Na Grupie Pracuj zbudowali miliardowy majątek, inwestują wybiórczo. „Wartości ważniejsze niż zysk” (WYWIAD)
Sukces firmy zapewnił Agnieszce Grabowskiej-Gacek i Przemysławowi Gackowi miejsce w gronie najbogatszych Polaków oraz niezależność w inwestowaniu. W portfelu mają już cztery miliardowe startupy. Miliony przeznaczają także na filantropię i krytykują słabą edukację finansową.
Z tego artykułu dowiesz się…
- Czym Przemysław Gacek i Agnieszka Grabowska-Gacek kierują się, wybierając spółki do portfela, i na jak duże inwestycje są gotowi.
- Dlaczego i na jaką skalę zaczęli budować domy premium w Niemczech.
- Co, ich zdaniem, mogłoby spopularyzować w Polsce inwestowanie.
Audio generowane przez AI. Może zawierać błędy.
Wśród najbogatszych Polaków wciąż dominującym sektorem jest przemysł. Systematycznie traci jednak na znaczeniu na rzecz technologii. Jedną z najcenniejszych tego rodzaju polskich firm jest Grupa Pracuj. Jej kapitalizacja na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie (GPW) wynosi ok. 4 mld zł, a w szczycie przekroczyła 5 mld zł. Łączny zysk netto za pięć ostatnich lat przebił 1 mld zł.
Pomysłodawcą, głównym akcjonariuszem i nieprzerwanie od 26 lat prezesem Grupy Pracuj jest Przemysław Gacek. Z żoną Agnieszką Grabowską-Gacek są aktywnymi od wielu lat inwestorami. Opowiadają o swoim zaangażowaniu m.in. w startupy i nieruchomości, promowaniu filantropii oraz barierach, które powstrzymują Polaków przed inwestowaniem.
Warto wiedzieć
Odmienne kariery, wspólne cele
Praca we własnej firmie była pierwszym krokiem w karierze (pomijając staże) Przemysława Gacka. Absolwent Uniwersytetu Warszawskiego – później także London Business School – stworzył Grupę Pracuj w 2000 r. Pasjonat i mistrz świata w żeglarstwie oraz autor wydanej w 2026 r. książki „Kurs na wzrost. Decyzje, które zbudowały Grupę Pracuj”.
O jego skuteczności jako przedsiębiorcy świadczy nie tylko sukces firmy – lidera wśród serwisów pracy w Polsce i Ukrainie z europejskimi ambicjami. W 2023 r. został zwycięzcą 21. edycji konkursu EY Przedsiębiorca Roku, a 18 lat wcześniej triumfował w kategorii Nowy Biznes. Natomiast w 2018 r. Przemysław Gacek otrzymał nagrodę Polskiej Rady Biznesu w kategorii Wizja i Innowacje.
Agnieszka Grabowska-Gacek przeszła zupełnie inną ścieżkę. Jeszcze w latach 90. rozpoczęła karierę w HR. Przez lata pełniła dyrektorskie stanowiska w międzynarodowych organizacjach. Od 2006 r. jest doradczynią zarządu w Grupie Pracuj, a od 2024 r. zarządza family office Hesta Investments.
Ukończyła psychologię biznesu na SWPS. Jest też absolwentką programu Executive MBA Canadian International Management Institute, realizowanego we współpracy z Harvard Business School. Angażuje się w liczne inicjatywy na rzecz m.in. społeczeństwa obywatelskiego.
Zgrany duet do inwestowania
Mariusz Bartodziej, XYZ: Są państwo znani w biznesie od lat, ale dopiero pierwszy raz udzielają wywiadu razem i to o wspólnym inwestowaniu. To dodatkowy stres?
Agnieszka Grabowska-Gacek (AG-G), członkini zarządu Hesta Investments: Dla mnie tak, bo nie jestem osobą medialną. Ale rozmawiamy o tych tematach na bieżąco, więc wierzę, że to stres tylko chwilowy.
Przemysław Gacek (PG), prezes, współzałożyciel i główny akcjonariusz Grupy Pracuj: Naprawdę dobrze się uzupełniamy. Generalnie ja więcej gadam o różnych projektach, a Agnieszka poświęca więcej uwagi ich analizie. Wnosi więc inne, ciekawe spojrzenie.
Całą nadwyżkę kapitału pochodzącą m.in. z dywidend z Grupy Pracuj [za 2025 r. wyniosła 206,7 mln zł, Przemysław Gacek ma 51,95 proc. akcji – red.] staramy się mądrze i w zdywersyfikowany sposób inwestować.
