Kryzys paliwowy w Rosji coraz większy. Bójki na stacjach, „pomoc humanitarna" z Kazachstanu

Rosja ma ropę, ale najwyraźniej zaczyna jej brakować benzyny. Sam Władimir Putin przyznał, że są problemy z zaopatrzeniem stacji paliwowych, które praktycznie dotyczą już prawdopodobnie niemal całego kraju. Moskwa w desperacji sprowadza paliwo z Indii czy Kazachstanu i szuka kolejnych dostawców, podczas gdy ukraińskie drony nieprzerwanie i metodycznie uderzają w rafinerie i inną infrastrukturę energetyczną. Coraz więcej sygnałów wskazuje, że tzw. sankcje dalekiego zasięgu przynoszą wymierny skutek i stają się jednym z najpoważniejszych skutków wojny odczuwanych przez zwykłych Rosjan z dala od frontu.

Gdy w niedzielę Władimir Putin publicznie oświadczył, że w niektórych regionach kraju występują przejściowe problemy z dostawami paliw, dla obserwatorów był to czytelny sygnał, że paliwowe kłopoty w Rosji są zbyt duże, aby można było ich na najwyższym szczeblu w ogóle nie zauważać.

Analitycy nie mają też wątpliwości, że problemy nie są przypadkowe.

Ropa „wstawała z kolan" dzięki eksportowi ropy i gazu. Teraz importuje benzynę

Rosja przed wojną posiadała jeden z największych na świecie systemów rafinacji ropy naftowej, który nie tylko w pełni odpowiadał na wewnętrzne zapotrzebowanie, ale też był istotną częścią rosyjskiego eksportu.

Obecnie zdolności rosyjskich rafinerii są nie tylko znacząco niższe niż przed atakiem na Ukrainę w lutym 2022 r., Znaczna część produkcji idzie na potrzeby kosztownej (także paliwowo) inwazji. Ile dokładnie, nie wiadomo, bo zużycie paliw przez samą armię na froncie jest ściśle chronioną tajemnicą państwową, ale analitycy wskazują, że Rosja może lada moment realnie stać przed wyborem, czy wysyłać paliwo na front, czy dostarczyć je rolnikom, aby zebrać plony.

To, co wiadomo jest na pewno, to że Rosja niedawno przywróciła zawieszony wcześniej zakaz eksportu produktów rafineryjnych za granicę.

Jak zauważył Reuters, Rosja została też zmuszona zacząć importować benzynę z Indii, kraju, który – podobnie jak Polska – przerabia głównie ropę z importu.

Głównym dostawcą ropydla Indii jest Rosja, które ze względu na sankcje musi ją oferować po znacznie niższej cenie.

Kontrakt na baryłkę ropy Ural wraz ze spadkiem cen na światowych rynkach obecnie szybko zmierza do granicy 50 dolarów za baryłkę. Znajduje się obecnie na poziomie nieco powyżej 51 dolarów, gdy za kontrakt na ropę WTI płaci się ok. 68,5 dolara, Brent - blisko 72 dolary.

Rosyjski budżet na 2026 rok opiera się na założeniu, że średnia cena ropy Urals wyniesie 59 dolarów za baryłkę.

Na teraz ta średnia utrzymuje się parę dolarów wyżej, głównie za sprawą skoku cen po ataku USA na Iran i warunkowym zawieszeniu przez USA części sankcji wymierzonych w rosyjski przemysł naftowy, aby – jak twierdzi administracja USA – utrzymać ceny na światowych rynkach w ryzach. Jednak jeśli prognozy dalszych spadków się utrzymają, cena rosyjskiej ropy może na koniec roku spaść poniżej tej kluczowej granicy, która umożliwia w ogóle spięcie rosyjskiego budżetu.

Tymczasem w trakcie paliwowego kryzysu Rosja eksportuje tanią ropę od Indii i kupuje od niej już przetworzone produkty rafineryjne znacznie drożej.

Do Rosji, której dzienne potrzeby to ok. 110 tys. ton benzyny, miało trafić już ok. 60 tys. ton benzyny z Indii. Jak podał Reuters, Rosja może też zwiększyć import z Białorusi, która już wysłała do Rosji w czerwcu znacznie więcej benzyny niż jeszcze w maju.

Z kolei Kazachstan miał zgodzić się na przekazanie Rosji 50 tys. ton benzyny w ramach "pomocy humanitarnej".

We wtorek rzecznik prasowy Kremla Dmitrij Pieskow potwierdził, że Rosja "rozpoczęła negocjacje z innymi krajami dotyczące importu produktów naftowych". Jak wyjaśnił, ma to na celu ograniczenie "panicznego popytu" i ustabilizowanie rynku krajowego.

