Kategoria artykułu: Sport

Pustki na siatkarskich trybunach, nowa konkurencja olimpijska i najmłodszy mistrz świata w historii

Polska tenisistka przegrywająca z rywalką z siódmej setki rankingu. Prawie pusta hala na meczu polskiej ligi siatkarzy. Dziwny to był tydzień – oby nie zwiastował jakowyś klęsk i nadzwyczajnych zdarzeń...

Loading the Elevenlabs Text to Speech AudioNative Player...

Audio generowane przez AI. Może zawierać błędy.

Top story

Narodziły się nowe legendy koszykówki. Golden State Valkyries zdobyły swoje pierwsze mistrzostwo WNBA! Spytacie: co w tym wyjątkowego? Przecież ktoś ostatecznie musiał wygrać. Bezprecedensowe są jednak zarówno okoliczności tego triumfu, jak i rekordy pobite po drodze.

Klub, znany ze swoich charakterystycznych fioletowych barw, który domowe mecze rozgrywa w San Francisco, zdobył mistrzostwo ligi w swoim drugim roku istnienia. Nigdy w historii amerykańskiego sportu nie zdarzyło się coś podobnego, bez względu na to, czy mówimy o męskich, czy kobiecych odmianach wszystkich dyscyplin drużynowych.

Golden State Valkyries zaliczyły w tym sezonie 100 mln dolarów przychodów, według szacunków. Stały się tym samym pierwszą kobiecą drużyną sportową, która w ciągu jednego roku przekroczyła ten pułap. Fot. Ezra Shaw/Getty Images

Siódmy, decydujący mecz finałów, w którym Valkyries mierzyły się z Atlantą Dream, w telewizji oglądało 3,3 mln widzów. Tym samym padł rekord oglądalności, jeśli chodzi o fazę pucharową ligi WNBA. Jeśli dorzucimy do tego masę kibiców, którzy oglądali spotkanie na żywo, to wyjdzie nam jeszcze bardziej imponujący wynik.

Wspominamy o tym, bo od dwóch lat, czyli od początku swojego istnienia, Golden State Valkyries wyprzedały bilety na wszystkie domowe spotkania. Grają w hali Chase Center, tam, gdzie grają Golden State Warriors, przed publicznością liczącą ponad 18 tys. osób. Karnety na mecze Valkyries miało w zakończonym właśnie sezonie aż 12 tys. osób.

Właścicielem Golden State Valkyries jest Joe Lacob, znany większości fanów koszykówki jako główny akcjonariusz i prezes Golden State Warriors. Gdy zakładał klub WNBA, obiecał, że zdobędzie mistrzostwo w ciągu pięciu lat istnienia. Postrzegano to jako bardzo ambitny plan, który teraz jednak udało się zrealizować z nawiązką.

Bardzo ciekawy był proces powstawania Golden State Valkyries. Dbano o to, by klub tworzyły osoby specjalizujące się stricte w kobiecym sporcie, rozumiejące jego niuanse oraz potrzeby kibiców i zawodniczek. Joe Lacob, właściciel klubu, przekonywał, że zatrudnił takich pracowników, którzy pozwalają mu ze spokojem przyglądać się wszystkiemu z daleka, bez żadnej ingerencji. O tym, co trzeba wiedzieć o Valkyries od strony biznesowej, pisaliśmy przy okazji debiutu klubu w WNBA.

Wtedy nie wiedzieliśmy jeszcze, jak liga się rozwinie oraz jakie zajdą w niej zmiany. Przed startem tego sezonu zaczęły obowiązywać nowe zasady finansowe, które nie tylko uczyniły koszykarki milionerkami, ale też zadbały o ich podstawowe potrzeby, którymi NBA w przypadku koszykarzy zajęła się dekady temu. Teraz przyjdzie czas na zmianę komisarz WNBA, bo Cathy Engelbert ogłosiła przejście na emeryturę po siedmiu latach na czele ligi. Ciekawe, czy wpłynie to na poprawę relacji z zawodniczkami.