Wartości ważniejsze od zysku
To kto kogo częściej powstrzymuje przed inwestycją?
AG-G: Nie mam poczucia, żebyśmy się jakoś szczególnie hamowali. Często się nie zgadzamy, ale słuchamy argumentów drugiej strony i umiemy nawzajem się przekonywać. Najwięcej inwestujemy w firmy technologiczne, bo najlepiej się na nich znamy. Staramy się nie wchodzić w nawet bardzo perspektywiczne obszary, jeśli nie mamy w nich wystarczającej ekspertyzy.
PG: Bardzo się różnimy. Ja generalnie patrzę na świat przez różowe okulary. A Agnieszka ma umiejętność głębszego wejścia w temat. Zadaje bardzo dużo trudnych pytań w kwestiach dla mnie z pozoru oczywistych. To dla mnie niekomfortowe, ale bardzo ważne. Bo jako przedsiębiorca mam skłonność do pędzenia do przodu z nastawieniem „wyjdzie albo nie”.
Projektów, o których myślimy poważnie, nie ma zbyt wiele, ponieważ jesteśmy bardzo wybiórczy. Nie jesteśmy funduszem, więc nie mamy określonego okresu inwestycyjnego i poziomu zwrotu do osiągnięcia. Dla nas inwestowanie to forma dywersyfikacji majątku w sposób mądry i jednocześnie spójny z naszymi wartościami.
Wspólnymi dla państwa obojga?
AG-G: Jesteśmy razem już od 21 lat. Mamy dogłębnie omówione i uzgodnione wartości oraz listę rzeczy, których nie chcemy robić. To naprawdę procentuje nie tylko w prywatnym życiu, ale też w inwestowaniu. Nie musimy angażować się we wszystko, co przynosi zysk.
To znaczy?
AG-G: Mamy dosyć jasne poglądy na przykład w kwestii wychowywania dzieci. Edukacja i higiena cyfrowa są dla nas szczególnie ważne. Nie rozważamy więc raczej wspierania inicjatyw będących w kontrze do naszych poglądów, bez względu na potencjalny zysk. Dlatego nie inwestujemy np. w media społecznościowe czy producentów gier komputerowych.
Staramy się nie inwestować także w przedsięwzięcia napędzające nadmierny konsumpcjonizm. Podobnie nie zaangażujemy się kapitałowo w żadnego producenta jakichkolwiek używek. Bardzo skrupulatnie wytypowaliśmy obszary do inwestowania, a założone przez nas w 2023 r. family office Hesta Investments zapewnia nam w tym zakresie pełną swobodę.
PG: W Grupie Pracuj od początku kluczowe było dla nas określenie, czego nie chcemy robić. To pozwala skoncentrować czas i energię na tym, co dla nas interesujące. To samo podejście przyświeca nam w inwestowaniu.
Tysiąc funtów na start
Nie zawsze mieli państwo tak dużą swobodę decyzji, na co przeznaczą pieniądze. W 1999 r. wylatywał pan na staż z tysiącem funtów pożyczonych od mamy i dziurawymi butami. Jak dużą wartość ta kwota wtedy dla pana miała?
PG: Nasz syn do dziś mi nie wierzy, że z tymi dziurawymi butami to prawda. A ja to bardzo szybko odczułem, bo w Londynie było strasznie mokro.
Zarabiałem w PwC na start 1100 funtów brytyjskich miesięcznie na rękę. 450 funtów kosztował mnie pokój w domu wynajmowanym z pięcioma kolegami, a około 100 funtów miesięczny bilet na metro. Na życie zostało mi więc jakieś średnio 15 funtów dziennie. Stołowałem się w sieci chińskich barów Mr Wu, gdzie za 4,99 funta mogłem zjeść tyle, ile byłem w stanie.
Tysiąc funtów pożyczonych od mamy pozwoliło mi doczekać pierwszej wypłaty bez spania na ulicy. A znam historię dziś już uznanych polskich przedsiębiorców, którzy na początku nocowali gdzieś po parkach. Chcieli zobaczyć, jak wygląda świat. Takie były wtedy czasy studenckie, nikt nie przejmował się trudnymi warunkami. Jechało się po doświadczenie.
Sądzi pan, że dziś młodzi założyciele startupów, którzy szybko sięgają po milionowe rundy inwestycyjne, byliby gotowi na podobne poświęcenie? A może wcale nie jest to konieczne?