W rosyjskim internecie krążą nagranie kłótni w kolejkach po benzynę, które czasem kończą się nawet bójką

Kryzys zauważony na najwyższym szczeblu musiał już wcześniej uprzykrzać życie zwykłym Rosjanom.

Doniesienia o problemach z dostępem do paliwa na stacjach w tym tygodniu płyną z różnych części kraju. Benzyna przebija granicę 100 rubli ok. 1,3 dolara) za litr, co dla Rosjan, zarabiających statystycznie jedną trzecią tego, co na przykład zarabiają Polacy, jest bardzo dużym wydatkiem. Tym bardziej pewnie bolesnym, gdy ma się świadomość, że mieszka się kraju, który posiada jedne z największych na świecie zasobów ropy.

Czytaj także: Polska gospodarka na tle rosyjskiej. Ta prognoza może zaskoczyć

To Europejczycy, jak grzmiała rosyjska propaganda, mieli zabijać się na stacjach w walce o kanister benzyny. Tymczasem takie obrazki można oglądać w nagraniach z Rosji i terytoriów okupowanych, gdzie Rosjanom stojącym w długich kolejkach po benzynę wyraźnie puszczają nerwy.

Wedle stanu z zeszłego czwartku, w co najmniej 56 regionach, czyli niemal w całej Rosji, wprowadzono reglamentację benzyny („The Moscow Times").

Jak podała wczoraj gazeta.ru, w obwodzie nowosybirskim sytuacja jest tak trudna, że gubernator ogłosił, że w pierwszej kolejności w benzynę będą zaopatrywane pojazdy użyteczności publicznej i służby ratunkowe. Zaapelował też do mieszkańców, aby wakacyjne podróże przełożyli „na potem".

Czytaj także: Na „stacji benzynowej udającej państwo” zaczyna brakować paliwa. Tak Ukraina trafia Rosję

Wyjątkowa skuteczność ukraińskich ataków na rosyjską infrastrukturę

Co się stało? Chociaż w oficjalnych kanałach wskazuje się na "problemy logistyczne", nikt z obserwatorów nie ma wątpliwości, że za kłopotami stoją zachodnie sankcje, przede wszystkim utrudniające różnego rodzaju naprawy i konserwacje. Rosja od zawsze bazowała w tym przypadku na technologiach zachodnich i nie przewidziała, że po ataku na Ukrainę może te technologie utracić. Jednak największy problem stwarzają – jak określa je prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski – ukraińskie „sankcje dalekiego zasięgu".

Ukraińcy już od paru lat atakują rosyjskie rafinerie i inne obiekty paliwowej infrastruktury, a z miesiąca na miesiąc czynią to coraz bardziej skutecznie.

Paradoksalnie, przerwanie pomocy ze strony USA, które nastąpiło niemal całkowicie zaraz po tym, jak prezydentem został Donald Trump, przyspieszyło rozwój wewnętrznej produkcji. Ukraina jest obecnie nie tylko technologicznym liderem na skalę świata, jeśli chodzi o produkcję dronów wojskowych, ale zaczęła też produkować m.in. rodzime rakiety dalekiego zasięgu.

Czytaj również: Ukraińcy mają w zasięgu jedną czwartą Rosji. Jakie mogą być kolejne cele dronów?

Jak donoszą ukraińskie media, powołując się na Siły Systemów Bezzałogowych Sił Zbrojnych Ukrainy (SBS), skuteczność ataków z powietrza tylko od początku roku w czerwcu wzrosła o 1150 proc.

We współdziałaniu z innymi jednostkami ukraińskiej armii SBS przeprowadziły w czerwcu 2359 misji o zasięu 500-2000 km (Deep Strike). Trafiono 172 obiekty przemysłu zbrojeniowego i energetycznego.

Wśród kluczowych w tym miesiącu ataków wymienia się  Astrachańskie Zakłady Przetwarzania Gazu, rafinerie Ilską, Afipską, Nowokujbyszewską, Moskiewską, Słowiańską oraz zakład „Łukojl-Niżegorodnieftieorgsintiez” (atakowany dwukrotnie). Uszkodzone zostały również bazy paliw „Peterhofska”, „Rossosz”, „Surowikińska” oraz terminale w Petersburgu.

https://twitter.com/saintjavelin/status/2071171636154257438/video/1

Te ataki szczególnie doskwierają siłom okupanta na Krymie, który został w ostatnich tygodniach praktycznie odcięty od dostaw paliw. Krym ma także w ostatnich tygodniach problemy z elektrycznością, a nawet – dostępem do wody.

Czytaj także: