Rysa na szkle. Dlaczego koniunktura w budownictwie odstaje od reszty gospodarki?
Z polskiej gospodarki w ostatnim czasie napływają głównie pozytywne dane. Nie inaczej jest tym razem. GUS podał, że produkcja przemysłowa w lipcu br. wzrosła o 5,1 proc. r/r. Z kolei w najważniejszej części przemysłu, czyli przetwórstwie, była wyższa o 4,4 proc. r/r. To wynik nieco słabszy niż w czerwcu, kiedy wzrost wyniósł 6,2 proc., ale nadal bardzo dobry.
Potwierdza to siłę przetwórstwa, o której niedawno pisaliśmy, szczególnie biorąc pod uwagę, że koniunktura w strefie euro pozostaje słaba. Jednocześnie w wielu branżach polskie firmy mierzą się z bardzo silną konkurencją ze strony chińskich producentów.
Jeden element nie pasuje do obrazu szybko rozpędzającej się polskiej gospodarki. Jest nim budownictwo. Według danych GUS w lipcu produkcja budowlano-montażowa spadła o 2,2 proc. r/r. To spore negatywne zaskoczenie, ponieważ jeszcze w czerwcu wzrosła o 5,2 proc. Można było więc sądzić, że po wielu „falstartach” długo oczekiwane ożywienie w budownictwie wreszcie nabiera trwałego charakteru.
W lipcu słabo wypadły wszystkie trzy segmenty budownictwa. W budowie budynków, obejmującej m.in. budownictwo mieszkaniowe, produkcja spadła o 1,8 proc. r/r. W segmencie obiektów inżynierii lądowej i wodnej była niższa o 0,2 proc. r/r, a w robotach budowlanych specjalistycznych – aż o 6,4 proc.
Łącznie od stycznia do lipca produkcja budowlano-montażowa była o 2,5 proc. niższa niż przed rokiem.
Optyka XYZ
Skąd ta słabość? Największe rozczarowanie przynoszą inwestycje infrastrukturalne. To właśnie tam płyną środki z Krajowego Planu Odbudowy (KPO) oraz z regularnego budżetu UE. W danych o produkcji budowlano-montażowej wciąż trudno jednak dostrzec efekty tej fali pieniędzy.
Przyczyn jest kilka. Po pierwsze, realizowane obecnie projekty są bardziej złożone niż w przeszłości. W uproszczeniu: zamiast kolejnych kilometrów dróg coraz większą część portfela inwestycji stanowią skomplikowane przedsięwzięcia energetyczne, takie jak elektrownia jądrowa, oraz transportowe, takie jak CPK. To w naturalny sposób wydłuża proces inwestycyjny i zwiększa podatność projektów na opóźnienia.
Osobnym problemem są przepisy dotyczące zamówień publicznych. Dobrym przykładem jest wielokrotnie opisywana na łamach XYZ sprawa dotycząca kontraktu na budowę Rail Baltica. W skrócie: konsorcjum Mirbud-Torpol zostało wykluczone z postępowania dotyczącego największego w historii Polski kontraktu kolejowego na odcinku Białystok-Ełk, którego wartość miała przekroczyć 4,5 mld zł. Przyczyna? Przed laty na Mirbud nałożono karę środowiskową w wysokości… 15 tys. zł, o której spółka nie wspomniała w dokumentach składanych wraz z ofertą. Obecnie sprawą zajmuje się sąd, a przeciągający się spór może opóźnić rozpoczęcie inwestycji.
Aby przyspieszyć największe inwestycje infrastrukturalne, rząd kilka dni temu zaproponował specjalną ustawę. Wobec opisanych wyżej problemów kierunek wydaje się uzasadniony, choć skuteczność nowych rozwiązań będzie można ocenić dopiero za jakiś czas.
Środki przeznaczone na infrastrukturę transportową, energetyczną i obronną są na tyle duże, że prędzej czy później powinny przełożyć się na wyraźne ożywienie produkcji budowlano-montażowej. Na razie między zapowiedziami inwestycyjnego boomu a twardymi danymi wciąż pozostaje wyraźna luka.