PG: Niezależnie od pokolenia, jeśli ktoś naprawdę chce być przedsiębiorcą, to wiele zrobi w tym kierunku. Będzie gotów pracować nawet po 20 godzin na dobę i poświęcić najlepsze – młodzieńcze – lata życia bez gwarancji sukcesu.
Sześć lat, by kupić mieszkanie i auto
Niewiele większą kwotę niż wspomniane tysiąc funtów miał pan ze wspólnikami rok później, zakładając Grupę Pracuj. Po jakim czasie własna firma pozwalała sfinansować więcej niż podstawowe potrzeby?
PG: Na początku wsparł nas Jeremy Hunt [były brytyjski minister i przedsiębiorca – red.], zapewniając głównie wiarygodność. Pierwsze poważne pieniądze – 200 tys. dolarów – powierzył nam Jim Van Bergh z e-Katalyst, ale całość wydaliśmy na rozwój firmy.
Przełomowy okazał się rok 2006. Amerykański fundusz Tiger Global zainwestował w nas kilka milionów dolarów przy wycenie 37 mln dolarów. Większość była dokapitalizowaniem spółki, ale każdy z założycieli spieniężył część udziałów. Wystarczyło głównie na samochód i mieszkanie. Wtedy po raz pierwszy odczuliśmy, że stworzenie firmy coś nam daje.
Czyli po mniej więcej sześciu latach. Z dzisiejszej perspektywy to długo?
PG: Trudno mi powiedzieć. Co myślisz Aga?
AG-G: Mnie się wydaje, że relatywnie krótko. Są firmy zwiększające wartość błyskawicznie, ale to promil promila.
Kilkanaście lat inwestycji w techbiznesy
A kiedy nadszedł czas na poważne inwestowanie?
PG: Kilka lat po globalnym kryzysie finansowym, przez który udało nam się w firmie mądrze przejść. To był dla mnie bardzo stresujący okres w pracy, a zbiegł się z założeniem rodziny. Rozmowy z Agą, która była już wtedy certyfikowanym coachem i doradcą zarządu, bardzo pomogły mi się z nim zmierzyć.
W Polsce pojawiła się wtedy druga fala startupów – w pierwszej powstały poza Grupą Pracuj m.in. Allegro, Onet czy Wirtualna Polska. Nie mieliśmy dość wolnego czasu na rozmowy z założycielami młodych firm, więc z Maćkiem Nogą, Pawłem Leksem oraz Marcinem Zabielskim założyliśmy w 2012 r. Hedgehog Fund. Poprowadził go Marcin.
Hedgehog Fund przez kilka lat inwestował wyłącznie prywatne pieniądze ok. 20 aniołów biznesu. Łącznie około 6-7 mln euro.
Z jakim efektem?
PG: Projektów było kilkanaście, ale skala zbyt mała, aby generować duże zwroty. Dla nas najbardziej udanym okazała się platforma do nauki języków obcych: Preply. W tegorocznej rundzie inwestycyjnej osiągnęła wycenę 1,2 mld dolarów. Kirill Bigai, założyciel spółki, ma podobne nastawienie do produktu i biznesu jak ja, więc między nami od razu „kliknęło”.
Jak z perspektywy czasu wspominają państwo początki?
AG-G: Bardzo miło. Każda nowa spółka była okazją, żeby poznać ciekawych ludzi, zrozumieć ich pomysł na biznes i spróbować ocenić szanse powodzenia. Ten element odkrywania i analizowania nowych możliwości do dziś sprawia nam dużą przyjemność.
PG: W tym czasie zrealizowaliśmy też z Agą pierwsze indywidualne inwestycje, w tym w DocPlannera – w Polsce kojarzonego z marką ZnanyLekarz. Jego założyciela, Mariusza Gralewskiego, znałem już z czasów GoldenLine. Jako Grupa Pracuj chcieliśmy kupić jego serwis, ale się spóźniliśmy.
Dobrze zapamiętałem pierwsze spotkanie z Mariuszem w sprawie inwestycji w DocPlannera, bo dosłownie wbiegłem spóźniony na spotkanie przez problem z rowerem. Mimo to podobnie jak z Kirillem między nami od razu „kliknęło”.
Cztery miliardowe spółki w portfelu
DocPlanner i Preply to dwa z kilku tzw. jednorożców, startupów wycenianych na co najmniej 1 mld dolarów, w państwa portfelu. Jak „upolować” takie spółki we właściwym momencie?
AG-G: Nie sądzę, aby wielu inwestorów – o ile ktokolwiek – było w stanie z pełnym przekonaniem powiedzieć, że potrafi rozpoznać przyszłego jednorożca. My na pewno nie mamy takiej recepty, choć dziś mamy w portfelu cztery takie spółki. Ogromne znaczenie mają dla nas ludzie stojący za firmami, w które inwestujemy.
Zarówno Mariusz z DocPlannera, jak i Kirill z Preply od początku myśleli o swoich firmach na dużą skalę. Ale tym, co szczególnie w nich cenimy, jest umiejętność budowania zespołów.
W jaki sposób?
AG-G: Obaj nie boją się zatrudniać ludzi lepszych od siebie w poszczególnych dziedzinach. A to wymaga dużej dojrzałości i umiejętności schowania ego do kieszeni. Wbrew pozorom nie jest to wśród przedsiębiorców takie częste.
Podobne zdanie mamy o founderze amerykańskiego Storda oferującego technologię i rozwiązania logistyczne dla e-commerce. Spółka osiągnęła już wycenę 3 mld dolarów, a rozwój sztucznej inteligencji i agentyzacja handlu mogą otwierać przed nią kolejne możliwości rozwoju.
Poza tym nie we wszystkie „miliardowe” spółki zainwestowaliśmy na wczesnym etapie. Późno dołączyliśmy do Iceye'a. Bardzo żałujemy, że ta okazja inwestycyjna nie trafiła do nas wcześniej. Również ona stanowi przykład gotowości do budowania globalnej firmy od pierwszego dnia.
PG: Nie ma magicznej liczby pozwalającej trafić jednorożca. Fundusze venture capital budują szeroki portfel z nadzieją na spółkę, która z nawiązką zwróci cały inwestowany kapitał. My działamy bardzo selektywnie, więc opieramy się głównie na bezpośrednich relacjach i zaufaniu. Łatwiej podjąć nam decyzję, gdy kogoś dobrze znamy i możemy zadawać wnikliwe pytania.
Nieduże straty już były, większość zysku dopiero nadejdzie
Niedawno wydał pan książkę „Kurs na wzrost. Decyzje, które zbudowały Grupę Pracuj”. Pisze pan w niej, że „sukces to nie tylko ciężka praca, ale również mądre korzystanie z doświadczeń innych”. W jakim stopniu korzystają z nich państwo w inwestowaniu?
PG: Jedną z naszych motywacji włączenia się w ekosystem venture capital było zyskanie dostępu do osób mądrzejszych od nas. Znamy się dobrze na zaledwie kilku obszarach. We wszystkich pozostałych chętnie słuchamy innych. Takie „odbijanie” myśli przydaje się zarówno przedsiębiorcom, jak i inwestorom.
Pański wspólnik, Maciej Noga, przyznał w rozmowie ze mną, że na inwestowaniu w startupy stracił 30-40 mln zł. I z nawiązką odzyskał to później jedną inwestycją. Państwo mają podobne doświadczenie?
PG: Maciek ma inne podejście do inwestowania niż my. Jest bardzo kreatywny, patrzy szeroko na naprawdę różne obszary i musi się angażować w wiele projektów. Właśnie dlatego to on założył z Pawłem Leksem nasz korporacyjny fundusz Pracuj Ventures.
My podchodzimy do inwestowania bardziej wybiórczo. Mieliśmy kilka nieudanych projektów, ale nie były to duże kwoty. A w zdecydowanej większości potencjalny zwrot dopiero przed nami. Niektóre spółki z naszego portfela powoli przygotowują się do wejścia na giełdę, ale to kwestia raczej kilku lat niż miesięcy.
Nawet kilkadziesiąt milionów złotych na jeden projekt
Jaka jest skala państwa dotychczasowych inwestycji?
PG: Średnio inwestujemy w jedną firmę rocznie i to nie na najwcześniejszym etapie. Musi to być więc minimum kilka, a nawet kilkanaście milionów złotych, byśmy chcieli się w nią angażować.
A gdy już uwierzymy w któryś biznes i dobrze się rozwija, jesteśmy gotowi inwestować więcej. Uczestniczyliśmy na przykład w czterech rundach finansowania Preply, łącznie wykładając kilkadziesiąt milionów złotych.
W przypadku Preply cierpliwość jak dotąd się opłaca. Jak ważna jest generalnie w inwestowaniu?
AG-G: Bardzo ważna, a łatwiej o nią, gdy od pojedynczej inwestycji nie zależy nasze „być albo nie być”.
PG: Wierzę w długofalowe inwestowanie. Podobno przez pierwszą dekadę buduje się tylko 10 proc. wartości firmy, a przez kolejną pozostałe 90 proc. W Grupie Pracuj się to sprawdziło, a przykładów jest więcej. Dużo mówi się o astronomicznej kapitalizacji SpaceX. Ale tę firmę Elon Musk założył już ponad 20 lat temu. Jej wartość wystrzeliła dopiero w ostatnich latach.
Pierwszy milion trzeba ukraść? Stereotypy i brak edukacji finansowej
Czego w państwa ocenie brakuje do spopularyzowania w Polsce inwestowania?
AG-G: Wciąż pokutuje u nas brak edukacji finansowej. Nie lubimy albo po prostu nie umiemy rozmawiać o pieniądzach. Wiele osób z naprawdę dużymi majątkami wciąż na przykład używa sformułowania „pieniążki”.
PG: Sam mówię często „pieniążki”, a żona się ze mnie śmieje.
AG-G: Już nie chciałam cię wskazywać palcem, ale skoro sam się przyznajesz... W Polsce funkcjonuje też wiele utartych i krzywdzących powiedzeń. Jak np. że jeśli ktoś ma pieniądze, to wiadomo, że „skądś” je musi mieć.
Albo że pierwszy milion trzeba ukraść.
AG-G: Edukacja finansowa ma w polskim szkolnictwie bardzo ograniczony zakres. Młodzi ludzie powinni znacznie lepiej rozumieć, jak zarządzać pieniędzmi, czym różni się oszczędzanie od inwestowania, jakie wiążą się z nim ryzyka i dlaczego warto zacząć jak najwcześniej.
U nas w domu sporo rozmawiamy o finansach. Spotkania w ramach naszego family office odbywają się zwykle w moim gabinecie, więc nasz 17-letni syn jest mimochodem obyty z biznesowymi tematami. I bardzo interesuje się finansami.
Poprosił nas nawet o niewielkie kwoty na swoje pierwsze inwestycje giełdowe. Sam wybiera spółki, szuka informacji i podejmuje decyzje. I jest w tym naprawdę dobry. Pewnie lepszy od nas, bo nie mamy dużego doświadczenia w inwestowaniu bezpośrednio na giełdzie.
PG: Za inwestycję Tiger Global w Grupę Pracuj odpowiadał 26-letni wówczas Lee Fixel. Opowiadał nam, że już jako siedmiolatek chodził z ojcem na biznesowe spotkania i obserwował. A w wieku 13-14 lat mógł już inwestować na giełdzie, by wcześnie się tego nauczyć. Amerykańskie podejście diametralnie różni się od polskiego.
Czego brakuje poza edukacją?
AG-G: Finansowych zachęt do długoterminowego inwestowania dla przeciętnych Polaków. Podatki dla przedsiębiorców wcale nie są u nas wysokie. Po latach spędzonych w Niemczech uważam, że Polska oferuje pod tym względem naprawdę korzystne warunki.
Natomiast z promowaniem inwestowania np. w akcje i obligacje jest gorzej. Skoro kupione mieszkanie mogę sprzedać po pięciu latach bez płacenia podatku, to może warto wprowadzić podobny mechanizm także dla innych aktywów? Krokiem w dobrą stronę jest na pewno startujące od 2027 r. OKI [Osobiste Konto Inwestycyjne – red.].
Jak nieruchomości, to domy premium w Niemczech
A jak państwo inwestują w nieruchomości?
AG-G: Są ważnym elementem naszego portfela, ale zaczęliśmy w nie inwestować z własnej potrzeby. Przeprowadzając się w 2018 r. z Rzymu do Monachium, nie mogliśmy znaleźć domu odpowiadającego naszym oczekiwaniom. Znaleźliśmy w końcu nieruchomość do całkowitej przebudowy, a ja zajęłam się projektem i remontem.
Efekt wzbudził na tyle duże zainteresowanie, że regularnie dostawaliśmy oferty kupna. W końcu pomyślałam, że to może być ciekawa nisza. Założyłam firmę Hesta GmbH i z lokalnym partnerem zaczęliśmy realizować podobne projekty.
Kupujemy nieruchomości wymagające gruntowej przebudowy, a następnie tworzymy w pełni wykończone domy w standardzie premium, gotowe do zamieszkania. Część sprzedajemy, a część wynajmujemy.
Na jak dużą skalę państwo działają i dlaczego akurat premium?
AG-G: Do tej pory zrealizowaliśmy kilka takich projektów, każdy o wartości rzędu 5-7 mln euro. Podobnie jak w przypadku spółek technologicznych, również w nieruchomościach inwestujemy w obszar, który dobrze rozumiemy.
Choć nie mam wykształcenia architektonicznego, mam za sobą wiele kompleksowych projektów budowlanych i remontowych. Osobiście angażuję się w każdy etap ich realizacji. Od planowania przebudowy i wyboru rozwiązań technicznych, przez nadzorowanie prac, aż po projektowanie wnętrz i dobór materiałów. Sprawia mi to ogromną satysfakcję.
Inwestowanie w nieruchomości jest frustrujące?
AG-G: Nadzorowanie budowy to bardzo niewdzięczny kawałek chleba. A już zwłaszcza dla tak zorganizowanej i skrupulatnie dbającej o detale osoby jak ja. Podczas pracy w Poznaniu słyszałam od znajomych, że jestem bardziej „poznańska” od Poznaniaków. A później w Niemczech, że bardziej niemiecka od Niemców. Jak się pan domyśla, niekoniecznie musiał być to komplement.
Jedną z inwestycji w Niemczech realizowałam w trakcie pandemii COVID-19 równolegle z gruntowną przebudową apartamentu, w którym teraz rozmawiamy. Celowo używam słowa przebudowa, a nie remont, bo zaczęłam od zburzenia wszystkiego. Łącznie ze skuciem wylewek. Do tego praca na trzech poziomach i brak drogi dojazdu dla ciężkiego sprzętu. To był naprawdę skomplikowany projekt.
Raz w tygodniu latałam między Warszawą a Monachium, po jakiejś setce covidowych testów miałam wrażenie, że „nos mi odpadnie”. Mierzyłam się ze wszystkimi możliwymi problemami na budowie, brakiem surowców, opóźnieniami w dostawach. A mimo to skończyłam dom zaledwie trzy miesiące po terminie. Czyli, biorąc pod uwagę warunki, to żadne opóźnienie. Było to jednak bardzo wyczerpujące.
Własny biznes zwiększa szanse na finansowy sukces
Jak się nie zatracić w obracaniu wielomilionowymi inwestycjami prywatnymi?
PG: Pieniądze nigdy nie kierowały naszymi działaniami. Gdy żyłem w Londynie za 15 funtów dziennie, nie czułem, że czegoś mi brakuje. Zawsze potrafiliśmy z Agą dostosować potrzeby do bieżących możliwości. Nigdy nie żyliśmy ponad nasze finansowe możliwości, nie korzystamy z kredytów. Chyba nawet nigdy nie mieliśmy debetu na kartach.
Przez wiele lat wzbraniałem się od długu także w Grupie Pracuj.
AG-G: W inwestowaniu to może ograniczać. Czasem sięgnięcie po kredyt, by wykorzystać okazję, ma sens. Ale jako family office nie musimy agresywnie inwestować, by budować wartość naszego portfela.
W 2016 r. wykupił pan ze wspólnikami z pomocą długu fundusz Tiger Global i osiągnął największy do dziś pakiet udziałów: 63 proc. Grupa Pracuj warta była wtedy kilkaset milionów złotych, dziś prawie 4 mld zł. To dowód, że własny biznes to najlepsza inwestycja?
PG: Na pewno własny biznes najlepiej się rozumie. Ale czy to najlepsza możliwa inwestycja – to zależy od przyjętego zakresu czasu. Wartość Grupy Pracuj jest wielokrotnie większa niż dekadę temu. Ale z drugiej strony pięć lat temu przewyższała 5 mld zł wobec mniej niż 4 mld zł obecnie.
Dla mnie Grupa Pracuj jest projektem życia. Są tzw. seryjni przedsiębiorcy, którzy po 5-10 latach sprzedają firmę i zakładają kolejną. Ja nigdy takich ambicji nie miałem. Starałem się rozwijać razem z firmą i wiem, jak wiele wyrzeczeń to wymagało.
AG-G: Trzeba uczciwie przyznać, że bycie przedsiębiorcą zwiększa szansę na finansowy sukces. Dlatego cieszę się, że w Polsce coraz bardziej doceniamy przedsiębiorców i firmy, które powstały od podstaw, dzięki pomysłom, determinacji i pracy ich założycieli.
Filantropia a inwestowanie
Gdzie przebiega granica między inwestycją a filantropią?
AG-G: Oba typy działalności mają wbrew pozorom wiele wspólnego. Powierzamy pieniądze osobom, którym wierzymy, że zrealizują określoną wizję. Różnica tkwi w definiowaniu sukcesu. W inwestowaniu oczekujemy zysku. Natomiast w filantropii: pozytywnej zmiany społecznej.
