Branża gastronomiczna zadłużona na 340 mln zł. „Często zaczyna się od małych zaległości”

Długi sektora HoReCa i turystyki wzrosły do niemal 530 mln zł. Sama branża gastronomiczna jest zadłużona na 340 mln zł. „Problemy nie zawsze zaczynają się od jednej dużej faktury. Często wcześniej pojawia się wiele niewielkich zaległości” – podkreśla ekspertka.

W Krajowym Rejestrze Długów widnieje obecnie 16 tys. firm z sektora HoReCa (hotele, restauracje, catering) i turystyki. Mają w sumie niemal 122 tys. nieuregulowanych zobowiązań, których łączna wartość sięga 527 mln zł.

Choć w porównaniu z ubiegłym rokiem przybyło „tylko” 114 dłużników, to zadłużenie wzrosło o 10 proc. Dziś na jedną firmę przypada średnio 32,9 tys. zł zaległości.

Pogorszyła się też sytuacja finansowa sektora. Podczas gdy w ubiegłym roku wysokie oceny wiarygodności płatniczej otrzymało 69 proc. firm z sektora HoReCa oraz 92 proc. przedsiębiorstw sektora turystyki, dziś jest to odpowiednio 58 proc. i 85 proc.

„Przychody muszą wystarczyć nie tylko na bieżące funkcjonowanie, ale też na spłatę wcześniejszych zobowiązań. Dlatego nawet dobry sezon nie musi wystarczyć do odbudowania płynności finansowej” – zwraca uwagę prezes Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej Adam Łącki.

Branża gastronomiczna ma 340 mln zł długu

Jak się okazuje, za 340 mln zł długów odpowiada branża gastronomiczna. Zobowiązania hoteli i obiektów noclegowych sięgają 58 mln zł, a firm cateringowych – 49 mln zł.

Spośród 16 tys. zadłużonych firm prawie 9 tys. to jednoosobowe działalności gospodarcze. Ich łączne zobowiązania wobec wierzycieli wynoszą 279 mln zł.

Najmocniej zadłużone są firmy z Mazowsza, gdzie zaległości sięgają 124 mln zł. Najmniej zadłużone są z kolei przedsiębiorstwa z województwa świętokrzyskiego – łącznie muszą one zwrócić wierzycielom niecałe 6,9 mln zł.

Firmy mają najwięcej zaległości – 164 mln zł – wobec funduszy sekurytyzacyjnych, które odkupiły długi od pierwotnych wierzycieli. Dalej są instytucje finansowe (159 mln zł), przedsiębiorstwa energetyczne (70 mln zł) i firmy telekomunikacyjne (17 mln zł).

Polecamy: Wychodzenie z długów ma być prostsze, szybsze i mniej uciążliwe. Rząd chce zmian w Prawie upadłościowym

Nie zawsze zaczyna się od dużej faktury

Jak podkreśla ekspertka, problemy z płynnością nie zawsze zaczynają się od jednej dużej, niezapłaconej faktury.

Często wcześniej pojawia się wiele niewielkich zaległości – za energię, telefon, terminal czy inne usługi potrzebne do codziennego prowadzenia biznesu” – mówi ekspertka Rzetelnej Firmy Alicja Łacina.

Jej zdaniem, jeśli przedsiębiorca zaczyna odkładać takie płatności, powinien być to sygnał ostrzegawczy dla kontrahenta.

Źródło: PAP