Komisja Europejska krytykowana za wysłanie komisarz na posiedzenie Rady Pokoju
Rzecznicy Komisji Europejskiej musieli bronić w czwartek decyzji organu, by wysłać na pierwsze posiedzenie Rady Pokoju komisarz UE. Jej obecność na szczycie skrytykowały m.in. Francja, Hiszpania i Portugalia.
W czwartek przed godz. 16 czasu polskiego rozpoczęło się w Waszyngtonie pierwsze posiedzenie powołanej przez prezydenta USA Donalda Trumpa Rady Pokoju. Pojawiła się na nim komisarz UE ds. regionu śródziemnomorskiego Dubravka Szuica.
Jej obecność na szczycie nie spodobała się niektórym europejskim stolicom. Francja, Hiszpania i Portugalia wytknęły, że decyzja nie została skonsultowana z krajami UE, a Komisja nie ustala samodzielnie polityki zagranicznej Unii Europejskiej. Wskazały także, że wysłanie przedstawiciela na posiedzenie Rady Pokoju – nawet jeśli Komisja ogłosiła, że nie uznaje tego formatu – może zostać odebrane jako jej legitymizacja.
Przeczytaj więcej: W Europie jest niewielu entuzjastów Rady Pokoju. Gros zaproszonych krzywo patrzy na pomysł Donalda Trumpa
Komisja Europejska odpiera zarzuty
– Obecność komisarz Szuicy w Waszyngtonie nie oznacza, że popieramy Radę Pokoju. Nadal wyrażamy obawy co do niektórych kwestii z nią związanych, ale uważamy za ważne, byśmy byli obecni przy stole negocjacyjnym, jeśli chodzi o Strefę Gazy – powiedziała rzeczniczka KE Paula Pinho.
Rzeczniczka przyznała, że Komisja nie konsultowała wyjazdu komisarz. Wyjaśniła jednak, że jej obecność na szczycie wynika z zaproszenia, które osobiście otrzymała od amerykańskiej administracji przewodnicząca KE Ursula von der Leyen.
– Uważamy, że mamy tu do odegrania ważną rolę, zwłaszcza że UE jest największym dostawcą pomocy dla Palestyńczyków, zarówno w zakresie pomocy długoterminowej i na rzecz odbudowy, jak i pomocy humanitarnej – poparł ją Guillaume Mercier, rzecznik KE ds. partnerstw międzynarodowych i regionu śródziemnomorskiego. Podkreślił, że komisarz pojechała do Waszyngtonu jako obserwatorka, więc nie czyni to Komisji członkiem Rady Pokoju.
Rada Pokoju to ciało, którego pomysłodawcą jest prezydent USA. Początkowo miała ona skoncentrować się jedynie na zarządzaniu Strefą Gazy po zawieszeniu broni. Później jednak plany stały się bardziej ambitne – Rada miałaby zająć się kolejnymi konfliktami. Pojawiły się również sugestie, że w przyszłości Rada mogłaby zastąpić ONZ.
Zaproszenia do Rady otrzymali m.in. prezydent Rosji Władimir Putin, Chin – Xi Jinping i Białorusi – Aleksandr Łukaszenka, a także zachodni przywódcy.
Czwartkowe inauguracyjne posiedzenie zgromadziło przedstawicieli 49 państw, w tym większość w charakterze obserwatora. Kilkanaście krajów jest reprezentowanych na szczeblu głowy państwa lub szefa rządu. To m.in. Argentyna, Bahrajn, Katar, Kazachstan, Uzbekistan, Indonezja, Albania, Egipt, Węgry, Rumunia, Armenia czy Kambodża.
Polskę reprezentuje w roli obserwatora szef Biura Polityki Międzynarodowej Marcin Przydacz. W środę 11 lutego premier Donald Tusk poinformował, że Polska „w obecnych okolicznościach” nie przystąpi do Rady Pokoju, ale „nie wyklucza żadnego scenariusza”.
Źródło: PAP, XYZ
Fot. Nicolas Economou/NurPhoto via Getty Images)