19 października mieliśmy premierę nowego przedsięwzięcia, w które się zaangażowaliśmy – funduszu Future for Poland. To inicjatywa grupy polskich przedsiębiorców wspierająca projekty ukierunkowane na rozwój i przyciąganie talentów do Polski, wykorzystanie nowoczesnych technologii do usprawniania instytucji publicznych oraz wzmacnianie pozycji Polski i jej ekspertów na świecie.
Ważne są dla nas również niezależne media i społeczeństwo obywatelskie. Od samego początku jestem związana z grupą założycielską Fundacji Pismo i zasiadam w jej radzie. Wierzę, że wysokiej jakości dziennikarstwo pomaga ludziom lepiej rozumieć rzeczywistość, samodzielnie formułować opinie i uczestniczyć w mądrej debacie publicznej.
Współtworzymy również Fundację Sceny Operowej, działającą na rzecz ochrony i rozwoju dziedzictwa polskiej sceny operowej oraz nowoczesnego mecenatu kultury.
Poza tymi długofalowymi przedsięwzięciami wspieramy różne inicjatywy i instytucje charytatywne. Oboje z Przemkiem mamy silną potrzebę dzielenia się tym, co udało nam się w życiu wypracować. Filantropia jest dla nas bardzo ważna i co roku przeznaczamy na nią kilka milionów złotych.
Inwestycje w długowieczność dla wąskiej i szerokiej grupy
A co popchnęło państwa do inwestycji w szeroko rozumianą długowieczność? Prywatne zainteresowanie nowoczesną medycyną?
AG-G: Dla mnie to pasja, która z czasem przerodziła się w biznesowe zainteresowanie. Zainwestowaliśmy w firmę Longevity Center, a ja ponadto zasiadam w jej radzie dyrektorów. Spółka rozwija kompleksowy model opieki w obszarze zdrowia, profilaktyki i długowieczności – z klinikami w Polsce i Szwajcarii.
Należę także do President’s Circle przy Buck Institute for Research on Aging, wspierając badania nad zdrowym starzeniem. Jako członkini rady programowej współtworzę Warsaw Longevity Forum, poświęcone wpływowi długowieczności na gospodarkę, rynek pracy, społeczeństwo i jakość życia. Bardzo bliska jest mi również koncepcja tzw. longevity home.
Co to oznacza?
AG-G: To projektowanie domów w taki sposób, aby środowisko, w którym na co dzień żyjemy, wspierało nasze zdrowie, sen i regenerację. W naszym domu zastosowaliśmy szereg zaawansowanych rozwiązań technicznych. Między innymi systemy wentylacji mechanicznej z rekuperacją i wielostopniową filtracją powietrza, rozwiązania pozwalające utrzymywać odpowiednią temperaturę i komfort termiczny, systemy uzdatniania i filtracji wody, a także rozwiązania poprawiające jakość oświetlenia.
Chodzi o to, żeby dom nie tylko zapewniał komfort, ale również ograniczał czynniki środowiskowe, które mogą negatywnie wpływać na nasze zdrowie. To naprawdę fascynujący obszar. Obecnie realizuję kolejny, jeszcze bardziej zaawansowany pod tym względem projekt i wciąż się uczę czegoś nowego.
Wymienia pani rozwiązania dostępne dla dość wąskiego grona osób. Czy powszechnie dostępne możliwości sprzyjające długiemu życiu w zdrowiu też są pani bliskie?
AG-G: Oczywiście. I paradoksalnie wiele z najważniejszych rzeczy, które możemy zrobić dla swojego zdrowia, jest dostępnych zupełnie za darmo. Nie zastąpią ich nawet najbardziej zaawansowane technologie. Dobry sen, regularny ruch, kontakt z naturą, bliskie relacje czy umiejętność radzenia sobie ze stresem mają ogromne znaczenie dla naszego zdrowia. I są bardzo dobrze udokumentowane naukowo.
Mam jednak wrażenie, że im intensywniej żyjemy, szczególnie w dużych miastach, im więcej pracujemy, podróżujemy i obowiązków bierzemy na siebie, tym trudniej nam zadbać o te podstawy. I wtedy zaczynamy szukać rozwiązań, które pomogą nam zrekompensować to, czego na co dzień sobie nie zapewniamy.
Sama korzystam z wielu nowoczesnych metod wspierających zdrowie i regenerację. Mam jednak pełną świadomość, że żadna z nich nie zastąpi tych podstaw. Technologia może nam pomagać, ale nie powinna być substytutem zdrowego stylu życia.
„Wizja świata promowana przez Muska do mnie nie przemawia”
Jak w rozmowach o pieniądzach nie zatracić ważniejszych wartości?
