednak oddać, że piłka jedynie dostaje rykoszetem, bo zakaz nie ma na celu wyrzucenia bukmacherów z piłki, a przeciwdziałanie uzależnieniu od hazardu, który jest w Brazylii realnym problemem. Pewnie dlatego większość pytanych w sondażu Brazylijczyków decyzję prezydenta pochwaliła.
O skali hazardowego problemu i o tym, jak kluby zamierzają zastąpić kontrakty ze zdelegalizowanymi sponsorami, piszemy tutaj. - Jakby zmian właścicielskich w angielskiej piłce było mało, szykują się kolejne. Rodzina Friedkinów ogłosiła, że jest gotowa sprzedać Everton. Raptem miesiąc temu Amerykanie zarządzający funduszem The Friedkin Group (TFG) rozpoczęli poszukiwania mniejszościowego akcjonariusza, a teraz nagle chcą się pozbyć wszystkich akcji. Oczywiście bez desperacji i pod warunkiem, że oferta kupującego będzie odpowiednia.
Po raz kolejny kibice „The Toffees” będą musieli przeżywać ten sam stres. W końcu Friedkinowie kupili klub niecałe dwa lata temu, po latach burzliwych rządów Farhada Moshiriego. Wokół tej zmiany właścicielskiej było wiele niepewności, ale Amerykanie uporządkowali finanse klubu i wyprowadzili go na prostą, zarówno pod kątem biznesowym, jak i sportowym. Po chwili spokoju nadchodzą kolejne zmiany.
Wokół całej sprawy pojawia się wiele wątpliwości. Dlaczego Friedkinowie nagle zdecydowali się na sprzedaż klubu? Kto go kupi i za jakie pieniądze? Czy sprzedaż może się udać w aktualnych warunkach rynkowych? Na te pytania i wiele innych dotyczących Evertonu odpowiadamy w naszym najnowszym tekście z serii „Wyspa Futbolu”. - Reprezentacje Rosji wracają stopniowo do międzynarodowego sportu – o tym zapewne Państwo słyszeli. W przyszłym roku Rosja zagra już np. w siatkarskiej Lidze Narodów (choć jeszcze nie na MŚ). Nowością jest natomiast fakt, że wielki sport zaczyna wracać do Rosji.
W grudniu w Jekaterynburgu odbędzie się walka bokserska Rosjanina Dmitrija Biwoła z Brytyjczykiem Callumem Smithem. Sankcjonują ten pojedynek duże bokserskie federacje – Biwoł jest mistrzem świata wagi półciężkiej organizacji IBF, WBA i WBO. Jest też wielką gwiazdą brytyjskiej grupy Matchroom, więc mamy nadzieję, że jej szef Eddie Hearn będzie musiał zmierzyć się z niejednym trudnym pytaniem.
Boks psuje swój wizerunek, a przecież w świecie coraz popularniejszych freak fightów mógłby – w kontrze do nich – budować obraz sportu z zasadami. Tak przynajmniej uważa Andrzej Wasilewski, główny twórca boksu zawodowego w Polsce. Przyznaje, że freak fighty odciągnęły od pięściarstwa sporą grupę kibiców, ale przy okazji „zabrały też patologie”.
– I boks może stać się teraz sportem walki klasy premium. Potrzebuje tylko odpowiedniej promocji. Jeśli pokażemy nasz sport jako szlachetną sztukę walki na pięści, będziemy mogli skutecznie rywalizować z freak fightami o nowych kibiców – mówił nam Wasilewski.
O jego planach tworzenia „Boksu 2.0” możesz przeczytać tutaj.

Bohater tygodnia
Tym razem naszym bohaterem tygodnia jest John Urschel. Niech Was jednak zdjęcie nie zmyli. Kanadyjczyk, który większość życia spędził w USA, zasłużył na to wyróżnienie w inny sposób niż dobrą grą. Zaimponował nam tym, że… rozwiązał wieloletni problem matematyczny dotyczący eliminacji Gaussa.

John Urschel udowodnił, że komputery nie mylą się przy rozwiązywaniu gigantycznych układów równań. Współczesne maszyny radzą sobie z milionami danych (np. przy prognozowaniu pogody), ale ze względu na zaokrąglanie liczb istniało ryzyko, że małe błędy urosną w trakcie obliczeń do ogromnych rozmiarów i całkowicie zniekształcą wynik.
Nasz bohater w pracy „On the Growth Factor of Random Matrices” dostarczył oficjalny dowód matematyczny, na który świat nauki czekał ponad 30 lat. Wykazał, że błędy w praktyce niemal nigdy nie wymkną się spod kontroli. Dał tym samym gwarancję, że jeden z najważniejszych algorytmów na świecie jest w pełni bezpieczny i stabilny.
Oczywiście, na takie osiągnięcia potrzeba trochę czasu, więc, jak się pewnie domyślacie, John Urschel nie jest już futbolistą. Zakończył karierę w 2017 r., po trzech latach spędzonych w NFL jako zawodnik Baltimore Ravens. Wcześniej grał w drużynie Uniwersytetu Penn State, jednej z najpopularniejszych w USA.
Przez długi czas łączył sport z nauką. Na studiach co weekend grał mecze przed dziesiątkami tysięcy kibiców, a mimo to ukończył studia magisterskie i wygrał jeden z najbardziej prestiżowych konkursów matematycznych w USA.
Po przejściu do NFL początkowo zajmował się matematyką hobbystycznie, ale po dwóch pełnych sezonach uznał, że zapisze się na studia doktoranckie na prestiżowej uczelni MIT, która przygotowała dla niego specjalny program dostosowany do ograniczeń czasowych związanych z grą w futbol.
Do wypalenia wystarczył jednak rok łączenia tych dwóch aktywności. John Urschel zdał sobie sprawę, że nie jest w stanie łączyć kariery futbolowej i naukowej, bo nie ma wtedy czasu dla bliskich. Musiał więc postawić na jedno i wygrała matematyka. Częściej brakowało mu matematyki na futbolowym boisku niż futbolu na korytarzach MIT. Zawiesił więc kask na kołku i w cztery lata ukończył doktorat, a dwa lata później, już jako profesor, zaczął uczyć studentów o macierzach i spektralnej teorii grafów.