Zdjęcie tygodnia

Mecz Jastrzębie Barkom - Podziemia Kredowe ChKS Chełm
Siatkarze Jastrzębia Barkom (na pomarańczowo), nowego tworu w polskiej lidze siatkówki, rozegrali w niedzielę pierwszy mecz „u siebie”. Przywitała ich niemal pusta hala.
Fot. Tomasz Serwiak/Jastrzębie Barkom Facebook

Spójrzcie na puste trybuny widoczne na zdjęciu… Polska jest mistrzem Europy w siatkówce mężczyzn, w naszej lidze występują największe gwiazdy tego sportu, a jednak w niedzielę na meczu Jastrzębia Barkomu zobaczyliśmy na trybunach zaledwie garstkę kibiców.

Jak wyjaśnić ten paradoks? Jastrzębie Barkom to nowy twór w Tauron Lidze, powstały w wyniku fuzji. Gdy w ubiegłym sezonie Jastrzębski Węgiel z powodu kłopotów finansowych Jastrzębskiej Spółki Węglowej ogłaszał opuszczenie ligi, pojawił się pomysł, by w Jastrzębiu-Zdroju grała występująca w polskiej lidze drużyna ze Lwowa – Barkom Każany Lwów. Nie może mieć sportowej bazy w swoim mieście, więc w ostatnich latach miała taką w różnych miejscach Polski.

Fuzję dopięto: Barkom przeprowadził się z Elbląga na południe kraju, powstała też nowa nazwa (Jastrzębie Barkom).

– Widać więc, że nic nikomu nie zabraliśmy – mówił nam ostatnio Oleg Baran, szef Barkomu, ukraińskiej firmy z branży hodowlano-spożywczej (ubój trzech tysięcy świń co tydzień...)

Kibice z Jastrzębia jednak nie dali się na razie przekonać i nie przyszli na pierwszy „domowy” mecz nowej drużyny. Barkom przegrał 2:3 z drużyną o ciekawej nazwie: Podziemia Kredowe ChKS Chełm. Skąd się wzięła ta nazwa? Oczywiście sprawdziliśmy.

Jay Blankenau, siatkarz drużyny ChKS Chełm
Jay Blankenau, siatkarz drużyny Podziemia Kredowe ChKS Chełm.
Fot. Wojtek Jargiło/PAP