AG-G: Najważniejsza jest pamięć, że pieniądze są środkiem, a nie celem samym w sobie. Dają nam możliwości, poczucie bezpieczeństwa i swobodę wyboru, ale nie zastąpią tego, co naprawdę nadaje życiu sens.
Dla mnie najważniejsze jest życie w zgodzie z własnymi wartościami, bliskość ludzi, których kochamy, i poczucie, że to, co robimy, ma znaczenie. Równie ważny jest szacunek do innych ludzi, niezależnie od tego, kim są i jaką mają pozycję. Wierzę, że dobre relacje, wzajemne zaufanie i umiejętność współpracy są fundamentem nie tylko naszego osobistego życia, ale też społeczeństwa, w którym żyjemy. I właśnie takie wartości staramy się przekazywać naszym dzieciom.
Każdy z nas potrzebuje w życiu celu, motywacji do działania i poczucia, że jest potrzebny. Dlatego wizja świata promowana przez Elona Muska, w którym maszyny wyręczą nas w pracy i zapewnią wszystkim dochód gwarantowany, zupełnie do mnie nie przemawia. Nie chciałabym żyć w świecie, w którym technologia odbiera nam potrzebę działania, tworzenia i podejmowania wyzwań. Nie chcę przeleżeć życia na kanapie ani obudzić się w iluzorycznym świecie rodem z Matrixa.
Komentarz partnera cyklu
Warto przygotować firmę na wzrost
W eFaktor pracujemy często z firmami znajdującymi się właśnie na tym etapie. Widzimy, że szybkie zwiększanie skali nie naprawia słabego modelu. Może za to zwiększyć skutki jego błędów. Jeżeli firma wcześniej dobrze poukłada sposób działania, wzrost staje się konsekwencją tego, co już zostało wypracowane. A nie próbą nadrabiania braków większą sprzedażą czy większym zespołem.
Podobnie rozwijał się eFaktor. Przez lata budowaliśmy know-how w ocenie firm, rozpoznawaniu ich potrzeb i doborze finansowania. Dziś możemy skalować działalność znacznie szybciej, bo korzystamy z wiedzy i procesów wypracowanych wcześniej. Dzięki temu wzrost nie odbywa się kosztem jakości obsługi ani jakości decyzji, które podejmujemy.
Główne wnioski
- Sukces w biznesie, niezależność w inwestowaniu. Sukces Grupy Pracuj, wycenianej na GPW na ok. 4 mld zł, zapewnił Przemysławowi Gackowi i Agnieszce Grabowskiej-Gacek miejsce w gronie najbogatszych Polaków. W inwestowaniu nie kierują się więc tylko zyskiem, ale przede wszystkim wartościami np. w kwestii wychowywania dzieci. Unikają takich sektorów jak gry, używki czy media społecznościowe oraz stronią od nadmiernego konsumpcjonizmu. Dlatego postanowili inwestować bezpośrednio, przez family office Hesta Investments. Skupiają się głównie na nowych technologiach, w tym w obszarze długowieczności.
- Czy da się wcześnie wykryć miliardowy startup. W startupy inwestują już od kilkunastu lat. Są gotowi do inwestycji rzędu kilku-kilkunastu milionów złotych na start, a z biegiem czasu nawet więcej. Przykładem tego jest Preply, jeden z czterech tzw. jednorożców w ich portfelu obok DocPlannera, Iceye i Storda. Podkreślają, że nie ma magicznej liczby pozwalającej trafić taką spółkę i żaden inwestor nie jest w stanie dokładnie przewidzieć takiego potencjału. – Ogromne znaczenie mają dla nas ludzie stojący za firmami, w które inwestujemy – mówi Agnieszka Grabowska-Gacek.
- Co warto w Polsce zmienić. Małżeństwo zgodnie podkreśla, że w Polsce wciąż pokutuje brak edukacji finansowej i w konsekwencji nieumiejętność rozmawiania o pieniądzach oraz inwestowaniu. Niewystarczający wkład w edukowanie dzieci w tym zakresie oraz funkcjonujące nadal stereotypy dotyczące budowania majątku przynoszą negatywne konsekwencje. Brakuje także finansowych zachęt do długoterminowego inwestowania dla przeciętnych Polaków. – Skoro kupione mieszkanie mogę sprzedać po pięciu latach bez płacenia podatku, to może warto wprowadzić podobny mechanizm także dla innych aktywów – sugeruje Agnieszka Grabowska-Gacek.







