Kolejna odsłona kryzysu politycznego w Rumunii
Prezydent Rumunii Nicușor Dan desygnował Adriana Veșteę z Partii Narodowo-Liberalnej (PNL) na stanowisko premiera po rezygnacji wcześniejszego kandydata. Decyzja zapada w warunkach przedłużającego się kryzysu politycznego i braku stabilnej większości w parlamencie.
Prezydent Rumunii Nicușor Dan w niedzielę mianował Adriana Veșteę z Partii Narodowo-Liberalnej (PNL na stanowisko premiera kraju). Decyzja została ogłoszona po rezygnacji poprzedniego kandydata do utworzenia rządu.
Czytaj również: Polska i Rumunia „twierdzami” wschodniej flanki NATO
Jeszcze tego samego dnia z misji tworzenia gabinetu wycofał się Eugen Tomac, który nie był w stanie zapewnić sobie poparcia parlamentarnego dla rządu technokratycznego. Polityk zrezygnował z ubiegania się o wotum zaufania. Jak poinformował prezydent, w tej sytuacji konieczne było wskazanie nowego kandydata zdolnego do uzyskania większości w parlamencie.
Kryzys wokół tworzenia rządu narastał od tygodni. Tomac proponował gabinet technokratyczny, jednak – jak wynika z ustaleń – jego koncepcja nie uzyskała poparcia kluczowych ugrupowań parlamentarnych. Część partii opowiadała się za rządem mniejszościowym zamiast rozwiązania eksperckiego, co dodatkowo komplikowało rozmowy.
Sytuacja polityczna w Rumunii pogorszyła się już wcześniej, gdy na początku maja parlament przegłosował wotum nieufności wobec rządu Ilie Bolojana. Upadek gabinetu był skutkiem utraty większości po wycofaniu się z koalicji Rumuńskiej Partii Socjaldemokratycznej (PSD), co doprowadziło do paraliżu decyzyjnego.
Czytaj również: Rumunia. Dron morski wybuchł w pobliżu portu w Konstancy
Nowo desygnowany Adrian Veștea ma 10 dni na utworzenie rządu i uzyskanie wotum zaufania w parlamencie. W przypadku niepowodzenia proces polityczny może się ponownie zablokować, pogłębiając kryzys instytucjonalny w kraju.
Veștea jest wieloletnim politykiem PNL i obecnym pierwszym wiceprzewodniczącym partii. W przeszłości pełnił funkcję ministra rozwoju, robót publicznych i administracji, a wcześniej był przewodniczącym rady okręgu Braszów oraz burmistrzem Râșnova.
Prezydent Nicușor Dan uzasadniał nominację Veștey jego doświadczeniem administracyjnym i skutecznością w pozyskiwaniu funduszy europejskich. Wskazywał także na jego rolę w realizacji inwestycji infrastrukturalnych, w tym budowy lotniska w Braszowie – pierwszego nowego portu lotniczego w kraju od około 50 lat.
Jak ocenił ekspert OSW Kamil Całus, kryzys polityczny w Rumunii „nie tylko się przeciąga, ale też ewoluuje w coraz dziwniejszym kierunku”. Zwrócił on uwagę, że wcześniejszy kandydat Eugen Tomac nie był w stanie zbudować większości parlamentarnej, a część ugrupowań, w tym PNL i USR, już wcześniej sygnalizowała brak poparcia dla rządu technokratycznego.
Przyszłość nowego kandydata pozostaje niepewna, ponieważ Veștea – podobnie jak jego poprzednik – musi zbudować większość w podzielonym parlamencie.
Kamil Całus informuje też, że Partia Narodowych Liberałów (PNL - ugrupowanie Adriana Veștei, któremu prezydent Dan powierzył dziś misję tworzenia rządu po rezygnacji poprzedniego nominata, Eugena Tomaka) jest mocno zaskoczona decyzją głowy państwa.
Obecny p.o. premiera i lider PNL, Ilie Bolojan, oświadczył, że kierownictwo partii nie zostało poinformowane o takich planach, i oskarżył prezydenta o „ewidentną próbę rozbicia" ugrupowania.
– „To wrogi akt" – stwierdził. Jeszcze mocniej zareagował wiceszef PNL Ciprian Ciucu, mówiąc o „spisku i zdradzie".
Ekspert OSW twierdzi, że coraz głośniej mówi się, że Dan mógł nominować Veșteę w interesie socjaldemokratów, czyli PSD (niedawnego koalicjanta PNL, który po odejściu z koalicji w drugiej połowie kwietnia doprowadził do upadku rządu Bolojana). Prezydent od dawna jest bowiem podejrzewany o pozostawanie pod wpływem tego ugrupowania.
„Związek Ocalenia Rumunii (USR, inny koalicjant PNL i macierzysta partia prezydenta) zwraca uwagę, że nominacja Veștei nastąpiła z naruszeniem konstytucji. I trudno odmówić temu racji: prezydent ma swobodę wyboru kandydata na premiera, ale wcześniej musi skonsultować się z partiami parlamentarnymi. Tu o tym nie było mowy.
Krok Dana doprowadzi do napięć w PNL. I – jak się wydaje – taki jest jego cel: zmusić partię do zmiany zdania w sprawie współpracy z socjaldemokratami (czemu sprzeciwia się Bolojan)" - pisze ekspert OSW.
Zdaniem Całusa wewnątrz ugrupowania PNL są dziś dwa obozy. Jeden – na czele z Bolojanem – nie chce koalicji z PSD i jest otwarty na przedterminowe wybory. Wybory jednak są ryzykowne, ale mogą poprawić pozycję PNL. Dziś sondaże dają tej partii ok. 22 proc. Dla porównania – w grudniu 2024 r. partia zgarnęła tylko 13%.
PSD obecnie mogłaby liczyć na 13 proc. (wobec 22 proc. w 2024 r.). Ekspert OSW zauważa, że głównym zwycięzcą byliby wtedy eurosceptyczni narodowcy z AUR (sondażowo 35–40 proc., wobec 18 proc. w wyborach).
Dlatego drugi obóz w PNL jest mniej pryncypialny wobec PSD i uważa, że walka z socjaldemokratami nie jest warta tak znacznego wzmocnienia AUR. Zdaniem Kamila Całusa to właśnie starcie dwóch obozów w ramach PNL zadecyduje w najbliższych dniach o losach rumuńskiej sceny politycznej.
Kolejne wybory parlamentarne w Rumunii zaplanowano dopiero na 2028 r. W Rumunii nigdy nie przeprowadzono przedterminowych wyborów.
Źródło: PAP, XYZ