Nasze hity

  • Każdy zespół ma takiego zawodnika. Gra w pierwszym składzie od lat i zawsze można na nim polegać. Skupia się na efektywności, a nie na efektowności. Jest cichą podporą drużyny. Przez to jednak jego niezawodność przechodzi niezauważona. Dopiero gdy dostaje urazu i nie może grać, to widać, jak bardzo jest istotny.
    W pewnym sensie tak jest z płatnościami. Są z nami każdego dnia i pozwalają płacić za wszystko i wszędzie, w mgnieniu oka. Myślimy jednak o nich dopiero wtedy, gdy coś pójdzie nie tak. Dlatego Visa, globalna organizacja płatnicza – która gra z nami w Pierwszym Składzie wspierając go jako partner – czasem musi o sobie przypomnieć. Robi to poprzez sponsoring w sporcie.
    O tym, jak firma buduje swój globalny marketing, opowiedział nam Bartłomiej Piekło. Dyrektor odpowiedzialny za marketing w Visa CEE wskazał, jakie są najnowsze trendy w świecie sponsoringu sportowego i jak duże znaczenie z perspektywy gospodarki i świata biznesu mają wydarzenia sportowe.
  • Słyszeliście kiedyś o „klątwie komentatora”? Jeśli nie, to mamy bardzo dobry przykład.
    W październiku tenisistka Katarzyna Kawa najpierw pokonała Belindę Bencić, 14. wówczas rakietę rankingu WTA, a później urwała seta Jelenie Rybakinie, liderce światowej listy. Po raz pierwszy grała w ćwierćfinale turnieju rangi WTA 500. Tuż przed 34. urodzinami osiągnęła znakomitą formę, zbliżyła się do pierwszej setki rankingu i na listopadowe mecze do Indii leciała z myślą o kolejnych awansach.
    Porozmawialiśmy z jej trenerem Maciejem Domką, pytając m.in. o to, jak tenisistka osiąga życiową formę w wieku, w którym raczej myśli się już o sportowej emeryturze.
    Tekst ukazał się we wtorek. Katarzyna Kawa tego dnia zaczynała zmagania w Chennai. Na jej drodze stanęła 17-letnia Hinduska Maaya Rajeshwaran Revathi, sklasyfikowana w rankingu WTA na miejscu 669.
    Już chyba nie musimy mówić, co się wydarzyło, prawda?
  • Mamy listopad, a więc miesiąc, w którym wystartuje nowy sezon Pucharu Świata w skokach narciarskich. Największą uwagę przykuwa oczywiście Kacper Tomasiak – no, bo kto zdobywa trzy medale w olimpijskim debiucie? – ale radzimy także zerkać na konkursy żeńskie. Anna Twardosz w czasie letniego sezonu pokazała, że w zimie możemy liczyć na miłe niespodzianki z jej strony.
    Kilka tygodni przed startem Pucharu Świata mierząca 160 cm wzrostu skoczkini opowiedziała w XYZ o swojej karierze. Zaczęła skakać już w wieku 9 lat…
    – Dobrze, że tak wcześnie. Bo wtedy w ogóle się nie bałam. Gdybym miała zaczynać skakanie w późniejszym wieku, to chyba bym się nie odważyła – mówiła nam 25-latka.
    Początek sezonu 20 listopada.

Bohater tygodnia

Bohater tygodnia mógł być tylko jeden. Kimi Antonelli, raptem 20-letni chłopak z Bolonii, został mistrzem F1 na cztery wyścigi przed końcem sezonu. Jego triumf, przypieczętowany trzecim miejscem w Grand Prix Meksyku, pięknie się oglądało.

Kimi Antonelli wygrał w tym sezonie dziewięć wyścigów. Fot. Alex Bierens de Haan/LAT Images

Włoch potwierdził już, że w przyszłym sezonie również na jego Mercedesie zobaczymy charakterystyczną dwunastkę. Nie chce jedynki, zarezerwowanej dla aktualnych mistrzów, by nie stracić głodu kolejnych zwycięstw. Jest też przesądny i zauważył, że w przeszłości jedynka przynosiła mu pecha. Widocznie wystarczy mu, że faktycznie jest numerem 1. Nie tylko w tym sezonie, ale i w historii: nikt wcześniej nie wywalczył tytułu w tak młodym wieku.

Trzeba jednak wspomnieć, że mimo awaryjności tegoroczne bolidy Mercedesa są jednymi z najlepszych w historii. Na początku sezonu nikt nie mógł się z nimi równać. Niedawno zajrzeliśmy do garażu Mercedesa, by sprawdzić, jak się w nim pracuje. Porozmawialiśmy też z Toto Wolffem, szefem zespołu, na temat przyszłości F1.

Liczba tygodnia

46 tys.

– tyle szalików zakupili w ubiegłym sezonie piłkarscy kibice klubów 1. Ligi. Oprócz tego nabyli też 34 tys. koszulek. Sprzedaż gadżetów to tylko jedna ze składowych rekordowych przychodów drużyn zaplecza Ekstraklasy. Na kongresie „Sport Biznes Polska” podsumował je Grant Thornton, w swoim corocznym raporcie "Finansowa pierwsza liga".

