Gaz bardziej wrażliwy na wojnę na Bliskim Wschodzie niż ropa

Rynek gazu jest bardziej wrażliwy na konflikt na Bliskim Wschodzie niż rynek ropy – zapewniają analitycy Polskiego Instytutu Ekonomicznego. To efekt braku infrastruktury do przesyłania gazu.

Dla Unii Europejskiej, w tym Polski, zagrożeniem nie jest brak bezpieczeństwa dostaw ropy i gazu, tylko skutki wzrostu ich cen. Według Goldman Sachs mogą pójść one w górę nawet o 130 proc.

Przeczytaj więcej: Konflikt na Bliskim Wschodzie podbija ceny. Żywność i paliwa mogą zdrożeć

Znaczna część ropy naftowej trafia do UE z Norwegii i Stanów Zjednoczonych. Tymczasem kraje dotknięte blokadą Cieśniny Ormuz eksportowały do Unii tylko 7 proc. całości dostaw surowca. Największym eksporterem z regionu jest Arabia Saudyjska – 48 proc. ropy dostarczanej do Polski pochodziło w 2025 r. z tego kraju. Większość jednak omijała cieśninę.

„Wzrost cen ropy może jednak zostać częściowo zneutralizowany zapowiadanym wzrostem wydobycia ropy przez państwa OPEC+ od kwietnia. Jednak ryzyko znacznego wzrostu inflacji i wystąpienia konsekwencji gospodarczych z tym związanych rośnie w sytuacji przedłużania się konfliktu” – oceniają eksperci PIE.

Przeczytaj też: Ceny ropy idą w górę. Zapowiedzi USA nie pomagają

Analitycy zauważają, że funkcjonujące na Bliskim Wschodzie ropociągi pozwalają częściowo omijać Cieśninę Ormuz.

Takiej infrastruktury nie ma jednak dla eksportu gazu z regionu, szczególnie z Kataru. Dlatego konsekwencje na rynku gazu są poważniejsze niż na rynku ropy naftowej. Ponadto problemem mogą okazać się ograniczone możliwości magazynowania surowców, a w konsekwencji wstrzymanie produkcji” – tłumaczą.

Eksperci przypominają jednak, że w III kw. 2025 r. niemal 60 proc. skroplonego gazu ziemnego (LNG) trafiło do UE z USA, a jedynie 6 proc. z Kataru. Jak dodali, w przypadku Polski było to 16 proc.

Źródło: PAP