Amerykanie odczuwają skutki konfliktu na Bliskim Wschodzie coraz dotkliwiej. Inflacja dalej rośnie
Inflacja konsumencka w USA wyniosła w maju 4,2 proc. r/r, przekraczając tym samym poziom 4 proc. pierwszy raz od trzech lat. Czynnikiem napędzającym tempo wzrostu cen były droższe paliwa.
Majowy odczyt jest zgodny z konsensusem rynkowym. Oznacza on wzrost inflacji w porównaniu do kwietnia, kiedy Biuro Statystyki Pracy (BLS) zaraportowało wskaźnik 3,8 proc. Ceny w amerykańskiej gospodarce rosną nieprzerwanie od marca.
W największej skali w ciągu roku wzrosły ceny paliw. Benzyna w maju była droższa średnio o 40,5 proc., a olej napędowy o 58,9 proc. Dla porównania kolejną pozycją pod względem dynamiki wzrostu, jaką odnotowało BLS, były ceny energii elektrycznej – 5,9 proc. Żywność w tym czasie podrożała średnio o 3,1 proc.
W porównaniu do kwietnia inflacja wzrosła o 0,5 proc. Podobnie jak w maju, tak miesiąc wcześniej również kluczową rolę odegrały ceny paliw. Wówczas jednak tempo podwyżek była niewiele niższe i wyniosło 28,4 proc. r/r w przypadku benzyny i 54,3 proc., jeżeli chodzi o diesla.
BLS odnotowało także wzrost inflacji bazowej, przy wyliczaniu której nie uwzględnia się cen energii i żywności. W maju wskaźnik ten wzrósł o 2,9 proc. r/r oraz o 0,2 proc. m/m. Może to być o tyle alarmujący sygnał, że przyspieszenie odczytu bazowego sugeruje, że podwyżki cen zaczynają rozlewać się po gospodarce.
Wzrost inflacji to jednocześnie wyzwanie dla Kevina Warsha, nowego prezesa Rezerwy Federalnej mianowanego przez Donalda Trumpa. Prezydent USA dopatrywał się w zmianie prezesa Fed szansy na obniżenie stóp procentowych. Jednak tempo wzrostu cen w gospodarce może zmusić władze monetarne do wstrzymania się od poluzowania polityki pieniężnej.
Przeczytaj również: RPP bez zmiany stóp. Globalna rewizja reżimu w polityce monetarnej