18 zespołów 1. Ligi zanotowało w sumie 360 mln przychodów - o 1/4 więcej niż w poprzednim sezonie. Wkład w ten wynik jest różny: od 56 mln Wisły Kraków, po 8,5 mln Pogoni Grodzisk Mazowiecki.

W tym sezonie rekord trudno będzie pobić, bo trzy marketingowo-finansowe lokomotywy poprzednich rozgrywek – Wisła Kraków, Śląsk Wrocław i Wieczysta Kraków – odjechały do Ekstraklasy. Prezes Wisły Kraków, Jarosław Królewski, jeszcze przed awansem mówił nam zresztą, że „Wisła jest klubem ekstraklasowym uwięzionym w 1. Lidze”. Patrząc na tabelę, można się jednak zastanawiać, czy Śląsk i Wieczysta zagoszczą w Ekstraklasie na dłużej.

Czy wiesz, że…

... na najbliższych igrzyskach olimpijskich zadebiutuje wioślarstwo morskie. Żeby podejrzeć, cóż to za konkurencja, nie trzeba czekać do 2028 r. W Dakarze, stolicy Senegalu, trwają właśnie młodzieżowe igrzyska, gdzie Międzynarodowy Komitet Olimpijski testuje nowy punkt swojego wioślarskiego programu.

Wygląda to trochę jak scena ze „Słonecznego Patrolu”. Zawodnicy startują z plaży, a do ich sumarycznego czasu wlicza się nie tylko etap wiosłowania, ale także dobiegnięcia do łódki, a potem do mety. Tym bardziej przydadzą się silne nogi, nad którymi, jak opowiadał nam Dominik Czaja, wioślarze pracują, biegając na nartach.

Przypominamy, że na igrzyskach w Los Angeles zobaczymy więcej nowych lub wracających po bardzo długiej przerwie sportów. Będą to baseball, krykiet, squash, futbol flagowy i lacrosse.

Rzut za ocean

Jakie mam wspomnienia z ostatniego meczu Charlotte Hornets z Detroit Pistons? Od kilku dni w głowie wybrzmiewa mi głos spikera drużyny gospodarzy, który ze znudzeniem i lekkim obrzydzeniem mówił do mikrofonu: „cAdE cUnNiNgHaM” po każdym kolejnym niesamowitym trafieniu gwiazdora Pistons. Nie muszę mówić, że mecz odbywał się w Charlotte i zakończył się 33-punktowym zwycięstwem gości z dalekiej północy.

Koszulki Cade'a Cunninghama to najpopularniejszy element garderoby fanów Detroit Pistons. Fot. Mikołaj Śmiłowski

Detroit Pistons mają świetny bilans na start sezonu i zapowiada się, że kolejny rok będą walczyć o status najlepszej drużyny Konferencji Wschodniej. Zakończyli zamieszanie związane z kontraktem Jalena Durena i znowu wyglądają jak dobrze naoliwiona maszyna do wygrywania, która paradoksalnie nawet nie potrzebuje wspomnianego Durena, pauzującego z powodu naciągnięcia prawego mięśnia dwugłowego uda.

Widząc świetną grę Tłoków i masę kibiców, którzy podążają za nimi od hali do hali, można zapomnieć, jak katastrofalnie wyglądała ich sytuacja raptem kilka lat temu. Przegrywali mecze na potęgę, co naturalnie odbijało się na wynikach finansowych.

Okazało się z czasem, że łańcuch przyczynowo-skutkowy momentami bywał odwrócony. To kiepska kultura organizacyjna w biznesowej części klubu odbijała się na drużynie mającej przynosić sukcesy sportowe. Właściciel Tom Gores musiał dokonać czystki na stanowiskach kierowniczych. Cały ten proces zmian w Pistons opisywaliśmy w XYZ, a jakie są tego efekty, wszyscy widzimy.

