Chińskie firmy przejmują europejskie fabryki

Europejscy producenci samochodów coraz częściej rozważają sprzedaż fabryk chińskim partnerom, co ma ratować miejsca pracy, ale może wzmacniać konkurencję z Chin.

Koncern Stellantis analizuje sprzedaż części zakładu w Hiszpanii, a podobne rozmowy prowadzą inne globalne marki. To kolejny etap zmian w przemyśle motoryzacyjnym w Europie.

Presja rynku i ekspansja chińskich producentów

Europejski rynek motoryzacyjny nie odbudował się po pandemii COVID-19, a fabryki producentów samochodów pracują średnio na około 50 procent mocy produkcyjnych. Jednocześnie branża mierzy się z rosnącą presją ze strony chińskich producentów.

Chińskie marki, takie jak BYD, MG, Chery, Geely, Leapmotor, Jaecoo i Xpeng, jeszcze trzy lata temu były niemal nieobecne w Europie. Obecnie odpowiadają już za 9 procent sprzedaży samochodów w Europie i 14 procent sprzedaży aut elektrycznych, wynika z danych Dataforce.

Ich udział rośnie mimo ceł i zachęt konsumenckich, które premiują auta produkowane w Europie. Producenci z Chin omijają te bariery, decydując się na budowę lub zakup fabryk na kontynencie.

Czytaj również: Spada sprzedaż samochodów BYD na rynku chińskim. To już ósmy taki miesiąc z rzędu

Trend ten zapoczątkowała w 2023 roku firma Chery, która przejęła dawny zakład Nissana w Barcelonie. Zakład ma produkować nawet 200 tys. pojazdów rocznie.

Równolegle Nissan rozważa sprzedaż swojej ostatniej europejskiej fabryki w Sunderland w Wielkiej Brytanii, którą mogą przejąć chińskie firmy Chery lub Dongfeng.

Stellantis i Leapmotor: pierwsze tak szerokie partnerstwo

W tym tygodniu Stellantis, właściciel marek takich jak Peugeot, Fiat i Jeep, ogłosił, że analizuje sprzedaż części zakładu Villaverde w Madrycie chińskiemu partnerowi Leapmotor, w którym posiada 51 procent udziałów.

Koncern planuje również udostępnienie fabryki w Saragossie, gdzie Leapmotor miałby produkować modele pod własną marką. W zakładzie mogą powstawać także elektryczne SUV-y Opel rozwijane we współpracy z chińskim partnerem.

Według zapowiedzi Stellantis, to dopiero początek szerszej strategii, a rozwiązania wypracowane z Leapmotor mogą zostać zastosowane także w innych modelach koncernu.

Wcześniej w branży już wykorzystywano chińskie komponenty – przykładem jest elektryczny Renault Twingo, zaprojektowany częściowo w Chinach.

Według doniesień Bloomberga Stellantis rozważa także sprzedaż trzech fabryk we Francji, Niemczech i Włoszech innemu chińskiemu partnerowi – Dongfeng. Delegacja tej firmy miała już odwiedzić zakład we Francji.

Kolejne rozmowy i spór o przyszłość europejskiego przemysłu

Ford potwierdził, że prowadzi rozmowy z chińskim Geely w sprawie częściowej sprzedaży fabryki w Walencji w Hiszpanii. W zakładzie mogłyby powstawać modele przeznaczone na rynek europejski.

Podobne kierunki rozważa Volkswagen. Prezes koncernu Oliver Blume przyznał, że firma analizuje możliwości współpracy z chińskimi partnerami przy produkcji samochodów w Europie.

Blume wskazał również, że alternatywą dla zamykania zakładów może być ich sprzedaż, także firmom z sektora obronnego. Podkreślił, że „najgorszym i najdroższym rozwiązaniem jest zamknięcie fabryki”.

Czytaj również: Volkswagen wprowadza agentów AI do swoich samochodów. Na razie tylko w Chinach

Część ekspertów uważa jednak, że sprzedaż fabryk może być korzystniejsza niż utrzymywanie nadmiaru mocy produkcyjnych. Tak ocenia m.in. prezes OPmobility, Felicie Burelle, wskazując na potrzebę ograniczania nadwyżek w Europie.

Ostrzeżenia przed „łatwą drogą”

Innego zdania są niektórzy analitycy branży. Bernard Jullien z Uniwersytetu w Bordeaux ostrzega, że sprzedaż fabryk chińskim firmom może okazać się krótkowzroczna.

Jego zdaniem takie decyzje oznaczają „danie silnego impulsu konkurentowi w sercu Europy”, co może przyspieszyć jego ekspansję na lokalnych rynkach.

Jullien podkreśla, że dla firm i pracowników sprzedaż fabryki wydaje się łatwiejszą alternatywą niż jej zamknięcie, ale w dłuższej perspektywie może to osłabić europejski przemysł.

Ekspert wskazuje, że chińskie firmy już dziś mają przewagę w rozwoju samochodów elektrycznych, co może skłonić europejskie koncerny do dalszego outsourcingu tej technologii.

Według niego taka strategia „każdy dla siebie” może w efekcie doprowadzić do osłabienia całej europejskiej produkcji motoryzacyjnej.

Jullien apeluje, że jedynie regulacje ze strony władz mogą powstrzymać ten proces i ograniczyć dalsze uzależnienie europejskich producentów od chińskich partnerów.

Źródło: AFP