Parlament Europejski debatuje o prawach graczy. Protestują przeciw wyłączaniu serwerów starszych gier

Parlament Europejski debatował nad inicjatywą „Stop niszczeniu gier wideo”. Gracze protestują bowiem przeciw działaniom firm produkujących gry, które po kilku latach wyłączają serwery starszych tytułów.

– Gracze wskazują na to, że część firm produkujących gry komputerowe stosuje praktyki, które powodują, że kilka lat po zakupie gra przestaje działać, ponieważ wyłączane są serwery umożliwiające granie albo blokowane jest pobieranie odpowiednich aktualizacji. De facto wyłącza się więc możliwość korzystania z produktu, który został kupiony z myślą, że będzie używany bezterminowo – tłumaczy europoseł PiS Piotr Mueller. Wtóruje mu europoseł KO Bogdan Zdrojewski. – Gry są wyłączane i stają się niewidoczne dla graczy, przez co tracą na wartości – powiedział.

Obecnie większość gier wymaga do działania serwerów. Jeśli jednak wydawca uzna, że dany tytuł nie jest już popularny albo nie przynosi zysków, wyłącza do niego dostęp. Ci, którzy zapłacili za grę, zostają więc z niczym. – Gracze domagają się tego, żeby przepisy były jasne. Chcą wiedzieć, kupując produkt cyfrowy, jak długo będzie on działał – komentuje Mueller.

Petycja zdobyła ponad 1,3 miliona podpisów

Inicjatorzy akcji „Stop niszczeniu gier wideo” zebrali w całej Europie 1,3 mln podpisów. Tylko w Polsce inicjatywę poparło 143 tys. osób. Domagają się oni, by wydawcy przestali blokować gry i umożliwili dalszą zabawę. Jak zapewniają, nie chcą przejąć własności gier, praw do nich ani czerpać z nich zysków.

Europoseł PiS nie ukrywa, że rozwiązanie problemu nie będzie proste, bo Parlament Europejski nie chce wywindować cen gier ani przeregulować rynku. – Krótko mówiąc, chcemy po prostu jasnych, uczciwych zasad. Producent ma klarownie informować, co konsument kupuje, a gracz ma mieć pewność, jaki produkt nabył – powiedział. Dodał, że pojawiają się różne pomysły, m.in. abonamenty do platform przypominających Netfliksa czy przebudowa architektury gier. Z kolei Zdrojewski przyznaje, że wstępne rozwiązania wyglądają raczej na kosmetyczne zmiany. Na razie PE wezwał jedynie Komisję Europejską do działania i opracowania odpowiednich przepisów.