Dużo zmieniło się po zmianie trenera i generalnego menedżera, ale – o dziwo! – także po zatrudnieniu nowej dyrektor ds. działalności operacyjnej. Na tym stanowisku zatrudniono Melanie Harris, która wcześniej nie miała nic wspólnego z biznesem sportowym. Od razu przemeblowała model biznesowy na bardziej skoncentrowany na kibicach, lokalnej społeczności oraz długofalowym budowaniu wizerunku klubu.

Przychody i zyski Pistons rosną, drużyna jest postrachem w sezonie zasadniczym i coraz lepiej radzi sobie w play-offach, więc wszystko się pięknie układa. Możemy znajdować przeróżne wytłumaczenia tej sytuacji, ale tak naprawdę musimy wrócić do początku tego tekstu i Cade'a Cunninghama, gwiazdora, bez którego to wszystko raczej nie byłoby możliwe.

Jego styl bycia i jednocześnie styl gry można porównać do pracownika korporacji, który interakcje z innymi ogranicza do minimum, jest cichy i niechętnie wypowiada się na forum, ale ostatecznie zawsze gwarantuje firmie najlepsze wyniki.

Cade Cunningham, koszykarz Detroit Pistons
Cade Cunningham w ubiegłym sezonie notował średnio w meczu 24 punkty i 10 asyst.
Fot. Gregory Shamus/Getty Images

Na rozgrzewce wygląda jak ojciec, który po dwudziestu latach wziął piłkę do koszykówki i poszedł pograć do parku. To oczywiście, jeśli na rozgrzewkę przyjdzie, bo ma tendencję do opuszczania klasycznych dwóch rzędów czy rzutówki, które odbywają się tuż przed pierwszym gwizdkiem.

Na parkiecie wszystko robi w niemal jednostajnym tempie, a mimo to bardzo trudno go powstrzymać. Podobnie, jeśli chodzi o emocje – sprawia wrażenie osoby z niezmieniającym się tętnem. Nie wciągają go przepychanki słowne z przeciwnikami i sędziami.

Po prostu przychodzi i robi swoje.

Posłuchaj podcastu

Wyobraźcie sobie, że wracacie z delegacji na drugim końcu świata. Jesteście zmęczeni pracą i długą podróżą. Męczy Was jet lag. Jedyne, o czym marzycie, to prysznic i łóżko. Ale zamiast tego słyszycie dzwonek do drzwi. Staje w nich kontroler, z uśmiechem informujący, że musicie razem udać się do łazienki na pobranie próbki, która pozwoli sprawdzić, czy w swojej pracy nie wspomagaliście się czymś więcej niż kawa i energetyk.

Ta scenka brzmi pewnie absurdalnie, ale profesjonalnych sportowców spotykają takie sytuacje. Muszą być do dyspozycji organów antydopingowych 24 godziny na dobę i spowiadać się z każdej zmiany miejsca pobytu. Czeska tenisistka Markéta Vondroušová tak zdenerwowała się wieczorną kontrolą, że jej odmówiła. Co poskutkowało kilkuletnią przerwą od kortów.

O uciążliwości kontroli opowiedziała nam Natalia Bukowiecka, też mająca kilka związanych z tym anegdot. Nasza sprinterka rozumie jednak, że taka jest cena czystej rywalizacji, na której ostatecznie wszystkim uczciwym sportowcom zależy.

Natalia Bukowiecka
Natalia Bukowiecka i Michał Banasiak

Z Natalią spotkaliśmy się w Zakopanem, przy okazji biegu PKO Dycha pod Krokwią. Był to dla niej pierwszy bieg na tak długim dystansie. Opowiedziała nam m.in. o tym, dlaczego amatorzy powinni zachować ostrożność w kopiowaniu metod treningowych zawodowców. Może po prostu nie chce wychowywać sobie konkurencji?

To wydanie newslettera Pierwszy Skład. Chcesz otrzymywać kolejne prosto na swoją skrzynkę? Zarządzaj zapisem na newslettery XYZ tutaj.