Liczba tygodnia
679,7 mln
Tylu obserwujących zgromadził na swoim instagramowym profilu Cristiano Ronaldo. Żaden sportowiec nie ma w sieci większego grona fanów. Drugie miejsce – z 517,1 mln obserwujących ma Leo Messi, a trzecie – 271,1 mln – Virat Kohli, krykiecista z Indii. Obecność w TOP 3 akurat krykiecisty dla wielu może być zaskoczeniem, ale jednocześnie pokazuje, jaki status ma ten sport w najludniejszym kraju na świecie.
Michał Kulbacki i Marek Skawiński, którzy podjęli się analizy sportowego Instagrama, znaleźli znacznie więcej takich smaczków. Ot, chociażby taki, że najpopularniejsi siatkarze świata pochodzą z Japonii (o jednym z nich, Ranie Takahashim, swego czasu pisaliśmy), a najchętniej podglądanym w internecie lekkoatletą wcale nie jest Armand Duplantis. Można też zobaczyć, którzy polscy sportowcy królują na Instagramie.
Z analizy wynika, że co do zasady konta sportowców-mężczyzn cieszą się większą popularnością niż konta sportowców-kobiet. Ale są od tej zasady interesujące wyjątki.

Czy wiesz, że…
… aż 14 spośród 15 polskich siatkarzy, którzy zdobyli we wrześniu mistrzostwo Europy, gra w polskiej lidze? Ciekawa rzecz w naszym sportowym świecie – raczej przywykliśmy, i to nie tylko dzięki piłkarzom, że najzdolniejsi nasi reprezentanci szybko przenoszą się na Zachód.
Liga startuje w piątek. Tytułu broni Aluron CMC Warta Zawiercie. Klub nadal nie ma porządnej hali, ale jest jeszcze mocniejszy niż w zeszłym sezonie: sprowadził z Turcji Tomasza Fornala, a z PGE Projektu Warszawa – Jakuba Kochanowskiego.
Projekt oddał Kochanowskiego, ale bynajmniej nie jest słabszy. Do warszawskiej drużyny dołączył Yuri Romanò, reprezentant Włoch, mistrz świata sprzed roku i najlepszy atakujący tej imprezy. Mocniejsza jest także Bogdanka Luk Lublin, wicemistrz z zeszłego sezonu. Do ekipy Wilfredo Leona dołączył wspomniany w rubryce „Liczba tygodnia” japoński gwiazdor Ran Takahashi.
Szykują się niezłe grzmoty. Red Bull przygotował nawet specjalną akcję – w każdym meczu ligi system komputerowy będzie wychwytywał asy serwisowe posłane z prędkością co najmniej 100 km/h. Najszybsze takie zagrywki będą następnie wyróżniane.
– W przypadku pojedynczego spotkania decydować będzie po prostu prędkość asa. Zagrywkę miesiąca wskażą zaś w głosowaniu kibice. Na koniec sezonu wyróżnimy dwa asy: jedną klasyfikację wygra ten najszybszy, a drugą ten wskazany przez kibiców – mówił nam Artur Popko, prezes Polskiej Ligi Siatkówki.

Fot. Mark Fredesjed Cristino/Getty Images

Posłuchaj podcastu
Jeszcze miesiąc potrwa obecny sezon wyścigów konnych na Służewcu. Może to dobra okazja, by przejść się na tor i zobaczyć, jak to wszystko wygląda na żywo?
Wyścigi konne mają w Polsce metkę ekstrawaganckiego, może nawet trochę snobistycznego hobby. Tymczasem, jak przekonuje dyrektor Toru Służewiec Paweł Rabantek, to dobra rozrywka dla każdego. Jedni szukają adrenaliny (i pieniędzy), obstawiając gonitwy. Drudzy korzystają z nieszablonowej okazji do networkingu czy spędzenia czasu ze znajomymi. Jeszcze inni przychodzą z ciekawości – zwłaszcza, że wejściówki są niedrogie, a na niektóre wydarzenia nawet darmowe.

Na Wielką Warszawską, najważniejszą gonitwę sezonu na Służewcu, przyszło w tym roku ponad 18 tys. osób. To rekordowy w ostatnich latach, który przełożył się też na rekordowe zyski.
Ale Służewiec to nie tylko konie. Na 138 hektarach dzieje się znacznie, znacznie więcej, o czym posłuchasz w nowym odcinku podcastu „Sport to pieniądz”.
To wydanie newslettera Pierwszy Skład. Chcesz otrzymywać kolejne prosto na swoją skrzynkę? Zarządzaj zapisem na newslettery XYZ tutaj.