Ekspert OSW: USA szykują się do wojny konwencjonalnej z Chinami
Stany Zjednoczone przygotowują się do potencjalnego konfliktu konwencjonalnego z Chinami, licząc na to, że modernizacja i reformy sił zbrojnych będą działały odstraszająco – ocenił w rozmowie z PAP ekspert Ośrodka Studiów Wschodnich Jacek Tarociński, autor raportu „Czy kołdra jest za krótka? Reformy i modernizacja Sił Zbrojnych USA”.
– Prezydent USA Donald Trump wraz ze swoim otoczeniem już podczas pierwszej kadencji rozpoczął proces modernizacji i reform armii. Stany Zjednoczone przygotowują się do wojny konwencjonalnej z Chinami, zakładając, że same zmiany w siłach zbrojnych będą miały efekt odstraszający – powiedział Tarociński.
Raport analizuje wszystkie pięć rodzajów sił zbrojnych USA: siły powietrzne (US Air Force), wojska lądowe (US Army), marynarkę wojenną (US Navy), siły kosmiczne (US Space Force) oraz Korpus Piechoty Morskiej (US Marine Corps).
Zwrot w podejściu USA „przygotowywany przez lata"
Ekspert podkreślił, że era, w której armia USA koncentrowała się głównie na zwalczaniu terroryzmu, „definitywnie dobiegła końca”.
– W Iraku i Afganistanie przeciwnikiem były grupy paramilitarne, działające lokalnie i często ukryte w terenie zurbanizowanym. Siły zbrojne zostały przystosowane do walki w takich warunkach – wskazał.
Jak wyjaśnił, w tamtym okresie ograniczano znaczenie dużych związków taktycznych, takich jak dywizje czy korpusy, ponieważ działania miały rozproszony charakter. Zamiast tego rozwijano mniejsze, bardziej samodzielne oddziały.
– Ten model sprawdzał się bardzo dobrze – ocenił.
W ostatnich latach podejście to uległo jednak zmianie wraz z pojawieniem się nowych zagrożeń. Dla poszczególnych rodzajów sił zbrojnych opracowano dokumenty określające kierunki modernizacji. W przypadku wojsk lądowych są to m.in. „Army 2030” i „Army Transformation Initiative”, które przygotowują armię na potencjalny konflikt z Chinami.
Ten zwrot był przygotowywany przez lata, jednak – jak wskazał Tarociński – oficjalnie ogłoszono go dopiero pod koniec pierwszej kadencji Trumpa. Obejmuje on powrót do dywizji jako podstawowej jednostki operacyjnej, odbudowę roli korpusów oraz przygotowanie do starcia z przeciwnikiem dysponującym regularnymi siłami zbrojnymi.
Czytaj także: Axios: Doradcy Trumpa obawiają się, że Chiny mogą zaatakować Tajwan w ciągu pięciu lat
Część sił USA już przystosowana do konfliktu o dużej skali
Ekspert zaznaczył, że zmiany w amerykańskich siłach zbrojnych mają charakter długofalowy i nie można ich przypisać jednej administracji, choć w ostatnich latach tempo reform wyraźnie przyspieszyło.
– Amerykanie znajdują się obecnie w szczególnym momencie: część sił jest już przystosowana do konfliktu o dużej skali, a część nadal funkcjonuje w modelu wypracowanym w pierwszych dekadach XXI wieku – zauważył.
Priorytetem dla USA pozostaje region Indo-Pacyfiku, co oznacza relatywne zmniejszenie znaczenia Europy. Jednocześnie – jak dodał ekspert – wojska lądowe zachowają zdolność do elastycznego przerzutu mniejszych jednostek.
– Nadal możliwe będzie kierowanie brygadowych zespołów bojowych m.in. do Polski, państw bałtyckich, Rumunii czy Korei Południowej w ramach obecności rotacyjnej – wskazał.
Amerykańska piechota ma być bardziej mobilna i przygotowana do działań w trudnym terenie. W tym celu wprowadzany jest pojazd ISV (Infantry Squad Vehicle) – lekki środek transportu oparty na konstrukcji Chevroleta Colorado.
– To pojazd pozbawiony opancerzenia, drzwi czy dachu, który ma służyć jako szybki środek przerzutu żołnierzy w pobliże przeciwnika – wyjaśnił Tarociński.
Zmiany zachodzą także w siłach powietrznych. Jak wynika z raportu, do 2035 r. konieczna będzie wymiana dużej części floty. Proces ten jest jednak utrudniony przez czynniki polityczne.
Ekspert wskazał m.in. na spór wokół samolotów wczesnego ostrzegania E-3 AWACS. Administracja Trumpa chciała je wycofać, uznając za zbyt podatne na zniszczenie, jednak Kongres sprzeciwił się tej decyzji i wymusił zakup nowych maszyn E-7.
Podobne kontrowersje dotyczą samolotów A-10, które Pentagon od lat próbuje wycofać. Maszyny te, mimo wieku, cieszą się dużą popularnością wśród żołnierzy ze względu na skuteczność we wsparciu wojsk lądowych.
Mimo starzejącego się sprzętu, zdaniem Tarocińskiego, siły powietrzne USA pozostają najsilniejsze na świecie. Wskazał na ich zdolności logistyczne i operacyjne, zwłaszcza w kontekście działań na Bliskim Wschodzie.
– Skala i intensywność prowadzonych operacji przy relatywnie ograniczonych siłach są imponujące. Nikt inny na świecie nie dysponuje takimi zdolnościami – ocenił.
Raport obejmuje także Korpus Piechoty Morskiej oraz Siły Kosmiczne. Marines przeszli transformację i koncentrują się obecnie na działaniach rozpoznawczych i operacjach w strefach przybrzeżnych. Siły Kosmiczne z kolei zyskują na znaczeniu, choć – jak zaznaczył ekspert – wiele projektów wciąż pozostaje na etapie koncepcyjnym.
Najgorzej w zestawieniu wypada US Navy, która zmaga się z problemem starzejącej się floty i ograniczonymi zdolnościami przemysłowymi.
– Problemem nie jest brak okrętów czy personelu, lecz niewystarczająca liczba stoczni zdolnych do ich budowy i serwisowania – podsumował Tarociński.
Czytaj także: Światowe wydatki na zbrojenia w 2025 r. dalej w górę. Polska wysoko (raport SIPRI)
Źrodło: PAP